wiadomości

Żeglarstwo w czasie koronawirusa. Jacek Chabowski samotnie z Lizbony do Gdańska

Najnowszy artukuł na ten temat

Pokonają ponad 400 km ze Świnoujścia do Gdyni dla ciężko chorego. Możesz pomóc

Ze względu na odwołanie OSTAR 2020 kapitan Jacek Chabowski nie mógł wziąć udziału w regatach samotników przez Atlantyk. Gdański żeglarz poleciał do Lizbony po swój jacht i ruszył nim do Gdańska, aby przekonać się, jak wygląda rejs w czasie pandemii. Z drobnymi przeszkodami trasę blisko 2 tys. mil pokonał w 30 dni.



Kapitan Jacek Chabowski planował wziąć udział w regatach samotników OSTAR 2020. Żeglarze planują podczas nich trasę samodzielnie w kierunku zachodnim przez Atlantyk z Plymouth do Rhode Island, zmagając się z przeciwnymi wiatrami i prądami morskimi.

W związku z zagrożeniem epidemiologicznym, kiedy świat wstrzymał oddech, plany związane z wyzwaniem OSTAR spaliły na panewce, a zamknięcie granic spowodowało, że jego jacht Blue Horizon utknął w Lizbonie.

Żeglarstwo. Wracają regaty z ograniczeniami. Kalendarz w Trójmieście po zmianach



Dlatego żeglarz postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i przepłynąć z Lizbony do portu rodzimego w Gdańsku. Wyruszył 19 maja, a w gdańskiej marinie zacumował 14 czerwca. Przez cztery tygodnie zmagał się z wiatrem, słońcem i zamkniętymi dla obcych bander portami.

- Pierwsze wyzwanie polegało na tym, aby po prostu dotrzeć do Lizbony. Najprościej było z Berlina, gdzie lotniska funkcjonują już prawie normalnie, trochę przypominają obecnie poczekalnie w przychodniach, ale grunt, że latają - relacjonuje kpt. Chabowski.
Pierwsze dwie doby były ostro pod wiatr, a jacht uległ małej awarii, stąd trzeba było znaleźć bezpieczną przystań w Porto, w marinie u ujścia rzeki Douro. Jacht potrzebował serwisu. Na to konieczna jednak była zgoda telefoniczna władz i mimo jej wydania czekała go jeszcze kontrola.

- Pojawiła się motorówka policji portowej i ten sam zestaw pytań: jaki powód zawinięcia, od kiedy jest w Portugalii, czy nie ma żadnych objawów. Nie wpuszczano obcych bander, a dla mnie zrobiono wyjątek ze względu na awarię. Serwis okazał się zakończony sukcesem, więc po czterech dniach w Porto kolejne 350 mil uciekło mi z falami Zatoki Biskajskiej. Kanał Angielski to dzisiaj autostrada, gdzie jeden za drugim na wodzie ustawiają się stalowe pudła. Wszystko wskazuje na to, że i tu pojawią się niebawem korki - mówi żeglarz.

Zmarł Henryk Jaskuła - pierwszy Polak, który samotnie opłynął świat



Duży ruch, cały czas pod wiatr, zmusił Chabowskiego do znalezienia przystanku. Tym razem był nim w Dartmouth. Zanim się tam jednak znalazł, do towarzystwa delfinów i ptaków dołączyło także kolejne , w postaci mundurowych. Z dużą prędkością od rufy zbliżył się do niego okręt patrolowy i zasypał listą pytań. Po godzinie czterech funkcjonariuszy weszło na pokład Blue Horizon. Po sprawdzeniu jachtu i dokumentów mógł wreszcie bezpiecznie zacumować.

- Ze względu na pandemię nie zostałem wypuszczony z mariny, aby wyjść na miasto i zrobić zakupy. Zaoferowano mi pomoc, ale ostatecznie wystarczyły mi wcześniej zrobione zapasy - wspomina Chabowski.
Dalej także nie było lekko. Dwie brytyjskie mariny w Portsmouth odmówiły przyjęcia. Kolejny przystanek, po długich poszukiwaniach, miał miejsce we francuskiej marinie.

Przepłynięcie wąskiego gardła między wyspami a Europą kontynentalną, później tory wodne do Antwerpii i Rotterdamu były męczące i Chabowski schował się na niecałą dobę do Den Helder w Holandii. Wejście do mariny jest tam tak wąskie, że odbijacze trzeba wciągać na pokład.

- Największą trudnością podczas całej wyprawy był deficyt snu. Podczas regat, w których pierwotnie planowałem startować, mógłbym pozwolić sobie nawet na trzygodzinne drzemki. Natomiast podczas rejsu z Lizbony do Gdańska ze względu na większy ruch i przeszkody nawigacyjne osiem 20-minutowych drzemek musiało mi wystarczyć na cały dzień. Przy kilku tygodniach rejsu jest to dość problematyczne - opowiada żeglarz, który w 30 dni pokonał samotnie z postojami blisko 2 tys. mil.
- Żeglowanie w dobie pandemii nie okazało się takie straszne. Mimo pewnych ograniczeń, związanych z obostrzeniami, nie mogę powiedzieć, że napotkały mnie z tego tytułu przykre sytuacje - kończy Chabowski.
Szczegółowe opisy wraz ze zdjęciami żeglarz opisał na swoim Facebooku w krótkim cyklu reportaży "Uwolnić Delphię".

Jacek Chabowski urodził się w 1970 roku. Kapitan jachtowy i motorowodny, jeden z czołowych polskich regatowców. Żeglarstwem zajmuje się od 1982 roku. Zdobywca m.in. morskiego żeglarskiego mistrzostwa Polski (2015), Morskiego Żeglarskiego Pucharu Polski (2014) i Pucharu Bałtyku Południowego (2014) oraz wielokrotny uczestnik regat samotników na Bałtyku - Bitwy o Gotland. Pomysłodawca i organizator Jacht Mariny Gdańsk. Trzykrotny zdobywca Nagrody im. L.Teligi regat samotników. Skipper Polled Sailing Team. Prowadzi serwis jachtowy, organizuje rejsy oraz szkoli nowych adeptów w szkole żeglarskiej Sailing Factory.


Opinie (17)

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Dodając opinię akceptujesz regulamin dodawania opinii.
Administratorem Twoich danych osobowych jest Trojmiasto.pl Sp. z o.o.. Szczegóły przetwarzania danych znajdują się w polityce prywatności.

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

mail

Napisz do nas

Brałeś udział w ciekawej wyprawie lub zawodach, o których chciałbyś opowiedzieć naszym czytelnikom? Napisz do nas na aktywne@trojmiasto.pl