wiadomości

stat

Lubię biegi na orientację

Biuro Zawodów Mistrzostw Świata Juniorów w Biegu na Orientację
Biuro Zawodów Mistrzostw Świata Juniorów w Biegu na Orientację Iwona Suchenia

Był rok 1990, jakoś na wiosnę. Jako młody, aktywny fizycznie chłopak poszukujący sportu dla siebie, przez przypadek dowiedziałem się o takiej dyscyplinie sportu, jaką jest Bieg na Orientację (BnO). Pamiętam jak dziś, że na jednej z lekcji trener zaczął opowiadać, co to za sport, na czym polega i o co w nim "biega". Było to coś zupełnie nowego i nieznanego. Smaczkiem była informacja o Mistrzostwach Świata Juniorów, które zaplanowano na 1994 rok właśnie w Trójmieście. Tak zaczęła się moja pasja biegania, która trwa do dziś...



Na pierwszy trening przyszło ponad 60 osób. Biegaliśmy po terenie szkoły - między bramkami, drzewami - odnajdując pochowane przez trenera, Jurka Antonowicza, punkty kontrolne mając do dyspozycji mapę i zmysł orientacji... Trenowaliśmy głównie na terenie Szkoły Podstawowej nr 9 na Witominie, by po pewnym czasie rozpocząć przygodę z orienteeringiem w prawdziwym lesie. Spotykaliśmy się w okolicy godz. 16 w różnych miejscach witomińskiego lasu, poznając tajniki tego sportu.

Było super, chociaż mając 11 lat miałem pewne obawy co do samotnego poruszania się w leśnych zakamarkach, ale jakoś dawałem radę. Spodobało mi się. Grupka z treningu na trening wykruszała się i jej liczba malała. Zostało nas kilkanaście osób. Pierwsze zawody, na które pojechaliśmy, odbywały się w Gdańsku na mapie "Dolina Radości". Pamiętam, że za rogiem czekał na mnie kolega, któremu nie chciało się biegać samemu i większą część trasy pokonaliśmy razem, co chwilę się gubiąc ale doskonale przy tym się bawiąc. Pierwszy start w Polsce odbył się pod Poznaniem. Jechaliśmy autokarem, który spóźnił się ponad 2 godziny. Był to pierwszy kontakt grupy "witomińskiej" z grupą z Pustek Cisowskich, gdzie trenowali najlepsi zawodnicy.

Siedzieliśmy po kilka osób na jednym siedzeniu, ale wcale nam to nie przeszkadzało. Było fajnie. Daleki wyjazd, bez opieki Rodziców, nowe towarzystwo, znajomości. Nowy świat. Z samych zawodów dużo nie pamiętam, oprócz tego, że oczywiście się zgubiłem, ale nie przybiegłem ostatni.

Nastało lato, zaczęły się wyjazdy na kolejne zawody. Nasza grupka topniała, ale trzon pozostał. Zmienił się również trener. Przejął nas Mirek Tarnowski, którego nazywaliśmy "siekierą". Był super trenerem, jak patrzę na to z perspektywy czasu. Był wymagający. Poprzeczkę stawiał wysoko, ale dzięki temu efekty przychodziły coraz szybciej. Jeździliśmy na obozy treningowe do Gniewina, Salina, Kostkowa, gdzie szkoliliśmy swoje umiejętności w czytaniu mapy, a na hali gimnastycznej na pamiętnych obwodach stacyjnych ćwiczyliśmy siłę i sprawność. Było ciężko, ale każdemu się podobało. Nikt nie narzekał, tylko ćwiczył ile sił.

W 1994 roku odbyły się wspominane wcześniej Mistrzostwa Świata Juniorów w BnO, które zlokalizowane były w Trójmieście oraz w Gniewinie. Siedzieliśmy pochowani w lesie w wojskowych pałatkach, każdy obowiązkowo z termosem i siatką kanapek i pilnowaliśmy punktów kontrolnych, by nikt ich nie ukradł. Bawiliśmy się przy tym wyśmienicie, chociaż gryzły mrówki, było niewygodnie i niekiedy padał deszcz. Nas to nie martwiło. Tak mijały kolejne lata, kilometry, jesienie, zimy, wiosny i lata. Trener Tarnowski odszedł do Lublina i naszą stale topniejącą gromadką z Witomińskiego Wzgórza, z której pozostałem sam, zaopiekował się trener Andrzej Olech. Trenowaliśmy na Pustkach Cisowskich, gdzie biegaliśmy crossy, wybiegania, drugie i trzecie zakresy, treningi techniczne na mapie oraz katowaliśmy obwody stacyjne i ćwiczenia płotkarskie. Pokończyliśmy szkoły podstawowe, część osób podjęła naukę w technikach, część w liceach i znów nasza grupka zaczęła się kurczyć... Tak mijały kolejne lata. Pozdawaliśmy matury, część z nas poszła na studia, część do wojska, gdzie jako zawodowi żołnierze kontynuowali i kontynuują w dalszym stopniu karierę biegową, z większymi i mniejszymi sukcesami.

Moja przygoda z orienteeringiem, jako zawodnika, skończyła się po 10 latach. W 2000 roku rozpocząłem edukację na AWFiS w Gdańsku i studenckie życie z dala od BnO w sportowym wydaniu, mając jednakże cały czas styczność z ludźmi, z którymi przecież się wychowałem, ganiając po krzakach. Długo tak nie wytrzymałem. W 2001 roku rozpocząłem treningi pod kątem biegu maratońskiego, w których pomagał mi trener Wojciech Ratkowski, Mistrz Polski w biegu maratońskim z 1984 roku. Na królewskim dystansie zadebiutowałem 20 kwietnia 2002 roku we Wrocławiu. Biegłem w pocerowanych butach z garścią landrynek w kieszeni, nie mając pojęcia, jak rozłożyć siły, czy jak się odżywiać. Biegliśmy razem z kolegą - Rafałem, który również debiutował na 42-kilometrowej trasie. Nie zapomnę ustalania taktyki startowej, nad którą debatowaliśmy przed biegiem. Plan numer 1 był prosty - "połamać 3 godziny", plan numer 2, który wdrożyliśmy w realizację był nieco bardziej hardcorovy, gdyż zakładał utrzymanie przez cały dystans 4 km, co na mecie dałoby wynik 2:48... Jak wyszło? 1:23:59 na półmetku, a na mecie 2:48:08...

Tak wyglądała w telegraficznym skrócie moja kariera biegacza na orientację i początek przygody z biegiem maratońskim. Wracając jednak do orienteeringu. Od 2 do 9 lipca w Rumi, Wejherowie i Lęborku odbędą się kolejne Mistrzostwa Świata Juniorów w Biegu na Orientację, na które serdecznie zapraszam wszystkich kibiców i miłośników aktywnego spędzania wolnego czasu. Będzie można wystartować w zawodach towarzyszących i posmakować co to jest BnO.

Opinie (14) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.