wiadomości

stat

Blondynka, korkociąg i mąka tortowa, czyli zawody modelarskie na najwyższym poziomie

Zawody modelarskie na najwyższym poziomie.



W sobotę i w niedzielę na pasie startowym lotniska Aeroklubu Gdańskiego stanął rząd legendarnych samolotów, a wśród nich takie perełki, jak RWD-9, zbudowany do udziału w legendarnym Challenge 1934, PWS-26, na którym uczyła się latać elita polskiego lotnictwa za czasów II Wojny Światowej czy samolot rolniczy Kruk, który gasił również pożary. Wszystko w niewielkiej skali, bo 1:3, za to z wielkim rozmachem, godnym Pucharu Polski w klasie modeli redukcyjno-latających.



Lubisz modele?

tak, konstruowanie modeli to moje hobby 46%
w dzieciństwie tak, teraz już mnie nie bawią 19%
lubię na nie patrzeć, ale do budowy nie mam cierpliwości 30%
nie, to zabawa dobra dla dzieci 5%
zakończona Łącznie głosów: 84
Modelarstwo zwykle kojarzy się z klejonymi przez dzieci zabawkami, ale nawet proste modele wymagają wiele cierpliwości i zaangażowania, więc spora część osób szybko się do tego sportu zniechęca. Ci, którzy połykają modelarskiego bakcyla nie wyrastają ze swojego hobby nigdy, a ich "zabawki" rosną razem z nimi.

Żeby zająć się modelami redukcyjno-latającymi, czyli takimi, które idealnie odwzorowują oryginał, trzeba wykazać się najwyższym kunsztem w tworzeniu miniatur statków powietrznych.

- Każdy zaczynał od budowy modeli składających się z kilku listewek i kartonu. Pierwsze loty nie zawsze były udane, ale nie zniechęcaliśmy się tym - mówi Krzysztof Król, współorganizator zawodów o Puchar Polski w klasach modeli F4C, F4G i F4H. - Zapał do modelarstwa podtrzymywały marzenia o zbudowaniu makiety jakiegoś konkretnego samolotu, takiego, który wpadł w oko, czy o którym się przeczytało. Te marzenia dorastały wraz z nami, aż w końcu udało się je zrealizować, dlatego takie zawody to dla nas prawdziwe święto.

Ocenie podlega zarówno wygląd, jak i zachowanie w locie. Model musi być zgodny ze specyfikacją techniczną pierwowzoru. Zgadzać się musi kształt, kolor, a nawet znaki rejestracyjne. Modelarze prześcigają się, dążąc do idealnego odwzorowania. Otwierane drzwiczki, wlewy paliwa odpowiedniej średnicy, nawet reklama umieszczona na samolocie, chcąc nie chcąc, zdobić musi także model.

- Żeby zbudować ten model, musiałem najpierw dokonać bardzo dokładnych pomiarów oryginału i przenieść je na papier. Nie miałem do dyspozycji gotowych planów - opowiada Grzegorz Biela, właściciel przepięknego Jabiru. - Potem żmudne klejenie balsy, laminowanie, szpachlowanie i malowanie. Samo polerowanie zajęło pół doby, a cały model to jakieś 1,5 tys. godzin spędzonych na konstruowaniu go.

W modelu pana Grzegorza nie brakuje niczego. Jest elektryczny rozrusznik, migające światła stroboskopowe, a za sterami siedzi blondynka z eleganckim manicure.

- Piękny model musi mieć pięknego pilota, dlatego w moim zasiada żona za czasów młodości - śmieje się pan Grzegorz. - Pani pilot zbudowana jest ze styropianu i masy papierowej, tej samej, z której dzieci lepią garnuszki na lekcjach plastyki. Jest w skali 1:3, tak samo jak samolot. Kiedy nie lata, opala się na leżaku, wykonanym też w odpowiedniej skali.

W świecie modeli redukcyjno-latających nie ma miejsca na samoloty-widma, każdy musi mieć pilota. Jeśli sędziowie zastaną w kokpicie pustkę, mogą ująć sporo punktów. Pilot brany jest pod uwagę w ocenie statycznej, ale musi też wzbić się w powietrze razem z modelem.

- W części dynamicznej zawodnicy prezentują najczęściej kilka figur akrobacyjnych, takich jak beczki, pętle czy korkociągi - mówi Piotr Piszczek, sędzia główny zawodów. - Niektóre samoloty nie są dopuszczone do akrobacji, dlatego modele również jej nie wykonują, za to mają w zanadrzu inne "sztuczki", takie jak zrzucanie proszku w przypadku samolotów rolniczych czy atak bombowy modelami wojskowymi. Oceniamy także realizm lotu, jednym z jego elementów jest brzmienie silnika modelu.

Żaden model bombowca nie pojawił się na zawodach w Aeroklubie Gdańskim, ale mogliśmy oglądać niezwykle efektowny zrzut... mąki tortowej z samolotu Kruk. W rzeczywistości samolot ten wykorzystywany był do rozrzucania nawozów na polach, mógł zabrać ze sobą jednorazowo ponad tonę proszku.

Jak magnes przyciągał wzrok jeden z najbardziej znanych polskich samolotów. Obok modelu legendarnego PWS-26 nie dało się przejść obojętnie. W oryginale zachował się tylko jeden egzemplarz, obecnie obejrzeć go można w krakowskim Muzeum Lotnictwa Polskiego.

- W takich samolotach szkoliła się elita polskiego lotnictwa, która zasłynęła walkami nad Wielką Brytanią podczas II wojny światowej. To samolot szkolny, więc był wyjątkowo odporny na pomysłowość młodych adeptów lotnictwa, taki jest też mój model - śmieje się konstruktor Tomek Żabowski. - Kraksy oczywiście się zdarzają. Trzeba pamiętać o tym, że pilotowanie modelu nie jest wcale takie łatwe, bo stoimy w oddaleniu od niego. Precyzyjne oszacowanie prędkości, wysokości i położenia względem ziemi nie jest prostą sprawą.

Pierwszy dzień zawodów skończył się szczęśliwie, bez strat w sprzęcie. Niewielkiej usterce przy lądowaniu uległ jeden z modeli RWD-9. Na szczęście właściciel makiety szybko uporał się z problemem i model mógł uczestniczyć w zawodach, które zakończone zostały w niedzielę, 26 sierpnia, wręczeniem Pucharu Polski dla najlepszego modelarza.

Opinie (15) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.