wiadomości

Wojciech Grott, historyk z Gdańska biega coraz dalej i coraz wyżej

Najnowszy artukuł na ten temat

Kim jest Ninja Warrior z Gdańska? Mateusz Skrodzki: Aktywność fizyczna daje radość

Wojciech Grott zaczynał do startów w trójmiejskich maratonach. Obecnie biega coraz dalej i coraz wyżej.
Wojciech Grott zaczynał do startów w trójmiejskich maratonach. Obecnie biega coraz dalej i coraz wyżej. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Wojciech Grott jest historykiem w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, a od sześciu lat także pasjonatem biegania. Zaczynał od startów w trójmiejskich imprezach, a teraz biega na coraz dłuższych dystansach oraz coraz... wyżej. Za swój największy wyczyn uważa ukończenie Ultramaratonu Karkonoskiego na 57,5 km. Na taki wyczyn zdobył się, trenując na ogół trzy razy w tygodniu.



Aktywne osoby - poznaj więcej osób z Trójmiasta, które mają sportowe pasje



- Wszystko zaczęło się sześć lat temu, kiedy to poszedłem potruchtać. Pewien wpływ na to miał mój starszy brat, który już wcześniej brał udział w maratonach. Potem pojawiła się chęć pokonywania kolejnych barier, a bieganie stało się przyjemnością. Nigdy nie było zawahania, żeby przestać - mówi nam Wojciech Grott.
Jest on przykładem, że można zacząć biegać w każdym wieku, a regularne treningi można pogodzić z życiem zawodowym i rodzinnym.

- Staram się biegać trzy razy w tygodniu, ale nie zawsze się to udaje. Obowiązki zawodowe i domowe potrafią pokrzyżować plany, choć jak to mówią "dla chcącego nic trudnego". W ciągu tygodnia wieczorami i popołudniami przebiegam po ok. 10 kilometrów. Dopiero w weekendy można pokusić się o dłuższe wybieganie. Najlepiej wtedy biegać rano, można też na czczo, chociaż wiadomo, że każdy ma inny organizm i inaczej on reaguje na taki rodzaj aktywności. Do diety nie przykładam aż tak dużej wagi, ale staram się jej pilnować przed startem. Myślę, że bardzo dużo zależy od głowy. Bez motywacji i woli walki nie da się ukończyć żadnego biegu. Gdy dopada kryzys, biega się już tylko głową - dodaje historyk z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.
Swoją przygodę z bieganiem czy później pierwszymi zawodami rozpoczynał na trójmiejskich trasach. Początkowo były to biegi na dystansie półmaratonu, z czasem cały maraton.

- Do tej pory zaliczyłem kilkanaście startów w półmaratonach w Gdańsku i Gdyni oraz kilka w gdańskich maratonach. Startowałem także w biegu na dystansie ultra po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, a w tym roku doszły góry. W przyszłości, w planach są także nowe imprezy - mówi.
Wojciech Grott szczególną satysfakcję ma z rywalizacji w Ultramaratonie Karkonoskim. To bieg górski na dystansie 57,5 km, który organizowany jest dwa razy w roku. Przewyższenie wynosi aż 2580 metrów. To jeden z najbardziej popularnych tego typu biegów w Polsce.

Impreza odbywa się zarówno latem, jak i zimą i co roku stawiają się na niej tłumy chętnych. W letniej edycji obowiązuje 9,5-godzinny limit czasu na pokonanie trasy. Każdy z zawodników musi mieć ze sobą telefon komórkowy, bidon oraz odzież przeciwdeszczową. To wszystko podyktowane jest względami bezpieczeństwa.

- Kończąc bieg w tym roku ścigałem się z mocno wyśrubowanym limitem czasowym. Wielu zawodników kończyło już po nim, ale mi na szczęście udało się zdążyć, chociaż odciski miałem na długo. Taka była cena niemal sprinterskiego finiszu na ostatnim kilometrze. Ten wynik to dla mnie ogromy sukces - podkreśla Grott.
Debiutujący w Ultramaratonie Karkonoskim uzyskał 9 godzin, 29 minut i 40 sekund, w stawce około pół tysiąca biegaczy był 297.

- Warto poświęcić się i wyjść ze strefy komfortu. Daje to niesamowitą satysfakcję, że biegało się po górskich szczytach. Pamiętam, że po kilku godzinach na trasie, było mi już wszystko jedno, a fakt, że do mety zostało ok. 15 kilometrów przyjmowałem jak błogosławieństwo. Czuło się już bliskość tej mety. Paradoks, gdyż zwykle jest to dla mnie całkiem porządny trening, ale tak to wygląda dla osoby, która na co dzień siedzi w biurze. Inaczej się odbierało te 15 kilometrów - dodaje.

Ci, którzy chcieliby pójść w jego ślady, muszą pamiętać, że górskie biegi w znacznym stopniu różnią się jednak od normalnego biegania. W związku z licznymi przewyższeniami i pokonywaniem górskich szczytów, konieczne jest zastosowanie innej taktyki.

- Na podbiegach się podchodzi, a na zbiegach umiejętnie schodzi. Ważna jest technika. Nawet elita nie biegnie cały czas. Podczas takiego biegu człowiek potrafi wypić naprawdę wiele różnego rodzaju płynów. Trzeba też jeść i umiejętnie rozkładać siły - radzi gdański historyk.
Sam na tym nie zamierza poprzestać. 17 listopada zaprezentuje się w Gdańsku, a potem ma kolejne cele.

- W tym roku wystartuje jeszcze w gdańskim półmaratonie. Po nim prawdopodobnie będzie troszkę luźniejszy okres. W przyszłym roku wracam w Karkonosze, aby pobić swój wynik. Czuję niedosyt i chęć pokonywania kolejnych barier. Marzy mi się także "Kaszubska Poniewierka", czyli bieg na 100 kilometrów, ale to chyba nieco dalsza przyszłość - mówi nasz bohater.
Zachęca też tych wszystkich, którzy się jeszcze wahają, czy warto zacząć trenować bieganie, aby spróbowali, gdyż to niesie korzyści nie tylko dla zdrowia.

- Biegać można cały rok, niezależnie od pogody. Wystarczy odpowiednio się ubrać. Odrobina ruchu wpływa na zdrowie, myślę że zarówno to fizyczne, jak i psychiczne. Kiedy wychodzi się na trening, można pobyć sam ze sobą, pomyśleć i odpocząć od dnia codziennego. Jest to także okazja do poznania zakamarków, miejsc, w których się na co dzień nie bywa. To też motywuje do dalszych i dłuższych wybiegań. Jeśli jeszcze idą za tym w parze wyniki i satysfakcja z pokonywania własnych barier, to bieganie może być naprawdę przyjemne - zapewnia Wojciech Grott.

Opinie (35) 6 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • Ortopeda lubi to. (3)

    • 24 11

    • (1)

      Ortopeda jeszcze bardziej lubi kanapowców

      • 11 2

      • jesteś głupi nie trzeba być kanapowcem po prostu we wszystkim powinien być umiar

        • 1 0

    • A pieje

      z zachwytu!!!

      • 0 1

  • Przyjdzie moment ,ze chłopina zapłacze,bo wszystko trzeba robić z umiarem ,zapłaczą nieodwracalnie (7)

    kolana , kręgosłup itd.

    • 16 11

    • Odezwał się adaś kanapowicz (1)

      Najlepiej 4 specjale i chipsy i wtedy nic nie zaplacze nieodwracalnie

      • 12 9

      • Marek Jasnowidz?

        • 0 0

    • (3)

      A kiedy ten moment przyjdzie? Bo z artykułu wynika, że ten pan biega od sześciu lat i nadal nie narzeka na zdrowie. A po drugie - jak zdefiniujesz umiar? U Wojciecha Grotta, historyka z Gdańska, umiar to najwidoczniej przebiegnięcie maratonu. A jak tam u Ciebie ze sprawnością fizyczną?

      • 6 4

      • Wyjdź przed blok (2)

        to się sprawdzimy!

        • 2 1

        • (1)

          Spoko, to na ile się ścigamy? 5, 10, 20 kilometrów?

          • 1 0

          • DOD Sony LS430W

            Jak już to maraton co tam w drobnicę się będziesz wdawać

            • 0 0

    • Stres oksydacyjny a właściwie jego -stresu następstwa Go wykończą

      Do tego stres oksydacyjny. który przyczynia się do powstawania wolnych rodników do czego przyczynia się uprawianie sportu zawodowo - wyczynowo a nie relaksacyjnie

      • 3 1

  • (5)

    Bieg, o którym mowa nazywa się Maraton Karkonoski i odbywa się raz w roku, w okresie letnim. Zimą odbywa się Zimowy Ultramaraton Karkonoski im. Tomka Kowalskiego. To dwa różne biegi, różni organizatorzy, tylko w części pokrywające się trasą. A Bohater artykułu ma taką taktykę na bieg, że biegnie tylko po płaskim, natomiast elita zarówno wbiega podbiegi i sprawnie zbiega w dół.

    • 19 3

    • Prawda.

      Nazwa nazwą, ale faktem jest, że impreza lipcowa jest na dystansie ultra (powyżej 42.2km), więc używa się dla niej pojęcia ultramaraton. W sumie to wystarczy zmienić wielką na małą literę

      • 0 0

    • (1)

      Elita NIE wbiega. Podchodzi, choć oczywiście jest to zupełnie inny marsz niż pozostałych. Zgoda natomiast co do samych nazw. Jest Maraton Karkonoski latem Ultramaraton zimą.

      • 6 0

      • Wlasnie ze elita wbiega. Jak ktos podchodzi i schodzi nie jest z elity.

        • 1 4

    • (1)

      To o jakimś entuzjaście. Szkoda że autor artykułu przedstawił go jako pajaca

      • 1 0

      • No fajnie że chłopaka biega, ale nie oszukujmy się nie jest to żaden fenomen. Wiadomo pokonywanie własnych barier podczas biegu to ważna sprawa i również mój cel. Nie ma się co jednak oszukiwać , że w śród biegaczy są prawdziwi terminatora robiący dystanse o których przeciętnemu człowiekowi się nie śni. A takie 60 km po górach to nie jest znów jakiś wyczyn.

        • 3 0

  • Byle do przodu!

    Tak trzymać, Panie Grott!

    • 6 2

  • Gdyby człowiek miał biegać długodystansowo

    to by zasuwał na 4 kończynach, jak inne ssaki. Od tego ma wielki łeb, aby obronić się i zdobywać pożywienie bez uganiania się.
    50 metrów na najbliższe drzewo, to są nasze dystanse, a reszta na chodzonego.

    • 6 10

  • Nie cierpię sformułowania tandentnych psychologów: (1)

    Wyjść ze strefy komfortu.

    A biegaczowi życzę jak najlepiej

    • 9 2

    • każdorazowo

      wsiadając do SKM wychodzę ze strefy komfortu.

      • 1 0

  • Sławomir Cenckiewicz ?

    A... nie... A już myślałem, że o bardziej znanym historyku z Gdańska będzie mowa :(

    • 4 2

  • Ort. (1)

    A ile lat ma ten maratończyk pasjonat?Bo takie zachecanie wszystkich do biegania w maratonach moze sie dla niektorych żle slończyć.

    • 3 1

    • Rocznik 1993

      • 0 0

  • a u mnie na rezonansach stawów skokowych i kolan coraz więcej biegaczy, dziękuję wam z bardzo dostatnie życie ;->>

    • 2 3

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

mail

Napisz do nas

Brałeś udział w ciekawej wyprawie lub zawodach, o których chciałbyś opowiedzieć naszym czytelnikom? Napisz do nas na aktywne@trojmiasto.pl