wiadomości

stat

Zobacz Runmageddon Gdynia 2019

Runmageddon Trójmiasto 2019 naszymi oczami


Około 8000 uczestników wzięło udział w Runmageddonie Trójmiasto 2019, odbywającym się w gdyńskim parku Kolibki w Orłowie. Przez dwa dni wystartowali łącznie w sześciu różnych kategoriach. Ekipa Trojmiasto.pl aktywnie uczestniczyła w rywalizacji, chcąc podzielić się doświadczeniami prosto z trasy biegu Rekrut.





Jeszcze nigdy w Trójmieście nie wystartowało tyle osób, co w czasie ostatniego weekendu z Runmageddonem. Podczas gdyńskiej edycji padł rekord Polski Północnej. Około 8000 uczestników stanęło na starcie morskiego wydarzenia. Pogoda choć zmienna i lekko burzowa nie przeszkodziła śmiałkom w pokonaniu morskich tras ekstremalnego biegu z przeszkodami.

W sobotę rano, jako pierwsi ścigali się zawodnicy serii Elite. Profesjonalni biegacze ocr-owi pokonywali dystans 6 kilometrów z 30 przeszkodami. Jako pierwszy na linię mety dobiegł Sylwester Wilk (Wilk trenuje) z czasem 42 minuty i 7 sekund. Tuż za nim dotarli Kacper Kąkol oraz Robert Bandosz. Wśród kobiet najlepsza okazała się być Dorota Gadzińska (Koniuch OCR). Pokonała ona trasę w 1 godzinę, 3 minuty i 20 sekund. Drugi wynik osiągnęła Anna Raczyńska, a trzeci - Patrycja Szostek.

Głównym punktem imprezy była niedzielna formuła classic dla tych, którzy nie boją się długich dystansów. Ich zadaniem było pokonanie 12-kilometrowego odcinka z 50 przeszkodami. Najlepsi byli Marta Sprawka (Husaria Race Team), która trasę pokonała w 2 godziny, 3 minuty i 39 sekund i Tomasz Krawczyk z tej samej drużyny, który dobiegł z czasem 1 godzina, 21 minut i 37 sekund. Drugie miejsce na podium wywalczyli: Aniela Żukowska i Mateusz Krawiecki, a trzecie: Beata Kuraś i Kacper Kąkol.

Odbyły się też starty dla osób zaczynających przygodę z biegami OCR. Debiutanci pokonali 3 kilometry i ponad 15 przeszkód.
Ich startom towarzyszyło prawdziwe urwanie chmury i rzęsisty deszcz. W sobotę, z ekstremalnym wyzwaniem zmierzyli się biegacze startujący kategorii Rekrut.

Poniżej relacja naszego dziennikarza ze startu w tej 6-kilometrowej formule.

Na start.


Park Kolibki na czas zawodów zostaje przekształcony w plac zarówno organizacyjny, jak i miejsce zawodów. Możemy tu odebrać pakiety startowe, zostawić rzeczy w depozycie, zapoznać się z ofertą wystawców, a po ukończeniu zawodów wziąć prysznic w specjalnych strefach. Południowa część Orłowa staje się miejscem, w którym kipi od rywalizacji - tu przede wszystkim tej z samym sobą - stawiamy sobie wyzwanie i staramy się z całych sił mu sprostać. Emocje unoszące się w powietrzu sprawiają, że już przekraczając próg bramy starej, XIX-wiecznej stajni znajdującej się na terenie parku możemy poczuć przypływ ekscytacji.

Wszechobecne dmuchane reklamy organizatora, żółto-czarne oznaczenia trasy nie dają się nie zauważyć nawet samochodom jadącym wzdłuż alei Zwycięstwa. Trafiając na miejsce, bez problemu można odnaleźć punkt odbioru pakietu. W tej edycji trójmiejskiego Runmageddonu w pakiecie otrzymujemy opaskę na rękę, chip, koszulkę techniczną, izotonik, przekąski od sponsorów.

Na mecie jak zwykle czeka na nas minimalistyczny medal, chusta buff oraz napoje chmielopodobne. Jeśli chodzi o depozyt przed startem to działa on bardzo sprawnie. Worek oklejamy numerem przygotowanym również w pakiecie. Ten sam numer widnieje na naszej opasce na rękę, dzięki czemu nie musimy zawracać sobie głowy, żeby go zapamiętać. Po zostawieniu rzeczy w depozycie kierunek startu jest tylko jeden - plaża.

3-2-1 biegniemy!


Organizatorzy podzielili w sobotę uczestników na formuły (Kids, Intro oraz Rekrut) startujące w seriach z plaży co 15 min. Całej zebranej w jednym miejscu grupie uczestników do startu brakowało jedynie odpowiedniej rozgrzewki, która prowadzona była w formie ruchów tanecznych do dynamicznej muzyki, aby za chwilę wskoczyć wprost do morza i rozpocząć od wspólnej Przeprawy Morskiej.
fot. Mariusz Mostek/trójmiasto.pl

Organizator zaplanował proces wprowadzania zawodników w poszczególne przeszkody, od tych prostszych do bardziej wymagających - klucz do zdrowej aktywności fizycznej to prawidłowo rozgrzany organizm. Na początku zaczynamy od zwiększenia skurczu serca poprzez pokonywanie oporu, jaki sprawia słona woda morska. Kierując się na północ, mamy przed sobą piękny widok na gdyński klif. Dla takiej scenerii zdecydowanie warto specjalnie przejechać choćby pół kraju.

Łatwo czy trudno?


Po wstępnym rozgrzaniu pierwsza przeszkoda zmusza nas do praktycznie pełnego zanurzenia ciała w wodzie, nikt zupełnie nie ma z tym problemu. Na twarzach uczestników pełna gotowość na wyzwania. Każda kolejna przeszkoda pokonywana jest z dokładnie takim nastawieniem.

Każdy zaangażowany i skupiony, by nie zrobić sobie przy tym wszystkim krzywdy. Jest ryzykownie - wielokrotne skoki, bieg pod górę i w dół po krętym, nierównym terenie, zwisy na ramionach, wchodzenie po linie, czołganie się w piachu, pokonywanie pochylni, noszenie drewnianych bali i worków z piachem na ramionach.

Organizm powinien wcześniej zostać przygotowany do tego typu wysiłku zarówno kondycyjnie, jak i siłowo. Niektóre przeszkody typu Multi Ring lub Ruchoma Drabina wymagają dużej siły całej obręczy barkowej i ramion, zdecydowanie nie są dla początkujących. To nie jest problemem - jeśli nie jesteś w stanie pokonać którejś z przeszkód, możesz wykonać zamiast tego określoną przez sędziego przy danym stanowisku liczbę tak zwanych "padnij powstań" i biec dalej. To solidny test, sprawdzenie się i swoich możliwości fizycznych. Lekcja, że warto dbać całościowo o swój aparat ruchu, aby w zdrowiu wykonywać określone trudne zadania wymyślane przez lubiącego dokopać organizatora.

Już prawie meta


Im bliżej mety, tym więcej przeszkód, co również powoduje powstawanie kolejek. Niektóre z obiektów do pokonania typu Pole Dance czy Sieci Pająka ze względu bezpieczeństwa może pokonywać ograniczona liczba uczestników, co przyczynia się do powstawania wąskiego gardła kolejki tuż przed nimi. Do ukończenia dystansu Rekrut na Gdyńskiej trasie może wystarczyć 90 min a liczba spalonych kalorii na osobę może sięgać nawet 1000 kcal. Dlatego na mecie zaraz po otrzymaniu medalu warto rozejrzeć się chwilę po miasteczku zawodów i znaleźć solidną przekąskę, aby uzupełnić spalony glikogen mięśniowy.