wiadomości

stat

Latają nawet 20 metrów nad wodą

Zobacz jak wyglądają popisy hydro-odrzutowe.



Najnowszy artukuł na ten temat

Kinesiotaping. Jak działają kolorowe plastry?

Przy Plaży Śródmieście Gdynia mogliśmy oglądać zawody Fly Cup, czyli śmiałków unoszących się na hydro-odrzutowcach nawet na wysokość 20 metrów. Mało tego, wykonują oni podczas tego różnego rodzaju ewolucje. - Jest to bardzo łatwe i przyjemne, dlatego zachęcam każdego do spróbowania - mówi Jakub Zieliński, jeden z zawodników, który w niedzielę wygrał zmagania w kategorii mężczyzn.



Fly Cup to zawody polegające na lataniu na deskach czy z plecakami, w zależności od tego, jaki sprzęt preferuje zawodnik. Nie ma ograniczeń co do producenta, typu wiązań czy desek. To jest w gestii zawodników.

Flyboarding uprawiany jest od czterech lat. Aby ćwiczyć na własnym sprzęcie trzeba wydać na niego 35 tysięcy złotych, a do tego posiadać skuter. Chyba, że w okolicy mamy kogoś, kto taki sprzęt wypożycza. W Trójmieście można to zrobić przy molo w Sopocie.

- Najpopularniejszym sprzętem są właśnie deski. Działają w ten sposób, że są połączone 23-metrowym wężem ze skuterem, a ten odpowiedzialny jest za dostarczanie energii, czyli wody pod ciśnieniem. Wylatuje ona dwoma dyszami pod deską i pozwala unieść się nawet do 20 metrów nad wodą - mówi Kajetan Sikorski, organizator Gdynia Fly Cup.
- W pierwszym roku latało z nami kilka osób. W tym roku są już to tysiące. Pierwszy raz organizujemy Fly Cup w Gdyni i mam nadzieję, że nie ostatni. Zawodników było 12, w tym jeden Czech i reszta Polaków - dodaje.
W Gdyni odbyła się ogólnie trzecia edycja imprezy. Zawodników oceniali trzej sędziowie, którzy wystawiają noty za akrobacje.

- Oceniany jest styl, łączenie różnych figur, przejścia do kolejnych. Najlepiej ich nie powtarzać. Na przykład, jak raz zrobisz delfina, to jeżeli chcesz zrobić go po raz kolejny, to już z obrotem, jak jedną figurę obracasz w prawo, to następną w lewo. I tak dalej. Na przelot mamy 2-3 minuty - tłumaczy Jakub Zieliński, zawodnik, który także uczy flyboardingu w Mikołajkach.
- Zawsze chciałem umieć pływać delfinem. Nie potrafiłem jednak skoordynować rąk z nogami. A tutaj wystarczy tylko patrzeć tam gdzie się chce polecieć, wskakuje się i wyskakuje z wody. Do tego dochodzą różne śruby, czy salta w tył. W przód też robią, ale to jeszcze nie mój poziom - dodaje.
Sport wygląda z bliska ekstremalnie. Plażowicze chętnie oglądają go z wysokości piasku, ale gdy przychodzi możliwość spróbowania flyboardingu brakuje chętnych.

- A jest to bardzo łatwe i przyjemne, dlatego zachęcam każdego do spróbowania. Mało tego, to jeden z najłatwiejszych sportów. Żeby wyjść z wody i opanować sprzęt wystarczą 3 do 5 minut. Trzeba stanąć na baczność, jak żołnierz, usztywnić całe ciało i już jesteśmy nad wodą - mówi Zieliński.
Widzowie mogli podziwiać w sobotę trening, a w niedzielę zmagania miłośników hydro-odrzutowego sportu. W kategorii kobiet triumfowała Urszula Kowalczyk, która wyprzedziła Alicję Świder. Natomiast u mężczyzn wygrał Zieliński, drugie miejsce zajął Michał Brudecki, a najniższy stopień na podium przypadł Przemysławowi Piotrkowiakowi.

Opinie (15)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.