wiadomości

stat

Ludzie Trójmiasta: od roku przemierza świat rowerem

Zanim Asia ruszyła w drogę, pracowała w jednym z trójmiejskich wydawnictw. Było miło, ale czuła, że osiem godzin dziennie przed komputerem to nie jest to, co chce w życiu robić.
Zanim Asia ruszyła w drogę, pracowała w jednym z trójmiejskich wydawnictw. Było miło, ale czuła, że osiem godzin dziennie przed komputerem to nie jest to, co chce w życiu robić. fot. archiwum prywatne Joanny Chmary

Pracę w biurze porzuciła w czerwcu zeszłego roku. Od tamtej pory podróżuje na rowerze, nieutartymi szlakami, głównie samotnie, choć jak zaznacza, w drodze nigdy samotna się nie czuje. Cel jej obecnej podróży to Kirgistan i Kazachstan na dwóch kółkach. Kolejną bohaterką cyklu "Ludzie Trójmiasta" jest 28-letnia gdańszczanka, Joanna Chmara. Ostatnio pisaliśmy o niezwykłej ratowniczce, która razem z psami szuka zaginionych ludzi.



Chcesz się podzielić z nami swoją historią? A może znasz kogoś, o kim powinniśmy napisać? Czekamy na maile: ludzietrojmiasta@trojmiasto.pl


Zdecydował(a)byś się na taki krok?

nie, bo lubię swoje obecne życie 29%
nie, bo brakuje mi odwagi 43%
tak, przymierzam się do czegoś podobnego 28%
zakończona Łącznie głosów: 803
Zanim Asia ruszyła w drogę, pracowała w jednym z trójmiejskich wydawnictw. Było miło, ale czuła, że osiem godzin dziennie przed komputerem to nie jest to, co chce w życiu robić. Któregoś dnia, jadąc rowerem do rodziców na Kaszuby, zatrzymała się obok niezwykle malowniczego jeziora. Ostatnie promienie słońca odbijały się w gładkiej tafli wody, a widok aż się prosił o zatrzymanie go w pamięci. Pomyślała sobie wtedy: "Dlaczego mam zawsze oglądać zachód słońca w tych samych miejscach? Mogłabym przecież podziwiać go każdego dnia gdzie indziej".

Wypowiedzenie w pracy złożyła nie wiedząc, dokąd i na jak długo jedzie. Pewne były tylko dwie rzeczy: że chce ruszyć w drogę i zabrać swój rower.

- Jak teraz o tym myślę, to chyba bardziej chodziło mi o sam rower niż o podróż - śmieje się Joanna Chmara. - Chciałam jechać przed siebie i oglądać świat. Nie interesowały mnie rozwiązania tymczasowe, jak urlop bezpłatny. Nie wiedziałam, kiedy wrócę i nie chciałam nakładać na siebie jakichkolwiek ram.

Z punktu A do B



Nie rozważała proponowania komuś wspólnej podroży. Po pierwsze chciała zrobić to po swojemu, po drugie nie miała osoby, w której towarzystwie chciałaby spędzić aż cztery miesiące. W poszukiwaniu inspiracji i odwagi w sieci szukała dziewczyn, które podróżują samotnie. Okazało się, że jest ich całkiem sporo.

- Pomyślałam, że skoro one mogą, to ja też - przyznaje.
Nie od zawsze była zapaloną miłośniczką dwóch kółek. Wprawdzie przed wyjazdem rower towarzyszył jej codzienności - jeździła rekreacyjnie, na wycieczki ze znajomymi po Kaszubach lub po prostu po mieście z punktu A do punktu B - ale nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy jednak w końcu kupiła nowy sprzęt i przestała poruszać się egzemplarzem otrzymanym na komunię, okazało się, że nic nie sprawia jej podobnej przyjemności, co jazda. Na rowerze pokonywała coraz dłuższe i bardziej skomplikowane dystanse, poprawiając przy tym kondycję i rozbudzając swój apetyt na więcej.
Podróż z niskim budżetem zmusza do wysiłku i kreatywności. Uczy też minimalizmu.


Pierwsza poważna podróż była po Ukrainie. Tym razem towarzyszył jej przyjaciel, a cała wyprawa miała na celu sprawdzenie, czy Asia podoła podobnemu wyzwaniu fizycznie. Po powrocie już wiedziała: da radę. To był jej ostatni urlop w czasie pracy etatowej. Złożyła wypowiedzenie i miesiąc później siedziała w samolocie do Szwajcarii, a w luku bagażowym czekał jej najwierniejszy towarzysz. Gdy dotarła, poczuła wolność. Nie wisiał nad nią nieuchronnie zbliżający się termin powrotu - miała wykupiony tylko bilet w jedną stronę. Przez trzy tygodnie robiła rozgrzewkę, na przemian chodząc po szwajcarskich górach i jeżdżąc na rowerze. Niespiesznie smakowała podróży.

Potem ruszyła do Włoch, gdzie przystanek zrobiła na tzw. work away. To popularny sposób wśród podróżników, by odpocząć od podróży. Na specjalnym portalu ogłaszają się ludzie, którzy w zamian za dach nad głową i wyżywienie poszukują pomocników w wielu dziedzinach. Wśród ogłoszeń z całego świata znaleźć można zajęcie m.in. przy prowadzeniu hotelu czy restauracji, opiece nad dziećmi albo budowie farm wiatrowych.


- Mój pierwszy work away był we Włoszech na farmie owoców. Przez pięć godzin dziennie zbieraliśmy truskawki, by popołudniami cieszyć się włoskim dolce vita. To było idealne miejsce, by osiąść i nieco odpocząć od podróży - wspomina Asia.

Słoweński Steve Jobs



Dalsza trasa wiodła przez Austrię aż do Słowenii. Tam, nocując na couchsurfingu [nazwa pochodzi od serwisu internetowego, dzięki któremu można zaoferować darmowe zakwaterowanie lub znaleźć użytkowników oferujących nocleg we własnym domu w wielu miejscach świata - przyp. red.] poznała chłopaka, którego do dziś nazywa Steve'm Jobs'em... japonek.

- 23-latek stworzył firmę produkującą klapki wyściełane specjalnymi kamyczkami, które miały masować stopy. Z tego, co wiem, sprzedaje je na coraz szerszą skalę. Innowacyjne! Piękno podróży tkwi także w tym, jak niezwykłych ludzi można poznać w jej trakcie - śmieje się Asia.
Chwile niemocy? Zdarzają się, ale recepta jest tylko jedna: jechać dalej.
Ze Słowenii jechała przez Chorwację aż do Bośni, gdzie znowu podjęła się wolontariatu - tym razem przy budowie schroniska górskiego. Nie było tam prądu ani bieżącej wody, była za to samotna drewniana chata i pełen relaks. Jej praca polegała na witaniu gości, parzeniu im kawy i otwieraniu piwa. Odpoczęła, a w głowie zaczął klarować jej się całkiem sensowny plan dalszej podróży.

Motywuje kobiety do podróży. Rozmowa z Anitą Demianowicz


Asia: - Kiedy zadowolona zaczęłam go realizować, życie zaśmiało mi się w twarz. Jadąc przez bośniackie góry, poczułam świdrujący ból w kolanie. Pomyślałam, że może kilka dni odpoczynku załatwi sprawę. Zrobiłam więc przerwę, czekając na znajomego, z którym byłam umówiona na dalszą wspólną podróż. Jednak po około stu kilometrach razem zrozumiałam, że to nie ma sensu. Ból odbierał mi przyjemność z jazdy, do tego obawiałam się pogłębienia kontuzji. Podjęła wtedy trudną decyzję o powrocie do domu.
Okazało się, że od częstej i długiej jazdy pękła jej łąkotka.

Spotkanie z niedźwiedzicą



W jednej z podróży towarzyszyła jej siostra. Jadąc przez park narodowy w słowackich górach, Asia sprawdzała trasę na mapie.

- "Uważaj", usłyszałam struchlały głos mojej siostry - opowiada. - Podniosłam głowę, a tuż obok mnie stała ogromna niedźwiedzica z małymi. Była tak blisko, że łapą mogła dotknąć mojego roweru! Zaryczała ostrzegawczo. Udało nam się zachować spokój i odjechać. Dopiero następnego dnia uświadomiłam sobie, w jak dużym niebezpieczeństwie się znalazłyśmy.
Innym razem podczas samotnej jazdy najwyżej położoną drogą w Norwegii zastała ją straszliwa mgła. Była gęsta do tego stopnia, że samochody nadjeżdżające z naprzeciwka rowerzystka widziała dopiero, gdy były na jej wysokości.

Imprezy rowerowe w Trójmieście


Asia: - Skoro ja nie widziałam aut, które mają przecież światła, to co dopiero one mnie? Nie było możliwości zjazdu z trasy, by przeczekać niekorzystną aurę. Po prostu musiałam jechać przed siebie i mieć wszystkie zmysły maksymalnie wyostrzone. Takie sytuacje to jednak kwintesencja podróży - uzmysławiają, że jeśli muszę sobie poradzić, to sobie poradzę.
Zapytana przyznaje, że zdarza jej się bać. Ale największy lęk odczuwa... przed wyjazdem. To wtedy w jej głowie kreują się najczarniejsze scenariusze. Co jeśli czegoś zapomni albo zgubi? Czy nie spotka jej coś złego? Zwykle obawy okazują się bezpodstawne. W drodze Asia stara się nie poddawać bezzasadnym lękom, choć zdarza się, że to ludzie zasiewają w niej niepokój.

- Jadąc z Bośni do Chorwacji spotkałam tubylców, którzy powiedzieli mi, że to niezwykle niebezpieczne miejsce, bo tą drogą próbują przedostać się nielegalni imigranci. Potem, samotnie pchając rower kamienistą drogą, podskakiwałam na dźwięk jakiegokolwiek szelestu. Nic się nie stało, ale moja wyobraźnia pracowała na pełnym obrotach - przyznaje.

Po prostu jechać dalej



Chwile niemocy? Zdarzają się, ale recepta jest tylko jedna: jechać dalej.

Asia: - Podróżując w niskiej temperaturze i deszczu, miałam chwile słabości. Na myśl, że dziś znowu rozłożę mokry namiot i włożę wilgotne buty, zastanawiałam się, co też ja sobie wymyśliłam. Ale później wkładasz te buty, rozkładasz namiot i podróż trwa dalej. Trzeba kombinować tak, żeby w najbliższym czasie znaleźć pokój, wysuszyć się i odzyskać chęć do dalszej drogi.
Choć podróż wydaje się ucieczką od utartych schematów, w rzeczywistości jest wejściem z jednej rutyny w drugą. Każdy kolejny dzień Asia zaczyna zwykle między siódmą a ósmą. Potem śniadanie na przenośnej kuchence gazowej, codzienne pranie, które schnie na rowerze w czasie jazdy. Pakowanie do dalszej drogi. Nie trwa długo, bo Asia ma ze sobą tylko trzy komplety ubrań: jeden na sobie, jeden suszący się i jeden awaryjny.
Samotne podróżowanie wymaga więcej dyscypliny, odpowiedzialności i wysiłku


Po całodziennej drodze nie ma nic lepszego niż ciepły prysznic, rozprostowanie nóg w namiocie i pożywny posiłek. Wieczorem lubi wypić herbatę, zrobić notatki z ostatnich dni, a potem wejść na pobliskie wzniesienie, by spojrzeć, jak kończy się kolejny dzień, a słońce chowa za horyzontem.

Podróż z niskim budżetem zmusza do wysiłku i kreatywności. Uczy też minimalizmu. Asia zawsze stara się mieć jak najmniejszy bagaż - jedynie sakwę na tylny bagażnik, torbę na kierownicę i namiot. Poza tym zawsze wozi ze sobą ukulele, żeby mieć co robić wieczorem. Wszystko waży około 25 kg, ale dąży do tego, by z każdą podróżą rzeczy było mniej.

Dokąd na spotkania podróżnicze w Trójmieście?


- Po ostatniej podróży cieszyłam się bardzo, że jak wrócę do domu, w końcu zamienię strój rowerowy na sukienki i dżinsy. Wróciłam, wstawiłam wszystko do prania, założyłam normalne ubrania i... drugiego dnia byłam znowu w tych samych rzeczach, co w czasie podróży. Chyba jednak staję się minimalistką - śmieje się.
Podczas samotnej podróży
Podczas samotnej podróży fot. archiwum prywatne Joanny Chmary

Dobrać kompana



By zarobić na kolejną podróż, zimę spędziła w Norwegii. Pracowała w restauracji ośrodka narciarskiego, mieszkała w chatce tuż przy trasie. W godzinę na nartach biegówkach była na płaskowyżu, pośrodku kompletnie niczego.

- Cieszyła mnie bliskość gór i natury. W dużych metropoliach na dłuższą metę czuję się zmęczona. Wolę jechać do miasta, kiedy chcę, niż uciekać, kiedy muszę - mówi podróżniczka.
Tym razem w drodze Asia jest od lipca. Na wirtualną rozmowę "łapię" ją w Sarajewie. Jest właśnie w trakcie rozgrzewki przed głównym wyzwaniem - przejechaniem Kirgistanu i Kazachstanu na dwóch kółkach. Tym razem nie samotnie, a w duecie. Towarzyszkę Asia znalazła na Facebooku. Pashmina przylatuje aż z Malezji. Jeszcze się nie znają, a spędzą razem pięć tygodni na rozległych stepach dwóch odległych i rzadko odwiedzanych przez turystów krajów.

- Mogłabym wprawdzie potraktować to jako wyzwanie i stwierdzić: tak, zrobię to sama! Lubię podróżować w pojedynkę, ale tym razem poczułam, że chciałabym z kimś tę podróż dzielić. W drużynie da się zrobić więcej niż samemu, a poza tym Kirgistan i Kazachstan to państwa górzyste, gdzie przez wiele kilometrów nie ma cywilizacji. Dobrze mieć wtedy u swego boku kogoś, kto w razie kłopotów może wezwać pomoc - tłumaczy Asia.
Dobierając kompankę kierowała się głównie intuicją. To ona wrzuciła do sieci ogłoszenie, że szuka towarzysza. Chciała, żeby to nie był ktoś, kto uwielbia mieć wszystko zaplanowane od A do Z, bo ona sama lubi mieć w podróży swobodę. Nie szukała też osoby z przerostem ambicji, narzucającej rekordowe odległości do pokonania w ciągu dnia czy wjazdy na najwyższe szczyty.

Niedługo później Asia i Pashimina już wspólnie podróżują po Kirgistanie. Przejeżdżają około pięćdziesięciu kilometrów dziennie z dużymi przewyższeniami. Część dróg jest nieasfaltowa, wiele jest podjazdów pod górę i poruszania na dużych wysokościach, na które organizmy ludzkie reagują różnie. Najczęściej rowerzystki śpią w namiotach, bo odległości pomiędzy miejscowościami w tym kraju są znaczne. Kiedy do którejś dotrą, nocują w pensjonacie, by naładować sprzęty i porządnie się umyć.

O samotnej podróży można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest samotna.
Zachwycają się przyrodą, podziwiają ogromne przestrzenie, chłoną urozmaicone widoki: od suchych pustynnych gór przez kaniony aż do alpejskich krajobrazów. Zmagają się z brawurowymi kierowcami i drogową "tarką", która dla roweru jest nie lada wyzwaniem. Niestety, w trakcie podróży Pashmina doznała urazu kolana, więc dalszą cześć podróży Asia spędzi sama.

- Samotne podróżowanie wymaga więcej dyscypliny, odpowiedzialności i wysiłku - mówi Polka. - Chodzi o nawet tak prozaiczne rzeczy jak zakupy - kiedy jestem sama, muszę odpowiednio przypiąć rower przed sklepem, by zabezpieczyć mój podróżny dobytek. Gdy jest druga osoba, może po prostu przypilnować rowerów. Można wymiennie przygotowywać posiłki. Bagażu też robi się mniej, bo zabieramy jeden namiot i jedną kuchenkę. Można na więcej się porwać, gdy jesteś z kimś, bo nie ryzykujesz tak wiele.

W drodze nie ma samotności



Najbardziej w podróżniczą pamięć zapada ludzka dobroć i gościnność. Gdy w drodze przez bośniacką wioskę ze skromnego, niewykończonego domu wypada starsza pani i wciąga do siebie na kawę. Gdy na niemieckim kempingu spotyka rodzinę, która zaprasza do siebie na grilla, a potem podwozi do kolejnego miasta. Gdy ktoś na portalu bezinteresownie ogłasza, że przyjmie pod swój dach nieznajomego podróżnika.

- Kiedy podróżujesz samotnie, ludzie biorą cię pod skrzydła, adoptują. Ty natomiast, wiedząc, że spędzisz z danym człowiekiem tylko dobę lub kilka dni, a potem być może nigdy go już nie zobaczysz, o wiele szybciej nawiązujesz bliski kontakt. O samotnej podróży można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest samotna. Kiedy jeździsz sam, ludzie są dużo bardziej otwarci na ciebie, a ty jesteś bardziej otwarty na ludzi - mówi Asia.

I dodaje: - Podróż dodała mi pewności siebie i wiary w swoją sprawczość. Wiem, że jeśli czegoś chcę i będę nad tym pracować, to się uda. Że z każdej sytuacji jest wyjście i ja je znajdę. Że ludzie są dobrzy i chętni do pomocy. Powoli jednak myślę o stałej siedzibie dla siebie. Nie oznacza to, że chciałabym przestać kompletnie podróżować, ale mam potrzebę pewnego rewanżu i odpłacenia dobrem za dobro, które dostałam. Mam wielki dług wobec świata oraz ludzi i myślę, że najwyższa pora, by zacząć go spłacać.