Napisz do nas

Brałeś udział w ciekawej wyprawie lub zawodach, o których chciałbyś opowiedzieć naszym czytelnikom.

aktywne@trojmiasto.pl

wiadomości

podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł
Wybrana mała czcionka

Morska próba Zaruskiego

Podczas prób morskich żeglarze mają okazję sprawdzić, czy wszystko na jachcie działa jak należy.


Jacht Generał Zaruski ma za sobą pierwsze próby morskie. Już wkrótce będą się na nim odbywać rejsy szkoleniowe dla młodzieży, ale zanim to nastąpi wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Co jeszcze trzeba zrobić, żeby jacht chodził jak szwajcarski zegarek?



Czy warto ratować stare żaglowce?

za wszelką cenę, to część naszej historii

68%

tak, o ile znajdą się sponsorzy

26%

nie, to zbyt kosztowne

6%

łącznie głosów: 121

STS (sail training ship - czyli jacht treningowy) Generał Zaruski to jeden z najstarszych pływających jachtów w naszym kraju. Jego budowa rozpoczęła się 1939 roku z inicjatywy Mariusza Zaruskiego, pioniera żeglarstwa i wychowania morskiego. Jednostka powstała jeszcze przed wojną w szwedzkiej stoczni koło Kalmaru, jednak do Polski trafiła dopiero w 1946 roku.

Ten piękny żaglowiec pływał po naszym morzu zarówno latem, jak i zimą. Na jego pokładzie kilkukrotnie świętowano nowy rok w trakcie bałtyckich rejsów sylwestrowych.

Mimo niesłabnącej popularności tej jednostki, brak bieżących remontów spowodował utratę klasy nadawanej przez Polski Rejestr Statków. STS Generał Zaruski stanął przy nabrzeżu w Jastarni, gdzie powoli popadał w coraz większą ruinę.

Jachtem zainteresowało się miasto Gdańsk i w wyniku trwającego od kilku lat remontu, żaglowiec wrócił do dawnej formy. Mimo prac wykonanych wewnątrz, Zaruski nie stracił dawnego charakteru i został typowym jachtem szkoleniowym. Nie znajdziemy tam co prawda wygód, ale morską przygodę - na pewno.

Zanim jednak pierwsi adepci żeglarstwa rozpoczną na nim staże, jacht musi sprawdzić się w kilku próbach morskich. Dzięki temu będzie wiadomo, że wszystkie elementy ze sobą współgrają, a załogi nie spotka żadna przykra niespodzianka natury technicznej.

- Potrzebujemy cięższej kotwicy, wymienimy też niektóre części olinowania, tak aby pracowały optymalnie - wyjaśnia Leszek Paszkowski z Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.



Mimo wymienionych niedociągnięć, trzeba przyznać że STS Generał Zaruski prezentuje się bardzo dobrze. Podczas remontu zadbano o wygląd oraz funkcjonalność. Szczególnie cieszy dbałość o rzeczy drobne, ale dopełniające wizerunek jachtu. Tu wymienić należy elementy olinowania, które kolorem dobrze współgrają z charakterem pływającego zabytku. Nawet segarsy, czyli pierścienie okalające maszt i pozwalające wciągać na niego żagle, prezentują się jak należy.

Mimo klasycznego wyglądu w kabinie nawigacyjnej znajdziemy nowoczesne przyrządy zapewniające bezpieczeństwo żeglugi, a w maszynowni silniki, które mimo odpowiedniej mocy nie wprawiają jachtu w silne, nieprzyjemne dla każdego żeglarza drgania.

STS Generał Zaruski to nie jedyny zabytek na wodzie, którym może pochwalić się Trójmiasto. S/Y Korsarz należący do Polskiego Klubu Morskiego jest najdłużej pływającym jachtem pod polską banderą. Służy żeglarzom nieprzerwanie od 1935 roku.

Innym jachtem z ciekawą historią jest s/y Copernicus. Ta jednostka została zbudowana specjalnie po to, aby wziąć udział w pierwszych regatach wokółziemskich, które obecnie znane są pod nazwą Volvo Ocean Race. S/Y Copernicus był jednym z mniejszych i wolniejszych jachtów startujących w tej imprezie. Nawet sama załoga nie była do końca przekonana, czy uda się nim dotrzeć do mety, mimo to jacht zakończył wyścig na jedenastym miejscu. Jako jedyny nie korzystał z żadnej pomocy z zewnątrz, załoga kierowała się jedynie własnym doświadczeniem.

- Pokonaliśmy 32 tys. mil w 204 dni - wspomina Zygfryd Perlicki, który w regatach Whitbread Round The World Race '73 dowodził Copernicusem. - To bardzo bezpieczny jacht, podczas wyścigu spisywał się bardzo dobrze. Zawsze mawiałem, że gdybym miał płynąć przez ocean w ciężkim sztormie, to nawet za milion dolarów nie wsiadłbym na żaden inny jacht.

S/Y Copernicus nadal pływa, należy do Yacht Clubu Stal i można podziwiać go podczas spaceru po gdyńskiej marinie.

Kolejnym morskim oldtimerem, o którym warto pamiętać jest s/y Opty, dziś eksponat w tczewskim Muzeum Wisły. Na jego pokładzie Leonid Teliga jako pierwszy Polak samotnie opłynął świat. Ciekawa jest nie tylko historia samego jachtu, ale i geneza nazwy tej jednostki.

Kapitan Teliga nazwał go Opty, ponieważ optymistycznie zakładał, że uda mu się dokończyć budowę i ruszyć w rejs. Jak na żeglarza przystało miał też plan na wypadek, gdyby nie wszystko ułożyło się po jego myśli. Zwykł mawiać, że jeśli s/y Opty nigdy nie powstanie, zadowoli się jeziorami i kajakiem, dla którego też miał już obmyślone imię - "Pesy" od pesymista.

Zajrzyj do naszego katalogu. Znajdziesz tam czartery jachtów morskichśródlądowych, sklepy żeglarskie oraz kluby i firmy związane z żeglarstwem.
Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor:
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 22)

Dodaj opinię

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.