wiadomości

stat

Gdynianka zmierza po Koronę Ziemi

Miłka na szczycie Kilimandżaro.
Miłka na szczycie Kilimandżaro. fot. Bogumiła Raulin

Urodzona w Gdyni Bogumiła Raulin ma szansę zostać najmłodszą Polką, której uda się zdobyć dziewięć najwyższych szczytów wg kontynentalnej klasyfikacji Reinholda Messnera. Projekt rozpoczęła w 2011 roku mając już na koncie Mont Blanc. Do zakończenia projektu pozostał jej jedynie Mount Everest w Azji i Mount Vinson na Antarktydzie. Obie wyprawy planuje na przyszły rok i poszukuje wsparcia, które pozwoli zrealizować jej marzenia. - Człowiek z jednej strony jest kruchy, ale z drugiej strony ma w sobie niezmierzone pokłady siły. Chcę pokazać, że warto spełniać swoje marzenia - mówi podróżniczka.



Bogumiła Raulin, dla przyjaciół Miłka, ma 32 lata. Rodowita Gdynianka mieszka w Warszawie i pracuje jako inżynier trakcji elektrycznej, jest szczęśliwą mamą 9-letniego Jeremiego. Miłość do gór i podróży była w niej od małego.

- Miałam może 12 lat, gdy pojechałam na obóz do Szklarskiej Poręby. Razem z grupą weszłam wtedy na Śnieżkę. To był koszmarny wysiłek, ale widok pięknych górskich zboczy i gęstych zielonych lasów utkwiły mi w głowie już na zawsze. W szkole średniej razem z moim chłopakiem braliśmy plecaki i po prostu jechaliśmy przed siebie. Z czasem zaczęliśmy organizować wyprawy dla znajomych. Potrafiliśmy wszystko sprawnie zaplanować, od listy ekwipunku po noclegi. Już wtedy zdarzało się, że szliśmy pieszo z ciężkim plecakiem po 19 kilometrów dziennie - mówi Miłka.
Każda z wypraw Miłki była okazją do nawiązania nowych, często nietypowych znajomości.
Każda z wypraw Miłki była okazją do nawiązania nowych, często nietypowych znajomości. fot. Bogumiła Raulin
Momentem, który na stałe związał ją z podróżami był konkurs organizowany przez jedną z polskich marek piwa. Dzięki udziałowi w nim pojechała do Peru jako jedna z sześciu osób, które zwyciężyły kilkutygodniowe eliminację realizowane w różnych miastach Polski. Z całej Polski zgłoszeń było 11 tysięcy.

- Po podróży do Peru, gdzie wdrapałam się na wulkan Mismi pomyślałam, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych i uda mi się wszystko, co sobie zaplanuję. W 2008 roku weszłam na Mont Blanc, a w 2011 roku na Kilimandżaro - opowiada Raulin.

To właśnie podczas wyprawy do Afryki Miłka wpadła na pomysł, by zdobyć Koronę Ziemi. Do dziś podróżniczka zdobyła siedem z dziewięciu najwyższych szczytów w klasyfikacji włoskiego alpinisty i himalaisty Reinholda Messnera.

Na koncie ma już: Mont Blanc (2008 rok, Europa, 4810 m n.p.m), Kilimandżaro (2011 rok, Afryka, 5895 m n.p.m), Elbrus (2012, Europa, 5642 m n.p.m), Aconcaguę (2013, Ameryka Pd., 6962 m n.p.m), Górę Kościuszki (2014, Australia, 2230 m n.p.m), Piramidę Carstensza (2014/15, Oceania, 4884 m n.p.m) i Denali (2015, Ameryka Pn., 6194 m n.p.m).

- Każda wyprawa była zupełnie innym przedsięwzięciem zarówno finansowym jak i sprzętowym. Na Mont Blanc, gdzie wybrałam się z grupą znajomych, wyszło niecałe 1000 zł od osoby łącznie z dojazdem, jedzeniem i pozwoleniami. Kilimandżaro to zdecydowanie większy wydatek. W tamtych czasach to koszt prawie 9000 złotych. Ogólnym założeniem było podróżować tanio i widzieć jak najwięcej. W trakcie swoich wypraw redukowałam koszty, negocjowałam ceny. Niemniej jednak na realizację moich pragnień nieraz musiałam się zapożyczyć. Najtańszy nocleg miałam w Nepalu, gdzie za spędzaną noc na drewnianej skrzyni zapłaciłam pół dolara, a więc kilka razy mniej niż za wodę, która w wyższych partiach gór jest bardzo droga - wspomina Miłka.
Miłka Raulin na najwyższym szczycie Ameryki Północnej, Denali (Alaska, 6194 m n.p.m).
Miłka Raulin na najwyższym szczycie Ameryki Północnej, Denali (Alaska, 6194 m n.p.m). fot. Bogumiła Raulin
O tym, że góra górze nierówna, przekonała się wielokrotnie. Zdobycie praktycznie każdego ze szczytów wiązało się dla niej z zupełnie różnymi trudnościami.

- Wszystko zależy od warunków pogodowych i szerokości geograficznej. Na jedną górę trzeba zabrać się z sankami, na inną najważniejsze jest zabezpieczenie przed deszczem. Na przykład podczas wyprawy na Piramidę Carstensza ciągle padało. Na Alasce podczas wyprawy na Denali temperatury dochodziły do minus 35 stopni Celsjusza. To była zresztą najtrudniejsza z wypraw. Mój plecak i sanki, które ciągnęłam ważył więcej niż masa mojego ciała. To jaka jestem mała uświadomił mi Elbrus, gdzie przy mgle nie mogłam dojrzeć otyczkowanej trasy i musiałam przysiadywać godzinami na śniegu czekając na widoczność ponieważ chodzenie "po omacku" mogłoby skończyć się upadkiem do szczeliny. Te wszystkie zdarzenia można nazwać doświadczeniem, za które jestem bardzo wdzięczna losowi, że był dla mnie łaskawy. Sobie samej jestem wdzięczna za zachowanie zimnej krwi i umiejętność szukania rozwiązań w trudnych sytuacjach - mówi podróżniczka.
Co ciekawe, największe zagrożenie stanowiły nie góry, a... ludzie. Na obcych kontynentach mimo wielu ciekawych i przyjemnych doświadczeń, przybyszka z Polski bywała narażona na niebezpieczeństwo.

Tak było w Nepalu, gdy schowała się w sklepie przed śledzącymi ją mężczyznami. Na Kaukazie musiała rozbijać namiot w wyższych partiach gór kosztem gorszej aklimatyzacji, by uniknąć napaści. W Chile chcieli ukraść jej plecak, ale szybko zareagowała i złodziej uciekł bez zdobyczy. Największe niebezpieczeństwo czyhało jednak w Nairobi.

- Wyjechałam z dworca autobusowego i dojechałam do miasta. Wróciłam do guesthouse'u, gdzie w telewizji pokazywali, że w okolicach przystanku, z którego ruszałam, wybuchła bomba. Wierzę, że oprócz własnego rozsądku mam ze sobą aniołów, którzy zadbali o to bym wsiadła we wcześniejszy autobus - opowiada Bogumiła.
Przy kręceniu filmu zachęcającego do wspierania jej wypraw, Miłka może liczyć na pomoc wielu przyjaciół.
Przy kręceniu filmu zachęcającego do wspierania jej wypraw, Miłka może liczyć na pomoc wielu przyjaciół. fot. Bogumiła Raulin
Ze wszystkich perypetii Miłka wyszła obronną ręką, jak sama mówi z kilku względów.

- Jestem dobrze przygotowana, minimalizuje ryzyko, słucham siebie i jestem szczęściarą. A do tego ponad wszystko wierzę w to, że to co robię, uda się - mówi.
By zdobyć Koronę Świata, Miłce pozostało wejść na Mount Everest (Azja, 8850 m.n.p.m) i Mount Vinson (Antarktyda, 4897 m n.p.m.). Oba wyjazdy w ramach swojego projektu "Siła Marzeń - Korona Ziemi" planuje na przyszły rok.

Dotychczas Koronę Świata zdobyło siedem Polek. Jako pierwsza dokonała tego w 2000 roku Anna Czerwińska, a jako ostatnia Izabela Smołkowska w 2013 roku. Miłka ma jednak szansę zostać najmłodszą Polką z tym osiągnięciem. Dotychczasowa rekordzistka Martyna Wojciechowska dokonała tego w wieku 36 lat i 4 miesięcy.

- Jestem z rocznika 1983, więc jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będę najmłodsza w tym gronie. Dwie ostatnie wyprawy wiążą się jednak z gigantycznymi kosztami. Każda z nich to prawie równowartość małego mieszkania w Warszawie. Obecnie jestem w trakcie rozmów z mediami i przygotowania oferty sponsorskiej a także filmu promującego projekt "Siła Marzeń - korona Ziemi". Wierzę w to, że moje marzenie się spełni. Dotychczas wspierała mnie firma Baukrane. To nie była tylko pomoc finansowa. Gdy tylko podnosiłam telefon do prezesa, zawsze powtarzał mi, że najważniejsze jest to bym wróciła cała i zdrowa. To była bardzo fajna współpraca dlatego wierzę, że będziemy ją kontynuować - wyjaśnia Raulin.
Wspomniany film promocyjny wyświetlany będzie na stronach crowdfundingowych oraz w trakcie promocji projektu. To oznacza, że każdy będzie mógł swoim wkładem pomóc jej w zrealizowaniu celu.

- Przy filmie pomagają mi chłopaki z TriStudio.pl. Chcemy pokazać, że marzenia są ważne a pasją do czegoś możemy się zarażać. Marzeniami trzeba żyć i nie wolno odkładać ich na jutro. Żyjemy w trudnych czasach, w których brakuje nam czasu na rodzinę, przyjaciół i na własne marzenia. Dbajmy o rodzinę i przyjaciół i pilnujmy by nasze marzenia nam nie odpłynęły - kończy Miłka.

Opinie (18) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.