wiadomości

stat

Auta pogoniły za lisim ogonem

Miłośnicy zabytkowych aut wznowili tradycję wyścigów za balonem.



Kilkanaście zabytkowych samochodów goniło w sobotę za lisią kitą przyczepioną do balonu, który unosił się nad polami.



Czy warto wskrzeszać stare miejskie zabawy?

zdecydowanie tak, bo są bardzo wartościowe

46%

raczej tak, ale zależy od ich charakteru

39%

nie, dziś mało kogo interesują zabawy sprzed kilkudziesięciu lat

15%
Warunek był prosty: wystarczyło mieć pasję, samochód (lub rower) - najlepiej zabytkowy - by wystartować w pogoni za balonem.

- To nie jest współczesna rozrywka, a zabawa znana blisko 80 lat temu w całej przedwojennej Polsce. Zawody polegają na tym, że samochody i rowery ruszają w pogoń za balonem, do którego przytwierdzona jest lisia kita - tłumaczył przed startem Mikołaj Wierzbicki, prezes Polskiego Touring Klubu, organizatora wydarzenia. - Tradycją było, że kierowca, który dotrze w miejsce lądowania balonu najszybciej i zdobędzie lisi ogon, wszystkim uczestnikom funduje poczęstunek.

Pogoń za balonem miała rozpocząć się ok. godz. 18 w Chmielnie. Jednak silny wiatr zmusił organizatorów do przeniesienia startu poza miasteczko.

Do pomysłu wskrzeszenia tej nietypowej rozrywki zainspirowała organizatorów książka. - Byłem pod wrażeniem historii o pogoni za lisem, opowiedzianej przez Pawła Huelle w powieści "Mercedes-Benz. Z listów do Hrabala". Dlatego postanowiliśmy tego lata zorganizować taką zabawę - dodaje prezes PTK.

Lisią kitę zdobył kierowca zabytkowego wartburga de luxe, Tomasz Warych. - Do ostatnich chwil toczyła się ostra walka o kitę. Na ostatnich metrach zabytkowy wartburg walczył z terenowym chevroletem, którego kierowca uczestniczył w rajdzie Paryż - Dakar - relacjonuje Mikołaj Wierzbicki.

Przeczytaj więcej o historii pogoni za balonem.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (15)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.