fot. Dominik Staniszewski/trojmiasto.pl
- Zaczęło się od filmu "Grease" z Johnem Travoltą. Koleżanki były wpatrzone w niego jak w obrazek - mówi tancerz Przemek Wereszczyński.
- Wielu młodych, ambitnych tancerzy jest przeciwnych łączeniu fitnessu i tańca. Ja myślę, że trzeba mieć otwartą głowę. Nie każdy chce być profesjonalistą, nie należy takim osobom odmawiać radości, jaka płynie z tańca - opowiada w rozmowie z Trojmiasto.pl Przemek Wereszczyński, trójmiejski tancerz, założyciel szkoły The Salsa Kings.
- Jak lubisz tańczyć?
-
Solo w rytm dyskotekowych przebojów
33% -
W parze na na klubowych parkietach
21% -
Chodzę na salsoteki, milonga, praktisy taneczne
14% -
Tańcze, gdy muszę, na ślubie, studniówce, balu
16% -
Nie tańcze, mam dwie lewe nogi
16%
łącznie głosów: 237
Tak. Salsę po raz pierwszy zobaczyłem w Montrealu w 2000 roku. Wydała mi się idealnym stylem użytkowym. Zafascynowało mnie to, że coś czego nauczyłem się na kursie tańca, mogę wykorzystać bawiąc się na imprezie. Na początku zaangażowałem się w propagowanie salsy między innymi dlatego, że lekcje tańca które prowadziłem dawały mi środki na doskonalenie własnych umiejętności. Później po prostu się w niej zakochałem, stałą się moją pasją i drogą do zdobywania kolejnych doświadczeń. Nadal fascynuje mnie ten styl.
A jak zaczęła się twoja przygoda z tańcem?
Od obejrzenia filmu "Grease" z Johnem Travoltą. Koleżanki były wpatrzone w niego, jak w obrazek. Wtedy nie do końca rozumiałem, co je tak pociąga w męskich ruchach aktora, ale chciałem takiego samego zainteresowania. Wybrałem się na kurs tańca towarzyskiego - wtedy innych nie organizowano. Okazało się, że to jest to.
Jesteś otwarty na przeróżne style taneczne. Masz wiele wcieleń - od eleganckiego mężczyzny pod krawatem, po zupełnego luzaka w podartych dżinsach. Opanowałeś nawet polski taniec ludowy.
Tak, otwartość to ważna cecha tancerza. Próbuje przekazać to wszystkim moim uczniom. Co do ubioru, to taniec często wymusza pewien dress code. Kiedy zakochałem się w teatrze tańca, przestało mi zależeć na nieskazitelnym wyglądzie. Chciałem być bardziej naturalny, to też forma otwarcia się. Taniec ludowy był punktem w programie nauczania szkoły kulturalno-oświatowej, do której uczęszczałem dwa lata. Codziennie serwowano mi dwie godziny zajęć z tańca ludowego i baletu. Ledwo zdałem na cztery z minusem.
Jak odbierasz nową modę na łączenie fitnessu i tańca?
Wielu młodych, ambitnych tancerzy jest przeciwnych tej modzie. Ja myślę, że trzeba mieć otwartą głowę. Nie każdy chce być profesjonalistą, nie należy takim osobom odmawiać radości, jaka płynie z tańca. Trzeba postawić się w sytuacji ludzi, którzy zamiast o spektakularnych sukcesach, marzą o połączeniu gracji ruchu, rytmiki i wrażliwości na muzykę w jedne spełniające ich oczekiwania zajęcia. Możliwe, że gdyby moje losy potoczyły się inaczej, sam chętnie korzystałbym z takich zajęć, żeby zgubić trochę zbędnego tłuszczyku.
Tancerze kupują specjalne, drogie buty, a ty często tańczysz na bosaka. Dlaczego?
Lubię czuć parkiet pod stopami. Kontakt z podłogą to dla mnie coś ważnego, ma w sobie element pierwotności. Kiedy tego kontaktu nie ma, kiedy czuję śliską podeszwę buta, to już nie to samo. To tak jak dotknąć kogoś przez ubranie, a poczuć nagą skórę.
Nie tylko tańczysz, ale i uczysz jak tańczyć. Twoje autorskie zajęcia - izolacje - są proste, ale zarazem bardzo popularne. Jak to osiągnąłeś? Przecież typowe jazzowe izolacje są strasznie nudne.
Pomysł na urozmaicenie tych zajęć przywiozłem z Nowego Jorku. Atrakcyjności dodała na pewno porywająca muzyka latin-jazzowa z pierwotnymi afrykańskimi elementami. Wszyscy mogą ruszać się we własnym tempie. Jednemu wychodzi lepiej, drugiemu gorzej, ale efekt lepszego panowania nad własnym ciałem odczuwa każdy.
Jakie ciekawe historie spotkały cię jako nauczyciela tańca?
Pewnego razu mój kurs obserwował człowiek piszący książkę o kobietach. Analizował moje relacje z grupą, to jak panie odbierają swojego instruktora, jak kształtuje się atmosfera na zajęciach. Zadedykował mi tę książkę.
A co jest twoim największym zawodowym sukcesem?
Zdobyłem kilka tytułów w tańcu towarzyskim, w tym mistrzostwo Polski w salsie i vice-mistrzostwo świata w mambo. Miałem przyjemność tańczyć u boku Krystyny Jandy, współpracować z doskonałymi choreografami sceny teatralnej i filmowej. Inspirującą przygodą było zetknięcie z wieloma trójmiejskimi teatrami. Najbardziej cenie sobie otwarcie własnej szkoły tańca, wypracowanie jej marki. Cieszę się, że tancerze garną się mojej szkoły, chcą się ode mnie uczyć. Przychodzą tu nie tylko tańczyć, tu też jedzą, spotykają się ze sobą, tu koncentruje się ich życie.
Chciał(a)byś, ale nie umiesz? Nic straconego! W Trójmieście jest prawie 100 miejsc, w których nauczysz się tańczyć. Sprawdź je: Szkoły tańca w Trójmieście

















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.