wiadomości

stat

Bezpieczeństwo biegaczy. Czy zaświadczenie lekarskie powinno być obowiązkowe?

Zdecydowana większość zawodów biegowych dla amatorów wymaga od uczestników deklaracji dotyczącej stanu zdrowia. Czy obowiązkowe zaświadczenia lekarskie pozwoliłyby zmniejszyć ryzyko tragicznych incydentów na trasie?
Zdecydowana większość zawodów biegowych dla amatorów wymaga od uczestników deklaracji dotyczącej stanu zdrowia. Czy obowiązkowe zaświadczenia lekarskie pozwoliłyby zmniejszyć ryzyko tragicznych incydentów na trasie? fot. 123rf.com

Praktycznie we wszystkich zawodach biegowych dla amatorów uczestnicy dopuszczani są do startu na podstawie własnej deklaracji o stanie zdrowia. Czasami jednak zdarza się, że dochodzi do tragicznych wydarzeń w postaci śmierci zawodników. Liczba takich przypadków wciąż jest jednak marginalna, ale słyszymy o nich częściej ze względu na rosnącą popularność takich imprez. Czy wymóg przedłożenia zaświadczenia lekarskiego przed startem pomógłby zniwelować takie sytuacje?



Bieg Urodzinowy Gdyni w cieniu tragedii



Czy kiedykolwiek badałe(a)ś się u lekarza pod kątem startu w zawodach sportowych?

tak, regularnie monitoruję swój stan zdrowia u specjalistów 14%
zdarza się przed bardziej wymagającymi zawodami 15%
nie, ale nam taki zamiar 14%
nie, nie widzę takiej potrzeby 57%
zakończona Łącznie głosów: 422
Podczas rozgrywanego 16 lutego Biegu Urodzinowego w Gdyni zmarł jeden z uczestników zawodów, który zasłabł na mecie. Choć 48-latkowi niezwłocznie udzielono pomocy, a reanimacja trwała kilkadziesiąt minut, ratownikom nie udało się przywrócić funkcji życiowych.

W Polsce nie ma oficjalnych statystyk dotyczących zgonów podczas zawodów sportowych dla amatorów, ale w ostatnich latach odnotowano kilka przypadków.

W 2019 roku na trasie zasłabł jeden z uczestników poznańskiego półmaratonu, który zmarł w szpitalu. Dwa lata wcześniej także w Poznaniu oraz w Warszawie doszło do podobnych zdarzeń podczas zawodów na dwukrotnie dłuższym dystansie. Natomiast w 2018 roku taka sytuacja miała miejsce podczas 10-kilometrowego Biegu Niepodległości w Poznaniu, a w 2014 roku podczas triathlonu w Pile 27-letni mężczyzna zmarł podczas 45-kilometrowego etapu rowerowego po tym, jak wcześniej przepłynął 950 m.

To tylko kilka przykładów śmierci podczas masowych imprez sportowych dla amatorów w naszym kraju. Czy to oznacza jednak, że uczestnictwo w takich zawodach stało się bardziej niebezpieczne dla zdrowia? Bynajmniej, to wynik popularyzacji sportu. Im więcej uczestników, tym siłą rzeczy liczniejsze incydenty. Coraz częściej dotyczą one osób uprawiających sport amatorsko, zwłaszcza w przypadku uczestników biegów długodystansowych

- Zgon sportowca - zwłaszcza podczas zawodów - to fakt medialny, który "dobrze się sprzedaje", dlatego o każdym takim przypadku przeczytać można w wielu miejscach. Analiza przeprowadzana w wielu krajach zachodnich - w Polsce nikt takich raportów nie prowadzi - pokazuje, że zgony takie są niezmiernie rzadkie. W USA w ciągu 10 lat na 42 miliony osób uczestniczących w maratonach odnotowuje się jedynie 42 zgony, badania australijskie pokazują, że jedna śmierć sportowca przypada na około 100 tys. uczestniko-lat. Czyli jeżeli w danym roku w zawodach sportowych brałoby udział 100 tys. zawodników, to jeden z nich by zginął - wyjaśnia dr Piotr NiedoszytkoKardiosport Gdańsk, specjalista chorób wewnętrznych, hipertenscjolog i orzecznik sportowy certyfikowany przez Polskie Towarzystwo Medycyny Sportowej.
Wymienione wcześniej zdarzenia nie były wynikiem wypadków na trasie czy niedopilnowania zasad bezpieczeństwa przez organizatorów. Bezpośrednią przyczyną nagłej śmierci sportowców są najczęściej zaburzenia rytmu serca, powstałe najczęściej na podłożu bezobjawowej choroby układu krążenia. Częstość ich występowania w dużej mierze uwarunkowana jest wiekiem sportowca.

- Ryzyko zgonu u osób starszych jest większe, zwłaszcza jeżeli ktoś, kto nigdy nie trenował, nagle postanawia przebiec maraton lub inny bieg bez porządnego przygotowania. Natomiast śmierć dotyka także młodych. Różnica polega tylko na przyczynach. Młodzi najczęściej umierają z powodu niezdiagnozowanych kardiomiopatii, a zawodnicy po 35. roku życia z powodu choroby wieńcowej, inaczej choroby niedokrwiennej serca - tłumaczy dr Niedoszytko.
Mowa zatem o sytuacjach, które organizatorzy zawodów sportowych mogą wyeliminować jedynie poprzez niedopuszczanie zawodników do startu. We wszystkich zawodach uczestnik, zgłaszając swój udział, akceptuje regulamin. W nim najczęściej widnieje zapis o tym, że zawodnik, wyrażając chęć startu, deklaruje, iż nie ma przeciwwskazań zdrowotnych.

W innych przypadkach trzeba podpisać osobne zaświadczenie o stanie zdrowia i wzięciu odpowiedzialności za nie przez samego uczestnika lub jego opiekuna prawnego w przypadku osób niepełnoletnich. Tak naprawdę organizatorzy muszą wierzyć uczestnikom na słowo.

- Część schorzeń może nie dawać żadnych objawów albo pierwszym objawem może być zawał czy śmierć. Po drugie część z objawów jest bardzo niecharakterystyczna. Weźmy na przykład zapalenie mięśnia sercowego - jednego z głównych "kilerów" wśród młodych sportowców. Objawy: po przebytej infekcji, duszność, spadek formy. No to teraz z ręką na sercu. Kto po paskudnej grypie nie czuł się słaby i nie miał zadyszki podczas treningu? A ilu wpadło na pomysł, żeby to "rozbiegać"? Z drugiej strony trudno popadać w skrajność i za każdym kichnięciem robić sobie rezonans serca. Także nie, nie zawsze będą jakieś objawy, a jeśli będą, to nie zawsze zwrócimy na nie uwagę - uczula dr Niedoszytko.
Teoretycznie bezpieczeństwo mógłby zwiększyć wymóg przedstawienia zaświadczeń lekarskich. Dlaczego więc tego rozwiązania nie stosuje się na imprezach dla amatorów?

- Trudno to egzekwować ze względu na płynność działań. Zawodnik i tak musi podpisać oświadczenie, podać imię i nazwisko, pokazać dokument i odebrać pakiet startowy. Raz, że dokładanie zaświadczenia od lekarza wydłuża procedurę, a dwa - co takie zaświadczenie naprawdę oznacza? Na zdrowy rozsądek większość z nas jest ogólnie zdrowa, ale gdyby zrobić dokładniejsze badania, okazałoby się, że każdy ma jakiś problem zdrowotny. Pytanie brzmi: na ile szczegółowe musiałyby być te badania, aby miały sens, gdzie jest granica? - zastanawia się Grzegorz Brandt z BigYellowFoot Events, organizator licznych zawodów biegowych na krótszych dystansach i z przeszkodami.
Większość schorzeń kardiologicznych można wykryć podczas dokładnego badania lekarskiego połączonego z wykonaniem EKG. Czy badanie daje nam jednak gwarancję, że jesteśmy bezpieczni?

- I tak, i nie. Po pierwsze ważne jest to, jakie to były badania i kto je przeprowadzał. Po drugie, kiedy były one wykonane. Część schorzeń ma podstępny przebieg i mimo że zawodnik ma prawidłowe wyniki badań, na przykład kardiomiopatia przerostowa - HCM wyjdzie z ukrycia dopiero za kilka lat albo kilka miesięcy, albo dopiero na starość. Poza tym nie wszystkie schorzenia mają podłoże genetyczne czy wrodzone. Wspomniane wyżej zapalenie mięśnia serowego może się rozwinąć po banalnej infekcji. I co z tego, że miesiąc temu wyniki badań były OK? - pyta dr Niedoszytko.

Opinie (87) 6 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

mail

Napisz do nas

Brałeś udział w ciekawej wyprawie lub zawodach, o których chciałbyś opowiedzieć naszym czytelnikom? Napisz do nas na aktywne@trojmiasto.pl