• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Ochroniarz, któremu bieganie uratowało życie

Michał Kozłowski
7 lipca 2016 (artykuł sprzed 7 lat) 
Zdjęcie z pierwszego maratonu przebiegniętego przez pana Roberta. Czas: 4:11:02. Zdjęcie z pierwszego maratonu przebiegniętego przez pana Roberta. Czas: 4:11:02.

Przebiegnięte kilometry wyciągnęły go z depresji i zmieniły jego podejście do życia. Gdańszczanin Robert Burda rozpoczął swoją przygodę z bieganiem w 2012 roku. Po czterech latach 50-latek ma na swoim koncie trzy ukończone maratony, ale - jak twierdzi - to dopiero początek jego sportowej ścieżki. - Zmieniłem swoje życie o 180 stopni i nie zamierzam schodzić z obranego kursu. Swoją przemianą udowodniłem, że nie ma rzeczy niemożliwych - mówi ochroniarz, pracujący na jednym z gdańskich osiedli.



Jeszcze cztery lata temu Robert Burda unikał ludzi. Pogrążony w depresji, 46-letni ochroniarz, czuł, że życie przecieka mu przez palce. Rzeczy, które wcześniej sprawiały mu radość przestały go cieszyć. Sobotnie wieczory spędzał przykuty do fotela, wlepiając wzrok w 25-calowy ekran swojego telewizora. To nie było życie, jakiego pragnął. Spora nadwaga potęgowała uczucie beznadziei. Znalazł się w martwym punkcie. Dalsza egzystencja wydawał mu się niepotrzebna. Bezcelowa.

- Byłem w bardzo złym stanie psychicznym i fizycznym. Różne myśli chodziły mi po głowie, aż w końcu zdecydowałem się na podjęcie stanowczych kroków. Powiedziałem sobie: "Robert, albo wóz albo przewóz". Albo zmieniasz swoje życie, albo kończymy tę zabawę - mówi otwarcie ochroniarz pracujący na jednym z gdańskich osiedli.
Niedługo potem mężczyzna skierował kroki do klubu fitness "Spójnia". Przez ponad pół roku regularnie odwiedzał to miejsce, co dało wymierne efekty. Zgubił nadprogramowe 8 kilogramów, jego sylwetka się wysmukliła, a 20-letni związek z papierosami zakończył w jeden wieczór.

Choć w tym czasie przerzucił setki, a może nawet tysiące kilogramów, siłownia nie odpowiadała jego oczekiwaniom. Zdecydowanie bardziej od wyciskania sztangi czy ćwiczeń na ergometrze odpowiadał mu czas spędzony na ruchomej bieżni.

Bieganie weszło mu w krew na tyle, że postanowił zrezygnować z zajęć w klubie. W tym momencie poczuł, że znalazł brakujący element układanki - puzzel, którego przez długi czas szukał, aby osiągnąć wewnętrzny spokój. Kółka pokonywane samotnie na bieżni Stadionu Leśnego w Sopocie były najprzyjemniejszym momentem dnia, na który czekał od przebudzenia.

- Kiedy biegam, mam czas na przemyślenie wielu spraw. To pomaga mi radzić sobie z moimi problemami. Emocje znajdują ujście. Po pewnym czasie zacząłem odczuwać potrzebę rywalizacji i indywidualne bieganie przestało mi wystarczać. Odezwał się we mnie typowy facet - dodaje z uśmiechem.
Robert Burda zmęczony, ale szczęśliwy po ukończeniu Orlen Warsaw Maratonu w czerwcu tego roku. Czas: 3:40:47. Robert Burda zmęczony, ale szczęśliwy po ukończeniu Orlen Warsaw Maratonu w czerwcu tego roku. Czas: 3:40:47.

Niespełna rok później ochroniarz wystartował w swoim pierwszym biegu na 10 kilometrów. Dystans pokonał w niespełna 53 minuty, ale tego dnia nie wynik był najważniejszy. Robert poczuł atmosferę sportowego święta, a także poznał wiele osób, którym bieganie również uratowało życie.

Mężczyzna pozytywnie zwariował na punkcie nowej pasji. Zupełnie zmienił dietę i dużo większą uwagę przywiązywał do procesu regeneracji, który przez długie godziny spędzone w pracy był nieco utrudniony. To jednak nie stanowiło dla niego problemu. Liczył się każdy dodatkowo przebiegnięty kilometr i każda sekunda urwana z rekordu życiowego.

- Nie poprawiłbym swoich rezultatów, gdyby nie życzliwe osoby, które spotkałem na swojej drodze. Dużo pozytywnej energii przekazała mi pani Agnieszka Niewiadomska. W przeszłości sama wyczynowo biegała, a zdobytymi przez lata doświadczeniami dzieliła się ze mną podczas wspólnych treningów. Dzięki niej zdecydowanie poprawiłem technikę oraz zupełnie inaczej spojrzałem na swoje starty - twierdzi biegacz.
Po czasie Robert zapragnął czegoś więcej. Na swój pierwszy półmaraton pojechał do Pucka. Wystartował, choć dzień przed startem nabawił się kontuzji biodra. Jego chęć przekroczenia kolejnej bariery okazała się silniejsza. Pobiegł, choć jak sam wspomina, z minuty na minutę ból stawał się coraz trudniejszy do wytrzymania. Mimo to dotarł na linię mety i wykonał zadanie.

- Wieloboistka, Kamila Chudzik, która swego czasu przygotowywała mnie do kolejnych startów powiedziała mi kiedyś, że dla amatorów takich jak ja wynik powinien być rzeczą drugorzędną. Dużo ważniejsza jest radość z biegania i wpływ, jaki sport na moje zdrowie. Teraz z podobnym urazem bym nie pobiegł, ale wówczas stanowiło to dla mnie punkt honoru - dodaje.
Pan Robert zajął drugie miejsce w kategorii M50 podczas Iławskiego Biegu na 5 km. Czas: 20:51. Pan Robert zajął drugie miejsce w kategorii M50 podczas Iławskiego Biegu na 5 km. Czas: 20:51.

Od tego czas Robert przebiegł trzy maratony, 11 półmaratonów oraz niezliczoną liczbę biegów na 5 i 10 kilometrów. Jak sam przyznaje, jego sportowym autorytetem jest Justyna Kowalczyk. Historia polskiej mistrzyni olimpijskiej, która przez lata walczyła z plejadą skandynawskich gwiazd z Marit Bjoergen na czele motywuje go do pokonywania kolejnych barier oraz przełamywania własnych słabości.

Obecnie mężczyzna przygotowuje się do wyjazdu do Kopenhagi, aby wystartować w tamtejszym maratonie. Do morderczych treningów dołączył lekcje angielskiego, którego od dłuższego czasu chciał się nauczyć. Znajomość języka obcego bez wątpienia przyda się 50-letniemu ochroniarzowi, jeżeli uda się spełnić swoje największe marzenie, jakim jest wyjazd do Nowego Jorku i udział w jednym z największych i najpopularniejszych maratonów na świecie.

- Zmieniłem swoje życie o 180 stopni i nie zamierzam schodzić z obranego kursu. Swoją przemianą udowodniłem, że nie ma rzeczy niemożliwych. Dodatkowo, zachęciłem do uprawiania sportu moją rodzinę. A czy jest coś piękniejszego niż zarażenie innych ludzi swoją pasją? - kończy Robert Burda.
Michał Kozłowski

Opinie (34)

  • Super!!! Samych sukcesów!

    • 16 1

  • Dziękuję (1)

    Za prawdziwą do szpiku kości historię. Moja była podobna. Zacząłem biegać 7 lat temu i ciagle nie mam dość. Jeśli muszę robić przerwę to od razu jestem nieszczęśliwy ale przynajmniej wiem dlaczego:) Warto się ruszać i nie ważne jak byle sprawiało radość. Życzę wielu spalonych kalorii i wydzielonych endorfin. Powodzenia!

    • 20 1

    • A...

      Pozdrawiam wszystkich biegajacych w okolicach Jasienia, Matemblewa, Złotej Karczmy aż do Oliwy. Do zobaczenia na trasie. Dzięki za wszystkie łapki w górę pozdrawiając się na trasie:)

      • 15 1

  • Brawo brawo brawo panie Robert

    :) samych sukcesow

    • 21 1

  • super! powodzenia !

    • 17 1

  • brawo

    Gratuluję i podziwiam.

    • 17 1

  • Szanuję!!!

    I podziwiam. I cieszę się, że ten sport daje tyle pozytywnych emocji!
    Sama biegam i wiem jakie to ważne, przyjemne i potrzebne.

    Radość sprawiają mi biegacze na moich biegowych ścieżkach, którzy w odpowiedzi na moje pozdrowienie podnoszą dłonie w górę :)

    Jest nas, biegaczy, coraz więcej. I dobrze. To fajna, zdrowa moda:)

    • 17 0

  • Też znam jednego ochroniarza któremu bieganie uratowało życie

    Po prostu uciekał podczas napadu , i to uratowało mu życie.

    • 15 10

  • Panie Kurzajewski , nie jest pan już dziennikarzem ? tylko ochroniarzem?

    • 6 0

  • ja też

    zacząłem biegać od grudnia 2015, zgubiłem 15 kg, czuję się extra , szczerze wszystkim polecam. Biorę udział w biegach ulicznych co bardzo pozytywnie nakręca, w październiku próbuję sił w półmaratonie. Pozdrowienia dla p.Roberta , super artykuł !!!

    • 16 1

  • Szacun!

    • 10 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Spacer z Przewodnikiem: Gdańsk - Droga Królewska i ciekawe zakamarki Głównego Miasta

47 zł
spacer

Bajkowy Festiwal Dmuchańców

69 zł
Kup bilet
festyn, gry, zajęcia rekreacyjne

VI Rajd Pieszy Kulturalna Rybka Pierwoszyno-Mechelinki-Rewa

gra miejska, spacer, rajd / wędrówka

Forum

Najczęściej czytane