Jedni spacerują po starówkach, parkach lub plaży, inni - przez środek morza. W niedzielę 21 sierpnia prawie sto osób przespacerowało się między Kuźnicą na Półwyspie Helskim a Rewą.
- Jak promować miejsca ciekawe przyrodniczo?
-
organizując imprezy takie jak Marsz śledzia
47% -
tworząc trasy turystyczne i wydając przewodniki
31% -
zakładając rezerwaty
13% -
nie trzeba promować takich miejsc
9%
łącznie głosów: 80
Przepłynąć trzeba było niewielki odcinek, ci bardziej pewni siebie pokonali go o własnych siłach. Mniej zaadaptowani połączyli się w grupy i wspólnie zmierzyli się z wyzwaniem płynąc na plecach. Chwilę później znów poczuli grunt pod nogami.
- Woda jest wysoka, przyczyniły się do tego liczne sztormy, ale większość czasu będziemy brodzić po kolana w wodzie - zapowiadał Marcin Rotta, odpowiedzialny za bezpieczeństwo marszu.
Choć wokół nie było nic prócz wody, marsz nie był monotonny. W drodze uczestnicy mijali cmentarzysko wraków, pozostałość po dawnym poligonie. Upstrzony zardzewiałymi elementami wystającymi z wody krajobraz obserwować mogli z mielizny, która utworzyła się w pobliżu. Tam odpoczęli, zjedli regeneracyjną przekąskę składającą się z bułki i banana oraz zostali pasowani na śledzia. Uroczystość polegała na zjedzeniu kawałka surowej, niepatroszonej ryby.
- Ja wybrałam kawałek z ogonem, ale byli tacy którym posmakował "kawior" ze śledzia - śmieje się Monika uczestniczka marszu.
Po chwili odpoczynku grupa ruszyła dalej. Przed nimi najtrudniejszy etap, przeprawa przez Głębinkę. Ze względu na zimną wodę i spory dystans do przebycia z pomocą przyszły kutry rybackie, które wzięły na hol wszystkich uczestników.
- To była najmniej przyjemna część imprezy - mówi Karol z Gdańska. - Byliśmy naprawdę zmarznięci. Bałtyk nie należy do mórz ciepłych, więc marsz zahacza o coś ekstremalnego.
To jedyne takie wydarzenie w naszym kraju, ze względów bezpieczeństwa liczba uczestników jest ograniczona do stu osób. Ludzie z całej Polski wysyłają zgłoszenia już wiosną.
- Przyjechałem tu z grupą przyjaciół aż z Krakowa. Zwykle chodzimy po górach, tym razem chcieliśmy przejść się po płaskim terenie, a woda bardzo nam ten spacer urozmaiciła - śmieje się Piotrek uczestnik imprezy.
Przejście 12 kilometrów dzielących Kuźnicę i Rewę zajęło ponad sześć godzin.
















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.