• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Jak zrobić coś z niczego? Oni potrafią i chcą stworzyć bazę, jakiej nie było

Damian Konwent
17 października 2022 (artykuł sprzed 1 roku) 

Zobacz Loco Surf

Jak zrobić coś z niczego? Dwóch przyjaciół z Gdańska buduje społeczność surferów, jakiej w Polsce jeszcze nie było. Marcin Murat i Marcin Radecki jako jedni z nielicznych postawili na produkcję i serwis desek w unikalnym, zbudowanym przez siebie od zera warsztacie. A przy tym chcą zarażać pasją do coraz to popularniejszej aktywności wodnej, którą można uprawiać przez cały rok. - Nasza misja to szerzenie "zajawy". Niebo jest limitem - zgodnie przyznają.



Czy wiedziale(a)ś, że surfing jest coraz popularniejszy w Polsce?

Niepozorny początek



Marcin Murat Marcin Radecki to dwóch kumpli z Gdańska. Deskowe sporty towarzyszyły im od zawsze. Także ich połączyły, bo to właśnie na jednym z zimowych wyjazdów ich drogi się skrzyżowały i zapoczątkowały wielką przyjaźń. Chłopaki szybko znaleźli wspólny język i smykałkę do robienia wielkich rzeczy.

- Wszystko wzięło się od wspólnej "zajawy". Z osiem lat temu pojechaliśmy na snowboard. Poznaliśmy się dopiero w autokarze, złapaliśmy wspólne flow, więc nie widzieliśmy przeszkód, żeby utrzymywać kontakt. Pamiętam, że już wtedy zaczęliśmy rzucać pomysłami o wspólnych planach, najświeższym wtedy pomysłem było kupienie starego volkswagena T3, choć jeszcze wtedy żaden z nas nie miał prawa jazdy - zaczyna Marcin "Maniek" Murat.

Pomysł został rozwiany przez wiatr, żeby później powrócił, ale w międzyczasie nasi bohaterowie zdecydowali się na coś innego. Jako że lubili jeździć na deskorolce, a także snowboardzie, postanowili spróbować swoich sił na wodzie. Wybrali surfing, który jeszcze trzy lata temu nie był popularny w Polsce. Ludzie częściej wybierali kitesurfing czy windsurfing, dla których warunki w naszym kraju są znacznie lepsze. Surfing kojarzy się z pływaniem na wielkich falach, które na Morzu Bałtyckim są raczej rzadko spotykane. Mimo to z roku na rok przybywa pasjonatów tego sportu.

- Surfing w Polsce jest sukcesywnie świeżym tematem. Nie pływam od początku, ale nasi przyjaciele z Makai [surferska grupa z półwyspu - przyp. red.] są tu akurat świetnym wyznacznikiem. Jeszcze cztery lata temu potrafili być jedyną grupą na wodzie w Sobieszewie. To jeden z punków, obok półwyspu, gdzie spotykamy się i pływamy. Dla porównania mogę przytoczyć losowy dzień z ostatniej zimy, gdzie o godz. 6-7 rano na jedną falę potrafiło czekać około 30 osób. Gołym okiem widać różnicę. Tym bardziej, że surfing działa też zimą. Wtedy warunki są lepsze - wyjaśnia Marcin R.

Grzegorz DJ NoZ Nozowski między imprezami surfuje na całym świecie



I tu nastąpił przełom. Przyjaciele postanowili pójść krok dalej.

- Któregoś razu ustawiliśmy się na piwo. Nie widzieliśmy się długi czas. Dzień wcześniej zobaczyłem film Marcina Mosaka pod tytułem "Jak zbudowałem swoją pierwszą deskę?". Mocno zajarany tym motywem zarzuciłem ten temat na spotkaniu, pomyślałem, że musi się tym zajarać, skoro też śmiga na desce. Jak pokazałem mu ten film, to od razu zaczęły napływać pomysły, że robimy to - wspomina z ekscytacją Maniek.


Od pomysłu do realizacji



Od pomysłu do działania nie upłynęło dużo czasu. Panowie nie tracili chwili i zaczęli rozmyślać nad projektem, który ma namieszać w środowisku surferów. Postanowili stworzyć miejsce, w którym będą powstawały deski do surfingu, a także będzie można je serwisować. Surferów przybywa, ale brakowało bazy, która mogłaby ich łączyć. Chłopaki zaczęli rozważać wszystkie za oraz przeciw i krok po kroku budowali społeczność wokół siebie.

- W głowie były pytania: czy to rzeczywiście da się zrobić, czy mamy na to materiał, główne zapotrzebowanie, ile wszystko kosztuje, jak duże jest zainteresowanie. Potem kwestia nazwy, logo, co to w ogóle będzie. Wkręciliśmy się na maksa. Wszystkie ustalenia trwały niespełna trzy miesiące. Wtedy też znaleźliśmy przestrzeń magazynową, która miała być naszym docelowym punktem. Mieliśmy warsztat, ale zdecydowanie trzeba było go doprowadzić do stanu używalności - uważa Marcin R.

Skateparki w Trójmieście. Gdzie się wybrać?



- Zbadanie rynku pokazało nam, jak duże jest zapotrzebowanie na zaplecze surfingowe. Punkt, w którym surferzy będą mieli wszystko, czego potrzebują. Tego jest tak bardzo mało w Polsce. Rozmawialiśmy z wieloma osobami ze środowiska i wszystkie powtarzały to samo: "róbcie to, potrzebujemy tego". W naszym kraju nie ma punktów, w których można kupić deski, nie mówiąc o przeprowadzaniu ich naprawy itd. Kupuje albo wysyła się je za granicę. Nie dość, że zajmuje to sporo czasu, to do tego ceny są kosmiczne - wyjaśnia Marcin M.


Chłopaki poszli na całego. Zaczęli spotykać się codziennie. Jeden napędzał drugiego i odwrotnie. Cały czas przyświecał im jeden cel.

- Nie ma, że się nie da. Uczysz się, rozglądasz, próbujesz, nie wyjdzie - trudno, ciśniesz dalej. Wiedzieliśmy, że na początku musimy zrobić "x" desek, żeby faktycznie wyjść z tym do ludzi, że mamy fajny produkt. Sięgaliśmy po pomoc profesjonalistów, którzy przepływali dużo desek. Spotkaliśmy się m.in. z Mikołajem Jaworskim, który jest jednym z najlepszych surferów w Polsce. Dużo się od niego dowiedzieliśmy. Takich osób było znacznie więcej na naszej drodze - dodaje Maniek.

Zatańczy we wszystkich krajach Europy. Zobacz wideo i poznaj Proziego Pixa



Loco znaczy rodzina



Tak oto Loco, bo tak nazywa się społeczność Marcinów, zaczęło rosnąć w siłę. Zaczęło się od dwóch osób, ale dziś tę rodzinę, jak sami określają, tworzy zdecydowanie większa grupa. I ma się jeszcze powiększać, bo ten, kto wpada na chwilę, zostaje już na dłużej.

- Chodzi o to, żeby zbudować wokół siebie społeczność i to wychodzi nam całkiem fajnie. Dużo ludzi pytało, czekało, wpada, chce się angażować. Jeden jest od desek, drugi od kontaktów, trzeci od grafiki, czwarty od kamerowania i mediów społecznościowych, piąty od merchu itd. Tworzy się niesamowita familia. Coraz więcej naszych ziomeczków po prostu próbuje, łapie "zajawę". I to jest piękne, że my nie tylko chcemy robić dechy, ale zaszczepiać w ludziach pasję. To jest magiczne w tym wszystkim. Stawiamy na klimat, żeby chciało się tu siedzieć i być. To było początkowe założenie. Dlatego tak zadbaliśmy o wystrój. Chcieliśmy, żeby to miejsce było wyjątkowe. Każdy, kto tu przychodzi, robi "wow" - tłumaczy Maniek.

Najlepsze triki na Międzynarodowy Dzień Deskorolki. Skaterzy przejęli Gdańsk





Unikalny warsztat



A wszystko to dzieje się pewnym warsztacie w Oliwie. Jednak nie jest to zwykła baza, bo oprócz miejsca, w którym wszystko powstaje, jest także druga część, bardziej towarzyska. Znajdują się tu wygodne sofy, stolik, lodówka, a wszystko otoczone jest skaterskim anturażem. Na ścianach i suficie wiszą doskonale podświetlone deskorolki.

Co ciekawe, jeszcze rok temu to miejsce wcale nie przypominało miejscówki, która jest tu obecnie. Było zawalone gruzem, potrzeba było gruntownej rewolucji, by je urządzić. Ale co to za problem dla chłopaków?

- Miejsce wyglądało, jakby było opuszczone od 20 lat. Pełno kurzu, stare meble, więc czekała nas ogromna metamorfoza. Wszystko od zera, tynki, podłogi. Pierwsze wjechały sofy. Ogarnęliśmy panele z odzysku, meble, dostaliśmy kafle od glazurników, którzy pracowali obok. Postanowiliśmy, że podzielimy warsztat na dwie strefy: czillową, gdzie można posiedzieć, pogadać z ziomkami, i strefę warsztatową. Loco robiliśmy przez 3 miesiące. Dokładnie wszystko, łącznie z elektryką, wentylacją, wykończeniem ścian i podłóg. Skończyliśmy w marcu. Jest to miejsce, w którym mamy się dobrze czuć. Chodziło o nadanie klimatu. Pomalowaliśmy pomieszczenie. Na suficie wisi deska windsurfingowa, a obok dywan, który w dzieciństwie miał każdy chłopak. Przyjaciel zrobił graffiti na ścianie. Stwierdziliśmy, że wszystko zrobimy po swojemu - przyznaje Marcin R.

Sprawdź Loco na Instagramie





Niebo jest limitem



Choć to dopiero początek drogi, to chłopaki mają ogromne plany. Determinacja to chyba największa cecha, którą można im przypisać. Wierzą, że w przyszłości dojdą do punktu, który sobie wyznaczyli. Wierzą, że Loco zaistnieje na dobre i podbije surferską Polskę i nie tylko.

- Nasze motto to duże rzeczy, ale małe kroki. Są duże plany, razem z ekipą Makai, gdzie miałaby powstać duża baza surfingowa. Organizacja wyjazdów, dechy, pianki, myślimy dużo i daleko, ale póki co jesteśmy tutaj, w Oliwie. Robimy dechy i rozwijamy swój potencjał. Taki proces można zamknąć nawet w dwóch-trzech tygodniach. Wyszliśmy z założenia, że nie będziemy odwalali "lipy". Każdy ma być zadowolony, żeby Loco szło w świat. Latamy pływać też do Portugalii czy Maroko. Fajnie byłoby kiedyś spotkać surfera na drugim końcu świata z naszym logo na desce. Niebo jest limitem - kończy wspólnie załoga Loco.

Chciała znaleźć znajomych do pływania na SUP. Co tydzień rządziły Motławą



Opinie wybrane

Wszystkie opinie (22)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Netwalking - Networking w lesie

spotkanie, spacer

Zajęcia taneczne dla każdego

kurs tańca, zajęcia rekreacyjne

Dojrzały Smak Przygody

spacer

Forum

Najczęściej czytane