Grzegorz DJ NoZ Nozowski między imprezami surfuje na całym świecie

DJ NoZ, a właściwie Grzegorz Nozowski to znany artysta muzyczny w całej Polsce. Znaczną część swojego życia poświęcił sportom wodnym i zimowym pod przeróżnymi postaciami. Jako jeden z pierwszych sędziował Puchar Świata w kitesurfingu, przecierał szlak, zwiedził wiele państw, a o wrażeniach i doświadczeniach z 17-letniej przygody na desce opowiedział w rozmowie z nami.



Aktywne osoby z Trójmiasta



Damian Konwent: Jest pan głównie kojarzony jako popularny DJ, ale tak naprawdę od wielu lat uprawia pan szeroko pojęte sporty wodne. Kiedy to się zaczęło?

Grzegorz DJ NoZ Nozowski: Zdaje się, że był to 2003 rok. Wszystko zaczęło się niepozornie i przez przypadek. Jej prowodyrem był mój kolega Marcin Rolnik - DJ Farmer. Znaliśmy się z DJ-ingu i któregoś razu umówiliśmy się na imprezę do Mechalinek, która okazała się niewypałem. Żeby nie marnować czasu pojechaliśmy do pobliskiej miejscowości Rewa. Byłem tam pierwszy raz i to miejsce mnie oczarowało. Bardzo malowniczy teren, a do tego okazało się, że to świetne miejsce do uprawiania sportów wodnych. Zobaczyłem pływających windsurferów, zaciekawiło mnie to i chciałem spróbować. Tak wyglądał mój pierwszy sezon na morzu. W międzyczasie zobaczyłem latawce z deskami (kitesurfing red.), więc poprosiłem kolegę o wytłumaczenie o co w tym chodzi. Wtedy na dobre zaczęła się dosyć przełomowa przygoda związana z szeroko rozumianym surferskim stylem życia.

Surfing na igrzyskach. Zobacz nowe sporty olimpijskie i oceń, co o nich myślisz - ankieta



DJ NoZ stawia na sporty wodne, które pozwalają wykonywać przeróżne ewolucje i triki.
DJ NoZ stawia na sporty wodne, które pozwalają wykonywać przeróżne ewolucje i triki. fot. archiwum prywatne
Z kitesurfingiem związał się pan na dłużej?

Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale tak... Zafascynowała mnie łatwiejsza niż w windsurfingu logistyka w transporcie, ale przede wszystkim efektowność i możliwość podniebnych skoków. Po opanowaniu podstaw, nauczyłem się skakać, a z czasem i trudniejszych ewolucji. Zacząłem podróżować i wdrażać się w środowisko. Nawiązałem znajomości, które trwają do dziś. Po czasie odezwała się we mnie żyłka rywalizacji i próbowałem swoich sił w zawodach. Zaliczyłem kilka startów, jednak stwierdziłem, że ograniczenia budżetowe uniemożliwiają mi w pełni poświęcenie się karierze zawodniczej. Drogi sprzęt, wyjazdy treningowe, itd. Nie chciałem jednak tracić kontaktu ze środowiskiem i sportem, bo szybko stało się to częścią mojego życia. Chciałem się rozwijać i dążyłem do wskoczenia na inny niż podstawowy poziom. Zacząłem interesować się zawodami i ich sędziowaniem.

Jak to wyglądało?

Z moim serdecznym przyjacielem Arkadiuszem Jerzełkowskim - pozdrawiam - zaczęliśmy opracowywać formuły sędziowania zawodów podczas wyjazdu treningowego do Brazylii. Rozmawialiśmy z zawodnikami i obmyślaliśmy systemy tak, żeby formuły sędziowania były jak najbardziej miarodajne i sprawiedliwe. Był to chyba grudzień 2004 albo 2005. Kolejny krok to sędziowanie polskich zawodów. Były też pierwsze zawody snow kite'owe z Grzegorzem Pawlikiem. Przenieśliśmy się z wody na śnieg i to wyszło dość ciekawie. Wspominam te czasy z sentymentem. Później zaczęliśmy regularnie sędziować zawody w Polsce i na świecie. W 2007 roku zacząłem też współpracę z biurem podróży "Gringo", a potem "Ellare". Założyłem Kite Progress Workshops. Organizowaliśmy wyjazdy i szkolenia w najciekawszych miejscówkach na świecie dla średnio i zaawansowanych kiterów. Uczyłem ludzi już potrafiących pływać bardziej zaawansowanych skoków. W międzyczasie sam trenowałem. Głównie z jednym z czołowych wówczas kitesurferów i moim druhem Maćkiem Kozerskim.

Musieliście skończyć kurs sędziego?

Nie było wtedy czegoś takiego jak kurs. To były początki kitesurfingu w Polsce. Stawał się coraz bardziej popularny, ale nie było oficjalnych struktur. Zwłaszcza w kontekście sędziowania. Program opieraliśmy na bazie naszych doświadczeń z treningów, rozmów z zawodnikami z całego świata. Byliśmy bardzo skoncentrowani na jakości i rzetelności. Poprzeczka na świecie była wysoko postawiona. Polskie zawodniczki: Karolina WinkowskaAnia Grzelińska zdobywały tytuły mistrzyń świata. Panowie: Janek Korycki i Maciek Kozerski też zajmowali wysokie miejsca na zawodach międzynarodowych. Moim i Arka celem było stworzenie w Polsce równie wysokiego poziomu sędziowania. Dlatego nawiązałem kontakt z jedną z federacji światowych. Zostałem zaproszony jako "trening judge" na jeden z eventów. Z racji tego, że nie mogłem rzucić zajęć, pojechał Arek. Potem do niego dołączyłem i w ten sposób staliśmy się częścią zespołu. Przez kilka lat sędziowaliśmy Puchar Świata KPWT. To pozwoliło nam na kontakt ze ścisłą światową czołówką, rozwijanie wiedzy i umiejętności. Później rzeczywiście skończyłem szkolenie w zagranicznej federacji i doszedłem do etapu sędziego głównego. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Chęć rozwoju, determinacja i konsekwencja oraz miłość do sportu umożliwiły mi pracę w środowisku marzeń. Jeździliśmy po świecie, pływaliśmy, poznawaliśmy ludzi. Zawody odbywały się w topowych miejscach: Wenezuela, Egipt, Brazylia, grecka wyspa Paros, włoskie jezioro Garda, Francja, Kanada, Nowa Zelandia, Turcja czy Jamajka.

DJ NoZ na kitesurfingu



Ile w sumie trwała ta przygoda?

W 2005 roku zacząłem przechodzić na coś więcej niż rekreacyjne uprawienie sportu i w moim przypadku trwało to do 2010/12 roku. To były początki dynamicznie rozwijającej się dyscypliny sportowej, ale też biznesu. Ludzie kierowali się pasją i przedsiębiorczością. Otwierali szkoły, zajmowali się sprzedażą sprzętu, organizacją wyjazdów, powstawały sekcje i w końcu Polskie Stowarzyszenie Kite'a. Arek stworzył jeden z czołowych brandów światowych produkujących deski do kite. Także Polska ma swój udział w rozwoju tego sportu.

Ile w sumie zwiedził pan krajów?

Nigdy tego nie liczyłem. Pamiętam, że zakończyłem na Jamajce. To było moje ostatnie sędziowanie w organizacji KPWT. Może zabrzmieć to niewiarygodnie, ale zmęczyłem się tym. Ciągłe życie na walizkach z tytułu podróży służbowych po świecie na zmianę z podróżami na granie. Coraz mniej zostawało czasu na oddawaniu się pasji, a coraz więcej było pracy i związanej z nią odpowiedzialności.

Podróże pozwoliły również na rozwijanie pasji muzycznych. Jako DJ grał pan choćby w Egipcie.

Przy okazji wyjazdów faktycznie zdarzały się sytuacje, że "jesteś DJ-em, a my robimy full-moon party, więc może zagrasz", ale nie było tego dużo.

Na pewno ma pan sporo ciekawych historii związanych z podróżami.

Zdecydowanie tak. To chyba normalne. Zaginiony bagaż, uszkodzony sprzęt, spóźnienie na samolot, rozbite samochody, to tylko część z nich. Pozornie normalne życiowe sytuacje, które nawet w Polsce potrafią być stresujące. W momencie, gdy dzieją się na drugim końcu świata, gdzie mało kto mówi po angielsku, w towarzystwie zwariowanej ekipy, zawsze generują emocje. Nie wspominając urazów i kontuzji.

Aż tak wiele ich było?

To chyba jest wpisane w ten sport. Nie miałem bardzo ciężkich urazów. Uszkodzone kolano, problemy z kręgosłupem, łokciem, złamaną rękę kilka razy. Nie liczę drobnych otarć czy rozcięć. Niestety byłem też świadkiem urazów cięższych, jak utrata przytomności, podtopienia.

Możemy mówić o pewnego rodzaju prekursorze w kitesurfingu w pańskim przypadku?

Absolutnie nie. Może jeśli chodzi o sędziowanie przecierałem w pewnym sensie szlaki. Zwłaszcza na arenie międzynarodowej. Na pewno jednak nie zaliczam się do prekursorów kitesurfingu w Polsce.

DJ NoZ na Instagramie



Później przesiadł się pan na wakeboard.

Dokładnie cable wakeboard, czyli odmiana wake'a na wyciągu. Jechaliśmy pociągiem sędziować zawody w Niemczech. Wtedy przez okno zobaczyłem jezioro, na którym stały przeszkody i wokół tego rozciągniętą linę. Ktoś tam pływał, kręcił się i bardzo mnie to zaintrygowało. Zwłaszcza, że widziałem to przez ułamek sekundy. Po dotarciu na niemiecką wyspę Sylt spytaliśmy zawodników co to takiego. Wytłumaczyli nam, że to cable wakeboard. Wcześniej kojarzyłem go wyłącznie z pływaniem za motorówką. W Niemczech cable był bardzo popularny. U nas dopiero się rodził. Zacząłem zgłębiać temat, oglądać filmy. Poznawałem takich samych zapaleńców jak ja. Razem z Mariusz Chojnowskim (serdeczne pozdrowienia), Maćkiem i kilkoma innymi osobami stworzyliśmy ekipę. Motywowaliśmy się wspólnie i nakręcaliśmy na progres razem trenując. Pamiętam, że w drodze powrotnej z zawodów, za wszelką cenę musiałem spróbować. Na samolot do domu było bardzo mało czasu, wyciąg był zamknięty, ale operator dał się namówić i tak zaliczyłem swoje pierwsze pływanie w cableparku z prawdziwego zdarzenia. Tak też zaczęło się odejście od kite'a w stronę wake'a.

DJ NoZ na cable wakeboardzie


Ot tak zmienił pan upodobania?

Stopniowo. Jak wspominałem, kite to już była bardziej praca niż hobby. Jest to dyscyplina uwarunkowana od pogody, co potrafi komplikować plany. Wyjazd szkoleniowy może się nie udać nawet w Egipcie, bo nie wieje. Ciężko zaplanować szkolenie, rozegranie zawodów czy trening. Przy profesjonalnej obsłudze zdarzało się, że nie starczyło już czasu w ciągu dnia albo wiatru dla mnie. W wake'u urzekła mnie powtarzalność warunków. Możesz zaplanować sobie dzień, tydzień na trening. Regularność treningów i warunków umożliwia ci szybszy postęp. Do tego przeszkody dają dużo frajdy.
Po wcześniejszych doświadczeniach z kite'em chciałem jednak potraktować to jako hobby. Chciałem czerpać czystą satysfakcję z tego, bez obarczania się problemami organizacyjnymi, presją zawodów, itd. Dlatego mimo różnych propozycji, w wake'u postawiłem na czystą przyjemność.

DJ NoZ na wakeboardzie


A jednak uczestniczył pan w mistrzostwach Polski.

Tak, jakoś się złożyło. Udało mi się nawet zdobyć wicemistrzostwo kraju na wyciągu 2.0 w Giżycku. Pierwszy i jedyny start. Pojawiłem się znikąd i okazałem się czarnym koniem w swojej kategorii (śmiech). Zdaje się, że to był 2015 rok. Nie chcesz wiedzieć jakim cudem było zdążyć po graniu w Warszawie na skippers meting w Giżycku o poranku... Piękne czasy.

Dziś najczęściej można spotkać pana jako surfera?

Obserwowałem surfing jeszcze pływając na kite. Wówczas wydawał się niedostępny. Znałem kilku pływających Polaków, ale głównie pływali za granicą. Jak się okazuje na Bałtyku również można surfować, co ułatwia sprawę. Mamy tu nawet dużą społeczność, która rośnie z roku na rok. Nie uważam się za specjalistę w tej dziedzinie. Określam siebie póki co jako softsurfera. Wsiadłem do jadącego pociągu i mi się w nim spodobało (śmiech). W tym sezonie wróciłem też do wake'a. Miałem trochę przerwę po kontuzji no okazjonalnie kite.

Jak duża jest społeczność surferów? Mi osobiście kojarzy się głównie z Australią czy Hawajami, ale niekoniecznie z Polską...

Otóż jest dość duża i się rozrasta. Mam wrażenie, że w tym roku liczba surferów na Półwyspie Helskim była przełomowa. Pamiętam, że w szczycie sezonu na line upie widziałem z 80 osób. Było bardzo ciasno. Wiadomo, że fala na Bałtyku nie jest tak silna jak oceaniczna i występuje nieregularnie. Do nauki i pływania to jednak wystarcza, a jesienią i zimą po sztormach zdarzają się bardzo przyjemne dni.

Mamy surferów i spoty w Trójmieście? Czy koniecznie trzeba jechać do Jastarni, Chałup czy Hel?

Latem naturalnie półwysep zamienia się w wielkie skupisko ludzi zafascynowanych sportami wodnymi. Na prawo od Władysławowa tworzy się mikroklimat społeczny. Plaża od strony morza świetnie nadaje się do łapania fal. Bliżej Trójmiasta jest też kilka spotów: Sobieszewo, Górki Zachodnie, Sztutowo. Kiedyś z moim surf kompanem Pawłem Prozim pływaliśmy też w Krynicy Morskiej. Podobno zdarzają się małe fale w Brzeźnie, ale jeszcze ich nie spotkałem.

To są ludzie, którzy tak jak pan, wcześniej pływali na kitesurfingu czy wakesurfingu?

Nie ma reguły. Wchodzą w to ludzie, którzy mieli styczność z omawianymi tu sportami, ale też i tacy z "ulicy". Myślę, że coraz większa popularność w mediach i dostępność sprzętu odgrywa dużą rolę w popularyzacji surfingu. Coraz częściej widuje się surferów w reklamach telewizyjnych. Moda i marki surfingowe wchodzą do szeroko rozumianego life style'u. Nie sądzę jednak, że umiejętności z kite, wake czy winda pomagają w uprawianiu surfingu, jeśli o to pytasz. Kitesurfing i surfing - nie licząc kite czy wave - to są dwie różne sprawy. Na pewno obcowanie z jedną dyscypliną, pozwala przejść bardziej gładko w drugą na zasadzie ogólnej sprawności, obycia z wodą, wiatrem, pianką, ale technicznie nie ma to za dużo wspólnego.

DJ NoZ jako surfer


Dla pana jako doświadczonego zawodnika w sportach wodnych opanowanie surfingu było łatwe?

Nie. Zdecydowanie nie. Tak jak mówiłem, jestem na początku drogi i tak jak powiedzmy, że już w miarę świadomie poruszam się na line upie, to do surfera mi daleko i nie mówię tu o blond długich włosach (śmiech). Ogólnie większość omawianych sportów dość łatwo i szybko można opanować do uprawiania na poziomie rekreacyjnym. Oczywiście nie mówię tu o trudnych technicznie trikach, a o pływaniu, jak to się mówi - prawo/lewo.
Z surfingiem jest inaczej. Pierwszy etap, gdy uczysz się na dużej desce, na załamanej fali, czyli białej wodzie może dać mylne złudzenie łatwości, ale zrobienie kolejnego kroku to bardzo długa droga. Surfing to jedna z najtrudniejszych i najmniej wdzięcznych dyscyplin, jeśli chodzi o postęp. Droga nawet do rekreacyjnego poziomu, choć fascynująca, jest bardzo wyboista. Konsultujemy to na bierząco z moim kompanem Konradem, z którym mniej więcej równocześnie przeszliśmy z innych sportów do surfingu. Tak, jak w kitesurfingu człowiek jest za słaby, żeby siłować się z wiatrem, tak tutaj jest za słaby, żeby wygrać z mocą fali. Dlatego nauka polega na umiejętności wykorzystania sił, a nie przeciwstawianiu się im. W surfingu nie chodzi też o sam efekt płynięcia na fali. Oczywiście on jest najbardziej przyjemny. Jak uda ci się złapać dobrą falę, to masz wrażenie, że świat staje w miejscu i nie ma na nim nic prócz fali i ciebie. Niesamowite uczucie. To działa jak narkotyk. Nie wychodzi trzy razy, ale za czwartym dostajesz to, czego oczekiwałeś i dzięki temu czujesz euforię, masz energię nie tylko na następne potknięcia, ale ogólnie do życia. Nawet pomysły, które realizuję w ostatnim czasie związane z muzyką, przychodzą podczas wyczekiwania na falę.

Ostatni sezon był przełomowy dla surfingu w naszym kraju.
Ostatni sezon był przełomowy dla surfingu w naszym kraju. fot. Ryszard Kołakowski

Można też pana zobaczyć na desce w wydaniu zimowym. Na stoku również udało się panu odnaleźć?

Zdecydowanie tak. Na stoku, a zwłaszcza poza nim w puchu albo w funparku czyli łatwiejszej wersji snowparku XL. Sport w moim życiu był zawsze. We wczesnej młodości próbowałem sztuk walki, koszykówki, piłki nożnej czyli standardowych dyscyplin. Mój stosunek i podejście do sportu zmienił jednak kitesurfing. W miarę rozwoju zacząłem zagłębiać się nie tylko w daną dyscyplinę, ale też tajniki bycia w niej lepszym poprzez przygotowanie motoryczne, wzmacniania, rozciąganie itd. Jeżeli chodzi o etap związany z kite'em, była to totalna fiksacja na punkcie tej dyscypliny. "Życie na prognozę pogody", wykorzystanie czasu wolnego i wszystkich środków na jego uprawianie. Gdy już uwolniłem się od presji w kitesurfingu, którą sam sobie narzuciłem, zacząłem otwierać się na snowbaord i wakeboard, surfing i inne aktywności. Kolejny etap.

Często korzysta pan z pomorskich stoków?

W ostatnim sezonie nie było okazji ani razu, ale we wcześniejszych latach jak najbardziej. Bardzo je lubię. Nie ma co ich porównywać z jazdą w górach, ale są świetne do nauki. Jeśli ktoś chciałby zacząć uczyć się jazdy na nartach czy snowboardzie, to polecam zacząć właśnie tutaj. Po opanowaniu pierwszych podstaw można bardziej wykorzystać czas podczas wyjazdu w góry. Lubię okoliczne górki, bo znalazłem swoją niszę, którą można ćwiczyć nawet na takich małych stokach. Jest to buttering, czyli triki, które możesz robić na powierzchni śniegu.

DJ NoZ na snowboardzie


Często jeździ pan w góry?

Jak najczęściej się da, ale i tak za mało. Jeszcze przed pandemią często łączyłem wyjazdy z DJ-ingiem. Stąd zresztą wzięło się zamiłowanie do snowboardu. Dostawałem oferty z biur podróży propozycje występów w czasie snow campów, ale odrzucałem je regularnie z racji tego, że wolałem wyjazdy kite'a. Zdecydowałem się przyjąć ofertę występu w górach gdy skończyłem sędziowanie i intensywne pływanie. Na pierwszym wyjeździe w Alpy wpadłem dosłownie i w przenośni w śnieg po uszy. Oczarował mnie krajobraz. Potęga i majestatyczność gór. Sama radość z jazdy to jedno. Dodatkowy atrybut to możliwość przebywania w niebywałych okolicznościach przyrody.


W czasie pandemii branża muzyczna niemal stanęła w miejscu. Dzięki temu mógł pan poświęcić się surfingowi w większym wymiarze?

Staram się, żeby pasje towarzyszyły mi zawsze. Balans pracy i przyjemności to w życiu podstawa. Daje mi siłę i energię, choć niestety czasem o tym zapominam. Sporty, które wybrałem pozwalają mi spędzać czas na powietrzu. Obcować z naturą. Poznawać ciekawych ludzi. W tym roku miałem zdecydowanie na to więcej czasu. Na przykład latem najlepsze warunki do surfingu często są o wschodzi słońca, czyli o nie do końca naturalnej do życia dla mnie porze (śmiech). Zazwyczaj po występach kładę się spać kiedy wstaje dzień, a tego lata wspólnie z Prozim łapaliśmy fale razem z pierwszymi promieniami słońca, zajmując najlepsze pozycje na line upie. Surfing o wschodzie i o zachodzie słońca w dobrym towarzystwie to jest mistyczne przeżycie. Polecam.

Ile więc w panu jest DJ-a, a ile surfera?

To tak jakby spytać ile we mnie jest mnie. Robię w życiu jeszcze sporo innych rzeczy, więc ten tort dzieli się na więcej części (śmiech). Uprawianie sportu i bycie artystą występującym głównie nocą to trochę sprzeczne sprawy. Mimo wszystko jakoś udaje mi się je łączyć. Nocny tryb życia nie sprzyja uprawianiu sportu, zwłaszcza o godz. 5-6 rano (śmiech).
Wracając do pytania, musiałbym wrócić do czasów kitesurfingu, bo to chyba był przełomowy okres w moim życiu. Byłem wówczas mocno skupiony na graniu. Przygoda z kitem otworzyła mi oczy na to, że poza muzyką jest jeszcze coś. Równie fascynujący świat. Coś, co również pozwala na życie poza schematem. Na zupełnie inny niż stereotypowy life style, niż praca "od do". Moje doświadczenie ze sportem to nie tylko satysfakcja i sukcesy. To przyjaźnie na całe życie. Inspirujące doświadczenia i ciekawe przygody. Nauka pokory, samodyscypliny, cierpliwości determinacji i konsekwencji w dążenia do celu. Uważam, że sport, jaka by to nie była dyscyplina, nie tylko rozwija i daje dużo radości, ale też kształtuje charakter.

Opinie (22)

  • brawo (2)

    gość czerpie z życia ile się da!

    • 17 10

    • dzięki starym miał start (1)

      I Tyle

      • 1 2

      • skąd wiesz?

        • 0 0

  • Jestem przeciwnikiem clubbingu (2)

    I ciesze sie, ze kluby sa teraz zamkniete, bo za duzo tam patologii. I oby byly zamkniete jak najdluzej. To chyba jedyny plus tej pandemii.
    Co do surfingu to OK. Sport jak kazdy inny. Sport dozowany z umiarem jest dobry dla zdrowia.

    • 19 20

    • Sport dozowany z umiarem jest dobry dla zdrowia.

      To podobnie jak clubbing.

      • 8 8

    • To jest clubbing ziom
      To co każdy lubi ją

      • 0 5

  • Zyć w zgodzie ze sobą

    Brawo, tak trzeba żyć w zgodzie ze sobą

    • 6 8

  • Gratuluje Grzegorz (2)

    Super artykuł i piękna przygoda ze sportem a zaczynaliśmy od koszykówki w liceum

    Pozdr Wojtek

    • 15 7

    • (1)

      Wojtek to Ty? Basket, cinquecento i Wzgórze Ya Pa 3? odezwij się koniecznie do mnie jakoś !!! Basket i Ty jako wielka inspiracja w mym sercu na zawsze !! Pozdrawiam

      • 6 1

      • Hey

        Odezwę się w przyszłym tygodniu , jest co wspominać -

        • 0 0

  • Nie znam. (2)

    • 14 2

    • Tej informacji mi brakowało w artykule - czy ty go znasz. Dlatego daję tylko 9/10.

      • 2 0

    • a ja znam;)

      pozdro 600 :) stare dzieje.... liceum...... PMiB środa:))

      • 2 0

  • k8k8k (1)

    pamiętam, piękni młodzi i bogaci, gdzieś tak 2005 ! :P i mixtyfikacje. Elo pozdro!

    • 8 4

    • środy w pmib - stare dobre czasy. namiastka tych mixtape'ow była potem w ego, ale to już całkiem inny klimat

      • 2 0

  • To musiała być dobra impreza w tych Mechelinkach skoro jadąc potem do Rewy można było zobaczyć pływających windserferów...

    • 3 0

  • enozet człowieku! (1)

    • 4 1

    • nie olewam z......

      • 0 0

  • Spoko koleś

    fajny Dj, super zajawka.
    Do zobaczenia na alpejskich parkietach!

    • 2 0

  • Nie żebym interesował się tym sportem

    Ale szacunek za to że podążacie za swymi marzeniami. I robicie to co kochacie :-) Polecam wszystkim również tym co nie lubią/interesują się obejrzeć film "surf siberia" :-) i oczywiście "na fali" z Kijano Riws i Patrykiem Swejzi ;-)

    • 2 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze wiadomości

Wydarzenia

Qigong Falun Dafa w Parku Nad Strzyżą
Qigong Falun Dafa w Parku Nad Strzyżą
w plenerze, zajęcia rekreacyjne
paź 27
środa, g. 19:00
Gdańsk
Czwartkowa wycieczka piesza po pracy
Czwartkowa wycieczka piesza po pracy
zajęcia rekreacyjne, rajd / wędrówka
paź 28
czwartek, g. 17:30 - 20:30
Sopot Świemirowo
O-Trening - Park Reagana #8
O-Trening - Park Reagana #8
zajęcia rekreacyjne, impreza na orientację, trening
paź 28
czwartek, g. 18:00
Gdańsk, Park Reagana

Forum