wiadomości

Ekspedycja Afryka. Z Brzeźna do RPA

Najnowszy artukuł na ten temat

Ninja Warrior Polska. Reprezentanci Trójmiasta walczyli w finale

Michał Frąckowiak i Katarzyna Kugiel przez najbliższe pół roku będą przemierzać trasę z Brzeźna do Cape Town w RPA. Odwiedzone po drodze miejsca uwiecznią na zdjęciach, filmach, a następnie prawdopodobnie powstanie książka o ich ekspedycji.
Michał Frąckowiak i Katarzyna Kugiel przez najbliższe pół roku będą przemierzać trasę z Brzeźna do Cape Town w RPA. Odwiedzone po drodze miejsca uwiecznią na zdjęciach, filmach, a następnie prawdopodobnie powstanie książka o ich ekspedycji. fot. ekspedycjamichal.pl

W latach 2006-2011 przemierzył trasę z Europy przez Azję, Oceanię, Amerykę Środkową i Południową do Republiki Południowej Afryki, skąd musiał w ekspresowym tempie wracać do Polski. Ekspedycja Michała Frąckowiaka, polegająca na okrążeniu Ziemi drogą lądową, została wówczas przerwana. We wtorek podróżnik wyrusza z gdańskiego Brzeźna, aby ją dokończyć.



Koncepcja wyprawy zrodziła się w 2006 roku. Absolwent filologii germańskiej, którą studiował na Uniwersytecie Gdańskim, Michał Frąckowiak, nie chciał zostawać tłumaczem przysięgłym, jak większość jego kolegów. Szukał wrażeń i, stojąc pewnego dnia przed mapą, zdecydował, że chce okrążyć świat. Wcześniej udało się mu zwiedzić wiele zakątków Europy, dlatego do odkrycia pozostały inne kontynenty.

Razem z przyjacielem i jego dziewczyną wyruszyli z Gdańska pociągiem. Ich pierwszym celem miała być Australia.

Michał Frąckowiak uważa, że podczas podróży, do której startuje we wtorek, najważniejsze są szacunek do innych osób i dobre poczucie humoru.
Michał Frąckowiak uważa, że podczas podróży, do której startuje we wtorek, najważniejsze są szacunek do innych osób i dobre poczucie humoru. for. ekspedycjamichał.pl
- Nie chcieliśmy zrealizować podróży, trzymając w ręku bilet otwarty na samolot. Zależało nam na jak największym kontakcie z ludźmi i nowymi kulturami. Do tego bardzo lubię jazdę pociągami, więc wyprawa nie budziła we mnie żadnych lęków. Oczywiście poruszaliśmy się różnymi środkami transportu. Od dachów autobusów w Indiach, po autostop i formę pieszą - mówi w rozmowie z naszym portalem Frąckowiak.

Już podczas pierwszego etapu podróży jego plany uległy zmianie. Zamiast w Australii znalazł się w Nowej Zelandii. Wszystko ze względu na dostępność pracy. Był to etap zarobkowy, który miał pozwolić na kontynuowanie podróży. Udało się go w pełni zrealizować, więc kolejnym przystankiem do zaliczenia była Ameryka. Frąckowiak już w Nowej Zelandii podróżował sam. Następnie znalazł się w Meksyku, gdzie nabył samochód.

- Trzeba było pomyśleć nad zapewnieniem sobie jakiegoś schronienia. Podróżować w grupie jest bezpieczniej. Na przykład masz z kim zostawić swoje rzeczy. Będąc samemu, musiałem pomyśleć o jakiejś ochronie. Dlatego postanowiłem kupić 20-letniego Jeepa - opowiada Frąckowiak.

Przemierzył nim praktycznie całą Amerykę Południową. Sprzedał samochód w Boliwii, a z Argentyny wyruszył do Afryki. W 2011 roku wylądował w RPA, gdzie zaplanował kolejny etap zarobkowy. Finalnym przystankiem miało być Brzeźno.

- Wtedy dostałem wiadomość o złym stanie zdrowia mojego ojca. Musiałem wrócić i się z nim pożegnać. Dlatego też przerwałem ekspedycję. Teraz nadszedł czas, aby ją kontynuować - wyjaśnia Frąckowiak.

Michał ma za sobą ponad 132 tys. kilometrów. Przed nim co najmniej kolejnych 25 tys. Do Ekspedycji Afryka podróżnik przygotowywał się ze swoją narzeczoną Katarzyną Kugiel. Przez rok i trzy miesiące zbierali fundusze na wyprawę, pracując w Wielkiej Brytanii. Tam też nabyli samochód, którym odbędą podróż - Mitsubishi Space Gear. W ciągu ostatnich miesięcy pojazd nie tylko zmienił się w środku, ale także dostał nową nazwę. Ekspedycja Afryka będzie możliwa do zrealizowania dzięki Dzikunowi.

- Jak byłam mała, chodziłam z tatą na ryby. Miał on takie małe, białe robaczki o nazwie "dzikun". Kiedy byliśmy w Wielkiej Brytanii, natrafiliśmy na wielkie stado owiec. Pierwsze, co mi się z nimi skojarzyło, to "dzikuny". Słowo to tak nam się spodobało, że postanowiliśmy właśnie tak nazwać samochód. Do tego jest on z Japonii, a Dzikun też brzmi nieco azjatycko - tłumaczy Kugiel.

- W Ameryce Południowej, podróżując Jeepem, miałem jedno marzenie - aby następnym razem posiadać samochód, w którym może wyspać się człowiek mojego wzrostu, czyli 190 cm. Dzikun właśnie taki jest. Oczywiście niektórzy, jadąc na taką wyprawę, kupują samochody, na których dachu da się rozłożyć namiot. U nas nie sprawdziłoby się to ze względu na bezpieczeństwo. W razie zagrożenia potrzebny jest samochód, w którym szybko możesz znaleźć się za kierownicą. W Dzikunie strefę sypialnianą i kierownicę dzieli niewielka odległość. Poza tym posiada on zawieszenie terenowego samochodu, co w Afryce będzie bardzo przydatne - wyjaśnia Frąckowiak, który własnoręcznie przerobił auto.

Wyprodukowany przez mitsubishi, przerobiony przez Michała Frąckowiaka Dzikun.
Wyprodukowany przez mitsubishi, przerobiony przez Michała Frąckowiaka Dzikun. fot. ekspedycjamichal.p
Zniknęło wszystko, co w środku samochodu, w standardzie, znajdowało się za fotelami kierowcy i pasażera. Zostały tylko blachy. Frąckowiak w zamian wykonał podłogę z paneli, wstawił skrzynię, z której tworzy się łóżko. Swoje miejsce znalazły tam także: stojak na wodę, sprzęt kuchenny oraz toaleta. Na dachu zostały zamontowane baterie słoneczne oraz skrzynie na sprzęt - GPS, aparaty, komputery, a także kanistry z benzyną. W razie braku prądu podróżnicy wspomogą się alternatorem.

- Jest także strefa antymalaryczna oraz system wentylatorów, bez których trudno byłoby przeżyć noc w Afryce. Mogą one okazać się bardzo przydatne np. w Sudanie, gdzie w tym roku zdarzyła się największa powódź od 25 lat. Nie ma zbyt wielu danych na temat sytuacji obecnie tam panującej, więc wszelkie trudności poznamy dopiero na miejscu - mówi Kugiel.

Trasa ekspedycji obejmie: Polskę, Ukrainę, Rumunię, Bułgarię, Turcję, Irak, Jordanię, Egipt, Północny Sudan, Etiopię, Kenię, Ugandę, Tanzanię, Zambię/Mozambik, Zimbabwe, (Botswanę), a skończy się w Cape Town w RPA.

Poza problemami ze sprzętem na podróżników czeka na Czarnym Lądzie wiele przeszkód, łącznie z zagrożeniem życia.

- Podczas mojej ostatniej podróży nauczyłem się, że nie należy obawiać się niczego i nikogo. Nawet jeśli staniesz oko w oko z człowiekiem z bronią, jeżeli podejdziesz do niego z szacunkiem, to zawsze znajdzie się wyjście z sytuacji. Zresztą mam taki dziwny dar zamieniania poważnych sytuacji w zabawne, a to także nie raz pomogło mi w kontaktach z ludźmi. Tak więc otwarta głowa, szacunek i dobre poczucie humoru potrafią zdziałać cuda - uważa Frąckowiak.

Ekspedycja Afryka ma na celu odkrywanie unikalnych i ekstremalnych przyrodniczo i geograficznie zakątków Afryki. Trójmiejscy podróżnicy chcą odwiedzić miejsca, gdzie zazwyczaj nie docierają turyści z Ameryki Północnej i Japonii. Na ich trasie znajdą się m.in. Pustynia Danaki w Etiopii, Park Narodowy Ruaha w Tanzanii czy Chimanimani w Mozambiku.

- Z drugiej strony zależy mi na odwiedzeniu miejsc dziedzictwa światowej kultury. Nie wyobrażam sobie, aby być w Egipcie i nie zobaczyć piramid czy Doliny Królów. Jedna rzecz uczyć się o tym na historii, inna zobaczyć to na własne oczy i połączyć myśli, które w tym miejscu nachodziły ludzi na przestrzeni dziejów - dodaje Frąckowiak.

Planowane zakończenie Ekspedycji Afryka ma nastąpić za pół roku. Jej śladami można poruszać się na stronie internetowej ekspedycjamichal.pl, gdzie będzie prowadzony również specjalny blog.

- Jestem niedoświadczoną podróżniczką, ale postaram się podzielić swoimi spostrzeżeniami. Przygotowując się do ekspedycji, nigdzie nie mogłam natrafić na porady dla kobiet, jak np. radzić sobie z higieną osobistą podczas takiej wyprawy. Może uda mi się stworzyć poradnik na ten temat - mówi Kugiel.

- A co będzie, jak już dotrzemy do Cape Town? Zakupimy najdroższy gazowany trunek, na jaki będzie nas stać, czyli pewnie wodę, opijemy sukces i niezwykle szczęśliwi wrócimy do Brzeźna - dodaje.

- A później, mam nadzieję, uda mi się napisać ciekawą książkę - kończy Frąckowiak.

Opinie (73) ponad 10 zablokowanych

  • Brawo tak trzymać

    Powodzenia, trzymam kciuki.

    • 53 4

  • A dlaczego by nie? Co to Brzeźno gorsze?

    • 27 0

  • Podziwiam... (19)

    Zawsze ilekroć czytam tego typu historie myślę sobię że ja też bym chciał tak pojechać, zwiedzać kraje, poznawać ludzi, spać w samochodzie itp. Tylko że zaraz przychodzi do mnie druga myśl: z czego Ci ludzie żyją? Mają kasę nie tylko na to żeby przez pół roku tankować samochód, jeść i pić, ale też żeby powrocie do Polski jakoś żyć bo wiadomo że po tygodniu nie znajdą pracy? Może ktoś umie odpowiedzieć jak to działa?

    • 38 1

    • (15)

      Przez 15 miesięcy pracowali w UK. Mimo gorszej kondycji gospodarczej kraju, nadal zarobisz tam więcej niż w PL. Nie mają dzieci, mają swoje rodziny, u których mieszkają - więc najprawdopodobniej koszty zamieszkania też są (prawie)zerowe. Poświęcili na swój cel kawałek życia, być może rezygnując z każdej formy rozrywki. Wrócą, znowu zamieszkają u rodziny. Być może znają kogoś, kto załatwi im pracę, być może nie - dopóki masz gdzie wrócić, to nie staje się aż takim problemem...
      Po Europie możesz się wybrać w taką samą podróż za kilka tysięcy złotych. Serio, sprawdzone. Afryka to co innego, bo tam dochodzi ok. 25.000 zł kaucji zwrotnej (po powrocie), byś nie musiał płacić na granicach cła za samochód. No, do tego oczywiście wizy i inne druczki, formularze... Strzelam, że do 50k musieli odłożyć, z czego powyższe 25k odzyskają (ew. można wziąć pożyczkę na tą kwotę i oddać ją po powrocie z odsetkami za pół roku (w ich wersji)). Tak czy inaczej, da się - MUSISZ TYLKO POŚWIĘCIĆ KAWAŁEK SWOJEGO ŻYCIA.
      Trzymam kciuki za Michała i Kasię, by wrócili cało. A Tobie M., byś osiągnął swoje marzenie

      • 29 0

      • (9)

        jaki to ma związek z odpowiedzialnym życiem ?

        • 2 25

        • Odpowiedzialne życie to wg Ciebie np. latanie od roboty do domu 12 h i na zleceniu? (8)

          Można czerpać z życia garściami a można też wegetować od 1 do 1.

          • 28 0

          • (4)

            odpowiedzią na twoje mądrości będzie wiek dojrzały - wtedy sie okaże kto NAPRAWDĘ wegetuje

            • 3 13

            • (3)

              To, że ktoś spełnia swoje marzenia, nie oznacza, że nie zabezpieczy sobie starości. Poza tym zazwyczaj taki ktoś jest zaradny.
              Wg mnie naiwnością jest twierdzenie, że pracując tu zapewniasz sobie godną starość. Masz duże szanse zostać oszukany przez politykierów (polityków nie mamy) i nic z tym nie zrobisz.
              Uważam też, że w dzisiejszych czasach takie podejście jest naiwne- harować, wypruwać sobie żyły, byle tylko spłacić kredyt w banku, płacić podatki i umrzeć. Trzeba mieć jakiś cel w życiu, a nie praca, praca, zapłacić podatki i odejść.

              • 14 3

              • między harowaniem i spłacaniem kredytu a podróżowaniem bez celu jest sporo miejsca na rozsądne i pozytywne ruchy - to są właśnie skrajności - zyć tylko dla celu albo bez celu

                • 4 5

              • Nie wszyscy są tacy sami

                Nie każdy zostanie oszukany.
                Piszę tak, żebyś zrozumiał, że nie wszyscy mają podobne do Ciebie poglądy

                • 0 0

              • nie tylko w naszym pięknym kraju możesz zostać oszukany;

                mieszkałam parę lat w UK, tam ludzie wiele lat odkładali na emeryturę: założyli wtedy nieźle oprocentowane lokaty, zainwestowali w nieruchomości - kiedy przyszedł kryzys wartość nieruchomości spadła, tak jak oprocentowanie lokat. Też czuli się oszukani - myśleli że będą na emeryturze spokojnie żyć na dotychczasowym poziomie a tym czasem ich oszczędności zaczęły topnieć..
                szkoda życia na skupianie się tylko na zarabianiu i odkładaniu pieniażków, bo nie wiadomo co będzie za 10 czy 30 lat.

                • 2 0

          • (2)

            a co on innego ma robić po tej germanistyce niby?

            • 5 0

            • (1)

              garnki dla ss

              • 6 0

              • hahahahah

                • 0 0

      • wrucą do POlski i zapytaja sie ich o doswiadczenie w pracy a oni powiedzą (3)

        a no sobie świat okrążyliśmy dla przyjemności i przygody.A pracodawca to zróbcie jeszcze kilka okrążeń :)

        • 4 13

        • on zostanie wykladowca na jakim surystycznym kierunku napisze ksiazke i se poradzi...

          praca w polszy nic Ci nie da

          • 5 0

        • a emeryture do od kogo dostanie kto im wyplaci ?

          chyba ze liczą ze jej nie dożyją!!

          • 1 3

        • ja kiedyś widziałam fajną ofertę pracy

          związaną z moim wykształceniem (w dużym biurze podróży za granicą) i jednym z warunków było odbycie conajmniej paru podróży do egzotycznych krajów, nie autokarowych zorganizowanych tylko na własną rękę - nigdy nie wiadomo jakie doświadczenie może się przydać, może to ich najlepsza inwestycja w siebie a może nie.

          Życzę powodzenia!

          • 1 0

      • marzenia sie spełnia a osiąga cele - jak się tego nie rozumie to się podróżuje dla przyjemności właśnie

        • 0 0

    • Są ludzie, którzy żyją pasją (1)

      Zamiast kupować nowe aparaty, smartphony... wystarczy np. odkładać zaledwie 1000zł/miesiąc przez cały rok. Potem z tymi 12K można mieć naprawdę świetny 2-tygodniowy urlop w wielu ciekawych miejscach. W moim przypadku mówię o podróży samochodem, bo w przypadku innych środków lokomocji nie da się zobaczyć wielu miejsc. Ja w sierpniu byłem z żoną przez 2 tygodnie w południowej Hiszpanii: Alicante, Malaga, Grenada, Gibraltar. W przyszłym roku zamierzamy objechać Portugalię. Naprawdę nie trzeba zarabiać kokosów, żeby móc sobie pozwolić na podobne wojaże.

      • 11 0

      • ale nikogo niestac by 5 lat przeznaczyc na jazde dla przyjemnosci bo cie nikt do pracy nieprzyjmie

        • 1 4

    • W prost wyjęte mi z ust

      .

      • 0 0

  • Ja też jade do brzeźna. (2)

    Jetem z wami.

    • 31 0

    • Makuba robić kariera

      • 3 0

    • Uważaj na tubylców

      Możesz dostać z dzidy pod Supersamem :)

      • 5 0

  • powodzenia! super trasa;

    • 12 1

  • trasa obejmie "...Turcję, Irak, Jordanię, Egipt" (2)

    a nie lepiej z Turcji jechać przez Syrię i Israel do Egiptu? Ewentualnie Syria- Jordania-Arabia Saudyjska-Jemen-Somalia i dalej na południe. Powinno być ciekawiej.

    ps. uważajcie na rekiny

    • 6 4

    • pozdrawiam Janka Kejtserfera!

      • 3 0

    • "szacunek do innych osób i dobre poczucie humoru. " Dlatego zabiera ze sobą strzelbę :) Jak na zdjeciu.

      • 5 0

  • brawo, lecz uważajcie, w niektórych krajach afrykanskich biała kobieta oznacza problemy.

    Zawsze znajdą się tubylcy którzy mogą...... wiem bo znam Afrykę.

    • 7 2

  • (1)

    ale was to ubogaci ! napewno bardziej niż oglądanie tvn i czytanie gw - chyba że czytanie i oglądanie ww tak smaserowało mózgownice, że będziecie mentalnymi cyganami juz zawsze - bez domu i celu...

    • 2 5

    • cyganie i beduini robią to od tysięcy lat - macie przynajmniej jakieś bydło na dary i przetrwanie ?

      • 0 1

  • Jeżeli dobrze pamiętam go z KOLOSÓW.. (2)

    To to był chyba gość który jako jedyny do swojej prezentacji dał lektora i sam nie opowiadał ale puścił seans o sobie.. Nie jestem pewien czy to on. Ale chyba tak.

    Trochę wazon z niego. Pojedźcie na kolosy to zobaczycie w czym rzecz i na czym polega prawdziwe radosne opowiadanie..

    Mimo to życzę powodzenia i oczywiście zazdroszczę!

    • 9 0

    • Tak, też go widziałam !!

      Największy narcyz Kolosów! Mało kto chwali się wyprawą przed jej rozpoczęciem. Fota na jego stronie mówi wszystko

      • 8 0

    • hm, ten lektor, to był on sam... Co w tym takiego złego?

      • 0 1

  • Średnio widzę tego Miska w takiej podróży. To wersja popularna w Azji i w UK (bo nie trzeba przestawiać kierownicy) i w zasadzie nazywa się też L300. Zawieszenie nie bardzo terenowe, napęd i owszem, tylko części są często niedostępne nawet w UK. Słabo widzę jego dojazd bez trzech kartonów części zamiennych i to pomimo trwałości konstrukcji. Na takie wyprawy kupuje się samochód najpopularniejszy na trasie przejazdu czyli w tym przypadku tradycyjnie Toyotę "Bushtaxi" LC lub Hiluxa albo Land Rovera. Tylko, że to pojazdy dużo droższe od tego Miśka, którego można (właśnie z racji trudności w naprawach) kupić za psie pieniądze.
    Ale, ludzie z pasją mają to do siebie, że z reguły im się udaje.

    • 14 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

mail

Napisz do nas

Brałeś udział w ciekawej wyprawie lub zawodach, o których chciałbyś opowiedzieć naszym czytelnikom? Napisz do nas na aktywne@trojmiasto.pl

Najczęściej czytane