• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Wycieczka na weekend: rezerwat Beka

Magdalena Iskrzycka
2 września 2011 (artykuł sprzed 11 lat) 
Opinie (60)
Najnowszy artykuł na ten temat Na majówkę: wąskotorówka i kormorany
Wycieczkę warto zacząć przed wschodem słońca, wtedy najłatwiej spotkać mieszkańców rezerwatu. Wycieczkę warto zacząć przed wschodem słońca, wtedy najłatwiej spotkać mieszkańców rezerwatu.

Choć wakacje już za nami, pogoda wciąż dopisuje. Jak skorzystać z ostatnich dni lata nie wyjeżdżając daleko od domu? Można wybrać się do leżącego w okolicy Gdyni rezerwatu Beka. Ścieżka dydaktyczna wytyczona przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, jest krótka, ale warto zarezerwować sobie więcej czasu na jej przejście, żeby bez pośpiechu obserwować przyrodę.



Często odwiedzasz rezerwaty?

Zmotoryzowani mogą dojechać do stacji pomp w Mościch Błotach. Trafić tam można jadąc drogą łączącą miejscowości Pierwoszyno i Mrzezino. W pobliżu budynku przepompowni można zostawić samochód i udać się pieszo na dalszą wędrówkę.

Do rezerwatu można dotrzeć korzystając z komunikacji zbiorowej. Pociągiem, który kursuje średnio co 1,5h z Gdyni, dojedziemy do Mrzezina. Dalej kierujemy się na południe, drogą prowadzącą do Pierwoszyna. Po przejściu ok. 3 km dotrzemy do wspomnianej wcześniej stacji pomp.

Wycieczkę najlepiej rozpocząć tuż przed wschodem słońca, wtedy rezerwat tętni życiem. Ja byłam na miejscu o godz. 4. Po południu zwierzęta wykazują mniejszą aktywność i podziwiać możemy głównie krajobrazy.

W rezerwacie wita mnie klangor żurawi, tak nazywa się charakterystyczny odgłos, jaki wydają te ptaki. Na podmokłych łąkach odbywają się sejmiki, ptaki zbierają się w duże stada i wspólnie przygotowują się do odlotu. Liczę, że uda mi się zobaczyć czaple i żurawie.

Do realizacji trasy wykorzystałam mapę Nadmorski Park Krajobrazowy grupy CartoMedia, która wchodzi w skład wydawnictwa Eko-Kapio. Do realizacji trasy wykorzystałam mapę Nadmorski Park Krajobrazowy grupy CartoMedia, która wchodzi w skład wydawnictwa Eko-Kapio.


Stada ptaków nad rezerwatem. Stada ptaków nad rezerwatem.
Słonolubne łąki i szuwary to charakterystyczny krajobraz rezerwatu Beka. Słonolubne łąki i szuwary to charakterystyczny krajobraz rezerwatu Beka.
Spod przepompowni kieruję się na wschód, wzdłuż wału biegnącego przy rzece. Po piętnastu minutach docieram do mostu i ustawionej tuż obok niego tablicy informacyjnej. Oprócz ciekawostek i zdjęć, znaleźć na niej można mapkę ścieżki dydaktycznej.

Kątem oka zauważam w pobliżu ruch, to stado dzików niespiesznie przechodzi przez drogę. Widzę trzy lochy z pokaźną gromadką warchlaków. Beka to wymarzone miejsce dla tych zwierząt. Upodobały sobie zwłaszcza południową część rezerwatu, gdzie zaniechano działalności rolniczej i pastwiska powoli zarastają krzewami. Napotkać tam można ślady po żerowaniu i babrzyska, czyli miejsca, w których dziki zażywają kąpieli błotnych.

W części północnej, dominują słone łąki i szuwary. Nadal prowadzi się tutaj wypas bydła i wykasza trzciny. Może wydawać się dziwne, że takie zabiegi dozwolone są w rezerwacie, ale to właśnie dzięki nim nie zarastają siedliska rzadkich ptaków.

Wszędzie widać starania o utrzymanie odpowiedniego ekosystemu. Na łąkach leżą bele skoszonej trzciny. Niepożądana roślinność musi być usuwana z rezerwatu, aby nie zakłócać rozwoju słonaw.

Cały czas słyszę klangor, ale nigdzie w pobliżu nie widać ptaków. W końcu zauważam parę żurawi na jednym z pastwisk. Są poza terenem rezerwatu, więc decyduje się podejść do nich odrobinę bliżej. To odważne ptaki, najpierw ostrzegają mnie charakterystycznym, trzysylabowym zawołaniem, potem samiec stroszy pióra. Patrzę na nie z pewnej odległości, żeby nie przerywać im posiłku. Towarzyszę żurawiom przez dobre kilkanaście minut zanim decydują się zerwać do lotu w poszukiwaniu lepszego żerowiska.

Żurawie zrywające się do lotu Żurawie zrywające się do lotu
Ogromna gąsienica, larwa ćmy. Ogromna gąsienica, larwa ćmy.
Cała przemoczona od porannej rosy, zebranej na wysokich po pas roślinach, odwracam się by wrócić na ścieżkę. W tym momencie moją uwagę przykuwa gigantyczna gąsienica spacerująca po źdźble trzciny. Patrzę na nią z lekkim niedowierzaniem, jest prawie tak długa jak moja dłoń. To larwa trupiej główki, największej ćmy występującej w naszym kraju. Obserwując ją spędzam kolejne pół godziny po uszy w chaszczach, zupełnie nie myśląc o mokrym ubraniu i przejmującym chłodzie.

Larwy komarów w przydrożnej kałuży. Larwy komarów w przydrożnej kałuży.
Kiełże i cierniczki występują w Bałtyku dość obficie. Kiełże i cierniczki występują w Bałtyku dość obficie.
Nareszcie szlak skręca w głąb rezerwatu. Teraz biegnie wzdłuż kanału Beka, a po obu stronach jak okiem sięgnąć łąki. Nie sposób się nie ubrudzić podczas takiego spaceru. Podłoże jest błotniste, upstrzone licznymi kałużami. Większość z nich to schronienie dla różnego rodzaju zwierząt. Najciekawiej prezentują się larwy komarów. To małe czarno-brązowe żyjątka unoszące się przy powierzchni wody. Spłoszone pływają żwawo, by za chwilę znowu znieruchomieć. Lubią ciepłą, płytką wodę. Po dwóch tygodniach pluskania się w kałuży przeobrażą się w małych bzyczących krwiopijców.

Brzegi kanału gęsto porasta trzcina, co kilkadziesiąt metrów wydeptane są w niej wąskie ścieżki. To drapieżnik przeprawia się tędy chodząc na łowy, zapewne lis. Obserwuję okolicę przez pewien czas i faktycznie dostrzegam pięknego rudego lisa. Przez chwilę patrzy na mnie. Potem widzę już tylko jego puszystą, biało zakończoną kitę przemykająca wśród traw.

Idę dalej w kierunku morza, po drodze mijam pastwisko użytkowane wspólnie przez kilka koni oraz czaplę siwą. Gdy docieram na niewielką plaże słońce zaczyna już przygrzewać. Odpoczywam chwilę na piasku i oglądam co fale wyrzuciły na brzeg. Wśród znalezisk, przeważają muszle sercówki jadalnej. Oprócz nich znajduję małą rybkę, cierniczka, kilka soczyście zielonych nitek glonów oraz żywego jeszcze kiełża.

Ścieżka zakręca na północ i przechodzi w okolicy dawnej osady Beka. To od niej pochodzi nazwa rezerwatu. Obecnie pozostało tam tylko kilka kamieni, krzyż i dwa bardzo charakterystyczne drzewa.
Lisia kita znikająca w trawie. Zauważyłam go dzięki ścieżkom wydeptanym w trzcinach Lisia kita znikająca w trawie. Zauważyłam go dzięki ścieżkom wydeptanym w trzcinach
Wypas bydła pozwala utrzymać siedliska dla ptaków. Wypas bydła pozwala utrzymać siedliska dla ptaków.
Dalej idzie się wzdłuż płota stanowiącego granicę pastwiska. Mimo że nie jest wysoki, czatuje na nim myszołów. Czeka na nieostrożną nornicę, na ścieżce będzie ją łatwiej wypatrzeć niż w wysokiej trawie. Za kilka godzin, gdy słońce ogrzeje ziemię, będzie można obserwować jak świetnie wykorzystuje pionowe ruchy powietrza do bezwysiłkowego lotu. Myszołowy to mistrzowie szybownictwa, krążą w kominach termicznych aby wznieść się na znaczne wysokości. Widywałam je nawet tysiąc metrów nad ziemią.

Cmentarzysko meduz, które cofka wepchnęła w kanał. Cmentarzysko meduz, które cofka wepchnęła w kanał.
Pijawka rzeczna nie pogardzi kuchnią francuską, danie główne to ślimak. Pijawka rzeczna nie pogardzi kuchnią francuską, danie główne to ślimak.
Krowy, choć świadome tego gdzie kończy się ich pastwisko, niewiele sobie z tego robią. Swobodnie chodzą po całej wydmie porośniętej turzycą. Na widok człowieka kulturalnie wycofują się na swoje terytorium, by za chwilę wrócić do skubania tej smaczniejszej trawy za płotem.

Docieram do Kanału Mrzezińskiego, tam niewielka cofka urządziła prawdziwe meduzie cmentarzysko. Osobniki leżące na dnie należą do bałtyckiego gatunku chełbia modra. Choć osiągają spore rozmiary, zaliczane są do planktonu, ponieważ nie potrafią przeciwstawić się ruchom wody. Falowanie wrzuca je w słodsze wody kanału, gdzie kończą życie.

Kolejną wodną atrakcją jest spotkanie z pijawkami rzecznymi, które zagościły się w jednej z większych kałuż. Jedna z nich jest zdeklarowaną miłośniczką kuchni francuskiej, pracowicie pożera ślimaka. Pozostałe leżą w wodzie i cierpliwie czekają na żywiciela. Pijawki produkują antykoagulant hirudynę, to białko dezaktywujące na stałe trombinę odpowiedzialną za krzepnięcie krwi. Dlatego pijawki cenione są w medycynie ludowej. We współczesnej farmacji stosuje się syntetyczne pochodne hirudyny do leczenia chorób zakrzepowych.

Wolę nie próbować babcinych metod na własnej skórze, więc zostawiam pijawki i ruszam drogę powrotną. Zanim dotrę do miejsca, z którego wyruszyłam udaje mi się jeszcze zobaczyć sarnę oraz pasące się stada koni i krów.

Przejście niespełna sześciokilometrowej trasy zajmuje mi cztery godziny. Niecierpliwi poradzą sobie zapewne w niespełna godzinę, ale w tym rezerwacie nie warto się spieszyć.

Opinie (60) 7 zablokowanych

  • Pięknie! (2)

    Artykuł dobrze napisany / Autorka powinna zgłosić się do National Geographic Polska - piszę to bez "beki"... ;-)

    • 100 3

    • tam ją pogonią ;-)

      • 0 5

    • Naprawde interesujaco napisane

      • 2 0

  • Wakacje życia! (1)

    Piesza wyprawa z Betlejem do Meksyku:)

    • 31 7

    • w Meksyku jest sklep spożywczy, a 5 metrów od sklepu mieszkają za płotem niezłe żury:) Mają blisko. Życie jak w Meksyku!

      • 3 1

  • Panie układaczu ankiet

    Interesują mnie krajobrazy, oraz fauna i flora, ale nie muszę z tego powodu łazić po rezerwatach, co z kolei nie znaczy, że jestem zmuszony łazić tylko po mieście.

    • 16 8

  • polecam trasę z Osłonina (1)

    plażą, przejść trzeba przez rzeczkę Gizdepkę. Potem wydmiastą drogą w stronę Beki.Zimą, oczywiście, Bekę można zwiedzać od strony zatoki, po lodzie. Obejść jedynie trzeba fragment ujścia Redy, bo lód jest tam słabszy. Najlepiej kilkaset metrów w głąb zatoki zrobić kółko.Szczęściarze mogą ujrzeć nad Beką i w okolicach Bielika, który ma tam swoje gniazdo. Parę lat temu wypuszczono tam parę, która zagnieździła się gdzieś w rezerwacie. Oczywiście do gniazda nie wolno podchodzić. Mi udało się złapać obiektywem jednego osobnika w dolinie rzeki Gizdepki, między Osłoninem a Mrzezinem, w miejscu ostańca wysoczyzny.

    • 16 1

    • wszystko fajnie,

      ale nie namawiałbym do chodzenia po lodzie

      • 2 0

  • droga przez łąki

    tak dla informacji....dla tych którzy by chcieli dojechać samochodem....droga przez łąki jest zamknięta....jeszcze tak ze 2 m-ce :) także pozostaje ta druga opcja - spacerek :) ale polecam.....widoki super :)

    • 13 0

  • Dzięki,

    ciekawy artykuł

    • 19 0

  • Bardzo ładnie napisane.

    Szóstka z plusem;-)

    • 23 0

  • swietny artykul

    • 15 0

  • Rezerwat Beka (5)

    Nie wszędzie można dostać się samochodem.Polecam rower. Z Rumi jest blisko.Bardzo ładna wycieczka z Rumi można dojechać do Rezerwatu Beka , do Osłonina i dalej do Rzucewa i Pucka. Warto pojechać na rowerze i troszkę na nogach po drodze której nie można przejechać pozwiedzać rezerwat.Widoki kapitalne.Polecam.

    • 24 2

    • (4)

      Jak dłuższy czas nie pada deszcz, to odcinek od wspomnianego w artykule wału do miejsca byłej osady (kierunek prostopadły do brzegu) można przejechać rowerem. Od biedy można również jechać rowerem wzdłuż brzegu, ale w przypadku zwiedzania tego rezerwatu lepiej jest z niego zejść na tym odcinku. Krzyż jest w coraz gorszym stanie, a w wodzie można jeszcze dojrzeć resztki po dawnej osadzie rybackiej, którą kiedyś zabrało morze. Wydaje mi się, że rezerwat może nie być dość dobrze strzeżony, bo raz widziałem tam jadącego wzdłuż brzegu quada.

      • 8 0

      • Z Gdyni (3)

        Z Gdyni można jechać niemal cały czas po drogach zamkniętych dla normalnego ruchu (początek przy Elektrociepłowni na Pogórzu) - czy ktoś może się orientuje, dlaczego na drodze od Elektrociepłowni przez łąki w stronę Rumi nie ma już znaku "Nie dotyczy rowerzystów"? To jakieś niedopatrzenie chyba? Jechałem tam z 2 tyg. temu i spotkałem sporo rowerzystów, więc chyba nic się nie zmieniło w kwestii dostępności drogi dla rowerzystów, ale dobrze by było, gdyby znaki również pozwalały na korzystanie z drogi przez rowerzystów.

        • 3 0

        • (2)

          Tak jak napisałeś - droga wyłączona z ruchu - dotyczy to również rowerów. To nie są drogi rowerowe tylko drogi do przewozu popiołów z elektrociepłowni. fakt że gmina postawiła znak droga rowerowa na odcinku od Rumii jest spowodowany tym, że ta część należy już do nich i za ten znak wyłudzają kasę z Unii. Fragment od ulicy Żarnowieckiej (czyli z Pogórza) to zwykła droga zakładowa. Jeżeli stanie się tam wypadek (co przy kontakcie samochód ciężarowy - rower jest wielce prawdopodobne) to odpowiada w pewnej mierze właściciel drogi (bo nie zabezpieczył etc.). Dlatego brak znaku "nie dotyczy rowerów" to nie żart. A to że nikt tego nie respektuje to inna sprawa. Swoją drogą po co jechac ta drogą skoro jest ciekawsza leśna wzdłuż płotu jednostki wojskowej (przedłużenie miedzianej chyba)? Do Stacji Uzdatniania Wody na Mości Błotach 14 można dojechać legalnie od strony Redy - polecam SUVa.

          • 1 1

          • (1)

            Moim zdaniem umieszczenie tabliczki "nie dotyczy rowerów" pod znakiem zakazu ruchu pojazdów jest jak najbardziej uzasadnione, ponieważ ruch pojazdów samochodowych na tej drodze jest praktycznie bardzo mały i ogranicza się do posiadających specjalne zezwolenia (nie licząc łamiących przepisy). Samochody z elektrociepłowni chyba jeźdżą tam sporadycznie - ja jeszcze nigdy tam takiego nie spotkałem, a kilka lat temu przejeżdżałem tą drogą dosyć często. Droga ta jest atrakcyjna dla rowerzystów i gdyby było dobre dla nich połączenie od ulicy Puckiej do centrum Gdyni, to stanowiłaby bardzo dobry sposób na szybki dojazd z Rumi do Gdyni i dalej. Nawiasem mówiąc, władze Gdyni obiecały takie połączenie w tej okolicy. Wspomniana przez Ciebie leśna gruntowa droga biegnąca brzegiem lasu, częściowo obok jednostki wojskowej, nie może stanowić pełnej alternatywy dla wcześniej opisanej drogi asfaltowej, ponieważ nie umożliwia szybkiego przemieszczania się rowerem, jest zbyt oddalona od tej pierwszej, jest zaniedbana, miejscowo pozarastana i błotnista po deszczu. W obecnym stanie może być wykorzystywana raczej do wycieczek rowerowych, ale nie do szybkiej komunikacji między Gdynią i Rumią.... O SUV-ach nie wspominaj, bo to są samochody wykreowane wyłącznie modą. Na szosie są gorsze od "zwykłych" samochodów, ich dzielność terenowa jest zbliżona też do tych "zwykłych" i nie mają nawet porównania do prawdziwych terenówek.

            • 2 0

            • i TUTAJ SIE GLEBOKO MYLISZ

              Co prawda to nie jest artykuł o samochodach ale....
              Porzadny SUV jakim np. jest Mitsu Outlander wjedzie tam gdzie ty osobowka mozesz pomarzyć.Wiem bo mam kilka aut i na codzien je uzytkuje.
              Np SUVem dojezdzam do miejsc gdzie musze brodzic w kilkunastocentymetrowej wodzie czy blocie i tutaj przeswit i dodatkowy mod typu 4x4 lock ma sie swietnie

              • 0 2

  • jestem za!!!!!!!!!!!

    rowerek taki jak ma felek i do przodu!!!!! spoko trasa.pozdro

    • 9 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

O-trening dla dzieci | Smęgorzyno

impreza na orientację, trening

Czwartkowa wędrówka po pracy

zajęcia rekreacyjne, rajd / wędrówka

Kurs tańca: Blues i swing

kurs tańca

Forum

Najczęściej czytane