wiadomości

stat

Rafał Król: z gorącej kąpieli cieszę się jak dziecko

Migawki z wyprawy na płaskowyż Hardangervidda w Norwegii.



Podróżnik Rafał Król zakończył sukcesem kolejną zimową wyprawę. Wraz z towarzyszem Damianem Laskowskim przemierzył skandynawski płaskowyż Hardangervidda. Nam opowiada o radościach i trudach, jakie spotykały go podczas ekstremalnych wypraw. Wyjawia też, dlaczego nie spędza wakacji wśród plażowiczów nad Bałtykiem, choć do Trójmiasta ma ogromny sentyment.



Twoja wymarzona i nieograniczona żadnym budżetem wyprawa, wiodła by:

gdzieś na północ, gdzie ludzi mało, przyroda nieskażona a temperatury niskie 11%
w dzikie góry, by zmierzyć się z ich majestatem 22%
w miejsca o zupełnie innej kulturze niż nasza: do Azji lub Afryki 39%
do ciepłych krajów, gdzie życie tętni przez cały rok 28%
zakończona Łącznie głosów: 96
Większość ludzi wolne chwile chciałoby spędzać leniuchując na leżaku z drinkiem w dłoni, pana ciągnie w rejony, gdzie na wygody nie można liczyć. Zdarza się, że przeklina pan swoje "hobby" i marzy o miękkim piasku pod stopami i atmosferą turystycznego kurortu?

Rafał Król: Podczas wyprawy, z której właśnie wróciłem, dużo czasu spędzaliśmy w namiocie gotując czy sprawdzając naszą pozycję na mapach. Wszystko przez bardzo krótki dzień, który trwał zaledwie 8 godzin. Mimo to, wyprawa była bardzo wyczerpująca fizycznie i psychicznie.

Wakacje w kurorcie mogą nudzić, bo to, co tam spotkamy nie różni się za bardzo od jakości codziennego życia, a wyprawa sprawia, że bardzo nam smakuje to, co na co dzień jest takie zwykłe i oczywiste. Po powrocie z wyprawy cieszy wanna z gorącą wodą, ciepłe jedzenie, możliwość spotkania z przyjaciółmi. Dzięki takim wyprawom można naprawdę docenić to, co się ma.

Ma pan za sobą niejedną wyprawę. Czy coś jeszcze jest w stanie pana zaskoczyć podczas takiej wędrówki? Czy są takie momenty, podczas których cieszy się pan jak dziecko i zapomina o wszystkich trudach?

Indiana Jones mawiał "nic mnie nie zdziwi, jestem naukowcem". Ze mną jest odwrotnie. Ja mam frajdę za każdym razem, gdy zdarzy się coś nieoczekiwanego, a przecież nigdy nie wiadomo co to będzie i kiedy się wydarzy.

Podczas tej wyprawy zaskoczyła nas pogoda, z zupełnie cichego dnia zrobił się huragan i musieliśmy szybciej rozstawiać obóz, a przy nagłym ochłodzeniu o 20 stopni Celsjusza, z -10 na -30, mojemu towarzyszowi odkleiły się podeszwy z butów narciarskich. Podczas wędrówki nie trzeba wiele, żeby sprawić radość. Człowiek cieszy się jak dziecko, kiedy na bieżąco potrafi rozwiązywać problemy, które codziennie powstają.

Wiadomo, że przed wyprawą trzeba przygotować się fizycznie i logistycznie, a jak wygląda sytuacja po powrocie? Jak regeneruje się pan po takim wysiłku, czy wraca pan z zapasem entuzjazmu do działania?

Po wyprawie w zimne rejony, krążenie w stopach i dłoniach "rusza" z opóźnieniem. Potrzeba kilku dni, aż dłonie zaczną być ciepłe i czucie wróci do końców palców. Na pewno dużo snu, owoce i dieta bogata w błonnik bardzo przyspieszają powrót do formy. No i trzeba jakoś się ruszać. Choćby na spacer czy basen.

Przemierzał pan nie tylko te chłodne części świata. Co jest trudniejsze: zmaganie z zimnem i śnieżnymi zawiejami, czy upały i wilgoć? Kojarzony jest pan głównie z wyprawami na północ, co ciągnie pana akurat w tamtą stronę?

Ja akurat mam frajdę z umiejętności radzenia sobie z różnymi warunkami. Zimą wszystko jest prostsze, wodę pozyskuje się ze śniegu, nie ma zarazków. Oczywiście są też minusy zimowych wypraw. Możemy wpaść do szczeliny lodowca lub może nas zaatakować niedźwiedź polarny. Możemy się odmrozić lub wpaść w hipotermię, ale to w zasadzie wszystko.

W tropikach jest problem z epidemiami chorób, sam doświadczyłem cholery i malarii podczas pobytu na Haiti. Problemem jest woda oraz jej czystość. Jakby tego było mało, są rejony gdzie grasują rabusie czy piraci. Trudno porównać wyzwania jakie stawia przed nami klimat.

Niemniej, nie uważam się za typowego polarnika, oprócz zimowych ekspedycji były przecież wulkany Kamczatki, Mongolia, Wschodnia Turcja i góra Ararat, wyprawa do Pakistanu w góry Karakorum na siedmiotysięcznik Kampire Dior. Więc trochę tych nie zimowych też było. Opisane są na mojej stronie internetowej, tam można przekonać się, że lubię różnorodność.

Czy mając na koncie wyprawy iście ekstremalne, cieszą pana "niedzielne wycieczki" polegające na wędrowaniu po dzikich rejonach naszego kraju?

Tak, czerpię radość z każdej wyprawy. Mam nawet ulubione miejsca wokół Trójmiasta. Bardzo lubię pozostałości po puszczy Darżlubskiej za Wejherowem, okolice Rewy i rezerwat Beka oraz moją ukochaną Skarpę Redłowską i cały pas plaży między Orłowem a Gdynią.

W kraju uwielbiam miejsca unikalne dla całej planety, czyli chronione przez UNESCO. Są to m.in. Bagna Biebrzańskie, Słowiński Park Narodowy, Babią Górę, Tatry. Organizuję tam zresztą szkolenia dla młodych podróżników - od survivalu na bagnach, po naukę budowy igloo. Z dalekich wypraw jednak nie zrezygnuję, myślę że będzie ich więcej.

Przeczytaj o tym, jak Rafał Król przygotowywał się do przejścia płaskowyżu Hardangervidda.

Zobacz, co Rafał Król zapakował do plecaka przed ubiegłoroczną wyprawą na Spitsbergen.

Zobacz, co Rafał Król zapakował do plecaka przed ubiegłoroczną wyprawą na Spitsbergen.

Zobacz, jak parują stopy gdyńskiego polarnika podczas samotnej wędrówki przez Spitsbergen.

Zobacz, jak parują stopy gdyńskiego polarnika podczas samotnej wędrówki przez Spitsbergen.

Opinie (8)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.