wiadomości

Zabytkiem po szosach i szutrach

"L'Eroica". Rajd zabytkowych rowerów.


Rower górski to najpopularniejszy typ roweru w Polsce. Jest to zastanawiające, ponieważ większość z nich nigdy nie zobaczy gór, co najwyżej górki w okolicznych lasach. Służą przede wszystkim do miejskiej rekreacji, ewentualnie przejażdżek po ubitych polnych drogach. Można jednak zauważyć, że coraz więcej osób przesiada się na inne rowery - miejskie, holendry, trekkingowe, bmx, szosowe. Ja przesiadłem się na klasyka, blisko trzydziestoletnią włoską kolarzówkę Bianchi.



Bohaterskie ściganie
Bianchi Rekord 841 - takim rowerem będę przemierzał Toskanię.
Bianchi Rekord 841 - takim rowerem będę przemierzał Toskanię. fot. Bartosz Mrozowski
Luciano Berutti, ikona L'Eroiki na charakterystycznej toskańskiej szutrowej drodze.
Luciano Berutti, ikona L'Eroiki na charakterystycznej toskańskiej szutrowej drodze. fot. www.eroicacicli.com
Zamiast izotoników i batonów zawodnicy częstowani są winem i owocami.
Zamiast izotoników i batonów zawodnicy częstowani są winem i owocami. fot. www.eroicacicli.com
Kiedy kilka lat temu po raz pierwszy pojechałem do Toskanii, obok typowych drogowskazów z nazwami miejscowości zobaczyłem małe, brązowe tabliczki z napisem "L'Eroica". Jak się okazało, nie ustawili ich fani twórczości filmowej Andrzeja Munka, ale organizatorzy odbywającego się od 1996 roku rajdu zabytkowych rowerów.

Poszperałem trochę w Internecie i okazało się, że to nie impreza kilkunastu lokalnych wariatów, ale spotkanie około 3 tys. miłośników klasycznego kolarstwa z całego świata i co najmniej drugiej takiej liczby kibiców oraz turystów chcących przenieść się w czasie.

Cóż takiego się dzieje od 15 lat na przełomie września i października w małym Gaiole in Chianti? Otóż zjawia się cała czereda przebierańców w trykotach z nazwami dawnych grup kolarskich i nieistniejących już sponsorów, przywożą swoje 30, 40 albo i 70-letnie skarby i zachwycają się grawerowanymi, malowanymi, wytłaczanymi nazwami: Campagnolo, Brooks, Modolo, Mavic, Iscaselle, Gipiemme, Bianchi, Olmo, Pinarello, Colnago, Dancelli, Rossin, Galmozzi, Gianni Motta... Marki, producenci, nazwiska kolarzy - są odmieniane przez wszystkie przypadki w kilkunastu językach. Jednych fascynuje błyszczący chrom maszyn, które niegdyś zwyciężały na Tour de France czy Giro d'Italia, inni zachwycają się rdzą i patyną bicykli z początków kolarstwa szosowego.

Można kupić rowery już odrestaurowane, rowery do remontu, części zamienne, koszulki, czapeczki i całe mnóstwo drobiazgów nic nie wartych dla laika, a wartych fortunę dla kolekcjonera. Przybywają dawni mistrzowie, których można było przed dekadami zobaczyć na czołówkach gazet. Dzisiaj swymi słynnymi nazwiskami sygnują ramy rowerów (Francesco Moser), albo wspierają drużyny kolarskie (Czesław Lang).

Noski i prosciutto

Impreza bywa nazywana wyścigiem, ale żadnego podium i oficjalnej klasyfikacji nie ma. Każdy, kto dojedzie cało do mety, jest zwycięzcą. Sprawa z wielu powodów wcale nie jest taka oczywista, jeśli weźmiemy pod uwagę, że najwytrwalsi mają do przebycia 205 km, w połowie po asfalcie, w połowie po toskańskich szutrach (stradi bianchi), na rowerach bez przerzutek albo z "przerzutką", której zmiana polega na wyjęciu i odwróceniu tylnego koła, bo z jednej strony jest mniejsza zębatka, a z drugiej większa.

Są też trasy krótsze o dystansie 135, 75 i 38 km, ale i na nich trzeba jechać rowerem szosowym sprzed 1987 r., który musi mieć manetki przerzutek umieszczone na ramie, puszczone na zewnątrz linki hamulców, noski. Zabronione są pedały SPD i nowoczesne materiały typu carbon.

Na punktach odżywczych nie ma izotoników, żeli i batonów energetycznych, ale chleb z oliwą, prosciutto, salsiccia, woda i wino, a wieczorem w Gaiole in Chianti odbywa się pasta party dla wszystkich kolarzy.

Nikon FM2 z przerzutkami

Kupiłem starego Bianchi, by móc się tam znaleźć jako uczestnik, a nie jedynie jako widz. Można go porównać do dobrego aparatu fotograficznego pozbawionego współczesnej elektroniki. Wszystko trzeba ustawiać manualnie, pilnować ostrości, ale magia obrazów, które pojawiają się w ciemni podczas wywoływania zdjęć, jest wyjątkowa.

Jeżdżąc Bianchim trzeba uważać na najdrobniejszą nierówność, hamować z odpowiednim wyprzedzeniem, ciągle korygować ustawienia prowadnicy przedniej przerzutki, bo w jednym położeniu nie obsługuje pełnego zakresu tylnych zębatek, pilnować dokręcenia najróżniejszych śrubek i mocowań. Za to efekt jest wspaniały - rower sam się wyrywa do przodu, a na 120-kilometrowej trasie można spokojnie osiągać średnią 26-27 km/h. Do tego jest piękny i musiałem o niego powalczyć - spóźniłem się kilka minut na koniec licytacji. Całe szczęście dziewczynie, która go kupiła zmiękło serce, kiedy dowiedziała się jaka przygoda może czekać Bianchiego i trafił w moje ręce.

Czemu nie Jaguar?

Aż się prosi, by na tego typu wyścig zabrać jedną z polskich kolarzówek, bo przecież nie mamy się czego wstydzić. Jaguary i Huragany produkcji Zjednoczonych Zakładów Rowerowych są nadal bardzo cenione. Jaguarami jeździły polskie ekipy zawodnicze i kluby kolarskie, nawet Ryszard Szurkowski w swoich pierwszych Wyścigach Pokoju w końcu lat 60.

Znalazłem Jaguara, który miał sporo oryginalnego wyposażenia. Szybko się jednak okazało, że przygotowanie go do startu w L'Eroice, wymaga ogromu pracy. Dlatego do Włoch pojedzie Bianchi.

Touring

Do Włoch pojedzie też spora grupa moich znajomych, którzy chcą zobaczyć na własne oczy to święto rowerowego dziwactwa i być może wystartować na najkrótszej trasie. Wspólny, planowany od kilku miesięcy wyjazd zmotywował nas do założenia stowarzyszenia Polski Touring Klub, które nawiązuje do przedwojennej polskiej organizacji o tej nazwie i do działalności innych współczesnych touring klubów istniejących na całym świecie, od Włoch po Peru.

Zapraszamy każdego, kto ma zamiłowanie do sportu w dobrym stylu, podróży, klasycznej motoryzacji, lokalnego jedzenia i dobrego wina.

Opinie (38) 6 zablokowanych

  • SUPER SPRAWA!!!!!!!!!!

    a rowerek b.fajny,mialem kiedys podobne cudenko ale nie wytrzymał wypadku z automobilem...;-(....

    • 13 0

  • A jak z wygodą na tak starych rowerach?

    Czy te sprzęty są podobnie wygodne co dzisiejsze, czy tylko dla "zapaleńców"? :)

    • 3 0

  • WSPOMNIENIE CZYTELNIKA

    Podoba mi się to, co napisał autor tego artykułu. Trochę rzewnie mi się zrobiło, bo miałem kiedyś Jaguara i, po założeniu rodziny, przekazałem go młodemu członkowi rodziny żony, i nawet nie wiem, co się z tym rowerem dalej stało. Przypominają mi się, wspomniane przez autora, uroki jazdy tamtym rowerem, a można było nim jechać szybko po stosunkowo mało uczęszczanych dawniej drogach. Teraz jeżdżę trzyletnim nowoczesnym rowerem dobrej klasy, ale czasami nachodzi mnie nostalgiczne pragnienie chociaż popatrzenia na obiekt mojej dawnej fascynacji.

    • 17 1

  • A gdzie jeźdić na szosówce? Ściezki rowerowe się do tego nie nadają, ulice wyglądają jak poligon.

    • 15 0

  • mam

    holendra marki HOLENDER !!! Biały, ma aż trzy przerzutki !!!!Przy wymianie opony znalazłam datę 1969!!!!Troszkę starszy ode mnie!!!I nie zamienię na nic !!!

    • 6 2

  • o kurcze, niezłe, to gdzie jest zamontowana ta trzecia przerzutka? gdzieś na środku łańcucha?

    • 1 0

  • W przednim kole. Dziwię ci się, że dotąd nie widziałeś tego rozwiązania.

    • 7 1

  • A po co w przednim kole ?

    Dla lansu ?

    • 1 0

  • : ))) ...... ale się nie przejmuj. Każdemu może się zdarzyć, że czasem nie załapie żartu : )

    • 4 1

  • w tym Ci...

    • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Informacje

Reklama

mail

Napisz do nas

Brałeś udział w ciekawej wyprawie lub zawodach, o których chciałbyś opowiedzieć naszym czytelnikom? Napisz do nas na aktywne@trojmiasto.pl