wiadomości

Kim jest Ninja Warrior z Gdańska? Mateusz Skrodzki: Aktywność fizyczna daje radość

Mateusz Skrodzki od dziecka marzył o starcie w Ninja Warrior. Jako jedyny z uczestników dwóch pierwszych edycji programu w Polsce dwukrotnie dotarł do finału.
Mateusz Skrodzki od dziecka marzył o starcie w Ninja Warrior. Jako jedyny z uczestników dwóch pierwszych edycji programu w Polsce dwukrotnie dotarł do finału. fot. Krystian Szczęsny

Mateusz Skrodzki jest dwukrotnym finalistą telewizyjnego programu Ninja Warrior Polska, co nie udało się nikomu innemu. Na co dzień pracuje jako nauczyciel wychowania fizycznego w gdańskiej Szkole Podstawowej nr 39 oraz prowadzi szkołę gimnastyczną "SportoMat". Podopiecznych stara się zarazić swoim podejściem do sportu. - Staram się ich uczyć, że nie trzeba robić nic na siłę. Jestem człowiekiem, który kocha aktywność i znajduje radość nawet w zwykłym marszu czy wejściu na drzewo - mówi nam 29-latek, który obecnie zmuszony jest do prowadzenia lekcji w formie online.



Co daje ci największą radość w aktywności fizycznej?

świadomość, że rozwijam swoje ciało 17%
rywalizacja z innymi 3%
pokonywanie własnych barier i rekordów 11%
przypływ endorfin 13%
możliwość oderwania się od codziennych spraw 21%
wszystko po trochu 35%
zakończona Łącznie głosów: 407

Marzenia z dzieciństwa



Mateusz Skrodzki to jedyny z uczestników Ninja Warrior Polska, który w telewizyjnym show dotarł do finałów obu pierwszych edycji. Pochodzący z Suwałk nauczyciel wychowania fizycznego i właściciel szkoły gimnastycznej "SportoMat" mieszka w Gdańsku od 11 lat. Tu skończył studia na Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu.

- Start w tym programie był moim marzeniem z dzieciństwa. Oglądałem zagraniczne edycje wspólnie z bratem, gdy miałem siedem-osiem lat. Gdy tylko dowiedziałem się, że będzie polska edycja, jeszcze tego samego dnia wysłałem formularz zgłoszeniowy. Do pierwszej edycji podszedłem z większym luzem. Wszystko było nowe - kamery, ludzie dookoła. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Za drugim razem stres był większy, bo jako finalista pierwszej edycji chciałem się pokazać z jak najlepszej strony i nie zawieść kibiców i samego siebie - mówi Mateusz.

Ninja Warrior Polska. Sześciu mieszkańców z Trójmiasta w finale programu



W programie trzeba wykazać się przede wszystkim kombinacją siły, koordynacji i zwinności. 29-latek w tegorocznym finale odpadł na zadaniu dobrze znanym uczestnikom biegów przeszkodowych.

- Nie poradziłem sobie na wiszących kołkach, takich nunczakach, których nigdy nie trzymałem w ręku. Uczestnicy wywodzący się z biegów przeszkodowych przelecieli po nich jak strzały. Ja dopiero po pierwszym sezonie Ninja Warrior Polska zaliczyłem kilka startów w biegach OCR, ale to za mało. Stało się to, czego mogłem się spodziewać, było sprawiedliwie. Drugi etap finałowego toru to i tak lepiej niż w pierwszej edycji - twierdzi Skrodzki.

Nauczyciel z misją



Mateusz uczy w Szkole Podstawowej nr 39 przy ul. Obywatelskiej w Gdańsku. Krótko po emisji programu podopieczni przywitali go jak zwycięzcę.

- Był taki moment, że klasa, z którą zaczynałem zajęcia następnego dnia, stanęła na zbiórkę przed lekcją i zaczęła bić mi brawo. To było bardzo miłe i na długo pozostanie w mojej pamięci. W ogóle po programie posypała się lawina dobrych słów z różnych stron. Nie spodziewałem się tego. Ja jestem człowiekiem, który kocha aktywność i znajduje radość nawet w zwykłym marszu czy wejściu na drzewo. Sekret nie tkwi w tym, aby codziennie chodzić na siłownię, ale odnajdywać aktywność w codziennym życiu - wyjaśnia gdański wuefista.


Dlatego, jak sam przyznaje, to prowadzenie zajęć stanowi jego główny trening nad ogólną sprawnością.

- Dzięki pani dyrektor, która wspiera nasze projekty, moje zajęcia są bardzo urozmaicone. To nie są takie lekcje, na których rzucam grupie piłkę i mówię "grajcie sobie". To działa jak lustro. Jeśli sam nie dam dzieciakom energii, ona do mnie nie wróci. Po dniu w szkole wychodzę wyczerpany, ale w dłuższej perspektywie to daje mi siłę. Po zajęciach już w swojej sali często szlifuję takie elementy, jak: podwieszanie na drążkach, przejścia i wzmacnianie chwytu. Zapisałem się też do sekcji wspinaczkowej - wyjaśnia Mateusz.
Skrodzki wychował się z bratem i trzema starszymi siostrami. Zanim wyjechał na studia, pomagał wychowywać swoje siostrzenice, a teraz wspólnie z żoną wychowuje syna Bartka, który w grudniu skończy trzy lata. Dlatego jako nauczyciel czuje misję zarażania swoich podopiecznych aktywnością fizyczną.

- Na przerwach większość z nich siedzi w telefonach. Rzadko kiedy widzę, aby w inny sposób bawili się na korytarzach. Na lekcjach wychowania fizycznego mogą o nich zapomnieć. Widzę, że wielu z nich lubi ćwiczyć i jest szansa, aby te komputery, telefony i tablety nie pochłonęły ich w pełni. Staram się ich uczyć, że nie trzeba robić nic na siłę, a jedynie czerpać radość z interakcji. Sport kształtuje charakter, nie każdy musi być mistrzem świata czy olimpijczykiem - mówi dwukrotny finalista Ninja Warrior Polska.

Pandemia kolejnym wyzwaniem



Obecnie Skrodzki i jego podopieczni muszą radzić sobie w realiach związanych z pandemią. Lekcje, także te wychowania fizycznego, odbywają się bowiem w formie online. Koronawirus swoje piętno odcisnął również na działalności "SportoMatu".

- Działalność szkoły gimnastycznej musieliśmy zawiesić już podczas pierwszej fali. Wróciliśmy we wrześniu i działamy, choć musieliśmy zmniejszyć liczbę uczestników zajęć. Sytuacja jest jednak dynamiczna i nie wykluczam, że trzeba będzie zaprzestać działalności. Natomiast co do zajęć online dla uczniów szkół, to dla nich bardzo trudna sytuacja. Spędzają dodatkowe godziny przed komputerami. Wcześniej lekcje trwały po 30 minut, teraz normalnie po 45. Lekcje wychowania fizycznego dzielimy teraz na teoretyczne i praktyczne. W przypadku tych drugich nagrywam dla nich filmiki z ćwiczeniami siłowymi z wykorzystaniem ciężaru własnego ciała w domowych warunkach - wyjaśnia Mateusz.

Gdański wuefista w pierwszej edycji Ninja Warrior Polska



Skrodzki liczy na to, że pandemia wreszcie odpuści, a on będzie mógł spokojnie przygotować się do kolejnych wyzwań.

- Chcę wystartować w czwartej edycji Ninja Warrior Polska. Trzecia została już nakręcona i jako finalista drugiej edycji dostałem do niej zaproszenie, ale nie mogłem wziąć udziału, gdyż organizowałem półkolonie. Jeśli będzie czwarty sezon, na pewno wezmę w nim udział. W tym roku startowałem też w mistrzostwach Polski Ninja na 100-metrowym torze w Rybniku. Zająłem czwarte miejsce i ten wynik również będę chciał poprawić - zapowiada wychowany w Suwałkach gdańszczanin.

Opinie (31) 3 zablokowane

Wszystkie opinie

  • Brawo! (2)

    To jest przykład dla uczniów, lepszego sposobu motywacji chyba nie ma.

    • 81 5

    • Rozumiem że start w tym cyrku TVNu podciągasz pod start w Olimpiadzie ? (1)

      • 2 11

      • Polsatu !

        • 0 0

  • też chce być Nindża Łojo jak dorosnę (1)

    • 18 3

    • Też bym wziął udział.....Czy Ninja warrior jest dostępn na konsolę?

      • 2 1

  • Można w życiu do czegoś dojść własną ciężką pracą, a nie tylko...protestować (1)

    • 24 39

    • Prawo i Bezprawie to to samo prawie

      Można też był by być uczciwym prezydentem Miasta, Sędzią, Prokuratorem, politykiem

      • 0 0

  • duma

    Moj syn 6l ma zajęcia z Panem Mateuszem .To wspaniały człowiek ,pełen pasji i swietnie pracuje z dzieciakami .Brawo za postawę .

    • 59 1

  • WF

    Jak najbardziej w dobie zapasionych nastolatkow, nimniej takie ujawnienia w mediach to bycie miesem armatnim dla mediow, a jednoczesnie pozywka dla grubasow przed telewizorem z wiadrem chipsow...:-)

    • 11 1

  • Te tory niemaja nic wspólnego z wojownikami ninja .To jest produkt czysto marketingowy!! (4)

    wykonany tak by nie było żadnego zagrożenia nawet najmniejszego ,ale przede wszystkim by to była prosta zabawa dla dorosłych. Wiec nie przesadzajmy program przede wszystkim promuje wysokich bo cały program to doskoki do poręczy .Najbardziej śmieszne jest to ze Ninja byli niscy ludzie ,a tutaj jest zupełne ich przeciwieństwo.Kolejna śmieszna prawa ze w programie nie było nikogo kto uprawia wspinaczkę,a to własnie oni cała dyscyplinę maja wisząc i sie podciągając rekami.

    • 9 26

    • Oczywiście jak ty odbywałeś zasadniczą służbę wojskową w latach 1986-1988 to shurikeny latały gęsto jak śnieg na Syberii.

      • 8 0

    • Byli wspinacze, choćby medalista MP we wspinaczce Hubert Przytuła. Pozdrawiam.

      • 3 0

    • Hm, Ciekawe

      Ciekawe bo najdalej zaszedł Robert Bandosz najniższy ze stawki.

      • 3 0

    • Nieprawda. Zwyciezca Ribert Bandosz ma bodajże 172cm wzrostu. A dci do wspjnaczy to nie maja takiej koordynacji i techniki w

      • 3 0

  • Iga

    Super gość!!!

    • 21 3

  • RK

    Mateusz to super gość pełen pasji. Każdego dnia poświęca się dla tych dzieciaków a potem dla rodziny. Wzór do naśladowania. :)

    • 27 1

  • fajna (1)

    Pani na pierwszym planie

    • 2 9

    • taka trochę niewyraźna

      • 2 1

  • Brawo!

    Gratulacje Panie Mateuszu.

    Całą rodziną kibicowaliśmy bardzo intensywnie.

    Życzymy sukcesu w kolejnej edycji!

    • 12 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Informacje

Reklama

mail

Napisz do nas

Brałeś udział w ciekawej wyprawie lub zawodach, o których chciałbyś opowiedzieć naszym czytelnikom? Napisz do nas na aktywne@trojmiasto.pl