wiadomości

stat

Rusz się! Paweł Marcinko zaprasza na Nocne Bieganie z Wilkami i Czołówkami

Grupa biegająca z psami po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym.
Grupa biegająca z psami po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. fot. Paweł Marcinko

We wtorki, od godziny 19:30, w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym można spotkać "ognistego węża", czyli grupę biegaczy poruszających się z latarkami na głowach, a do tego w towarzystwie psów. Paweł Marcinko i jego znajomi organizują w tym czasie Nocne Bieganie z Wilkami i Czołówkami, do którego można bezpłatnie dołączyć. Jeden z pomysłodawców imprezy jest kolejnym bohaterem cyklu Rusz się! Dwa tygodnie temu przybliżaliśmy postać Adama Borkowskiego. Za dwa tygodnie napiszemy o Aleksandrze Kobielak, która prowadzi m.in. bezpłatny fitness dla dzieci.



Paweł Marcinko z wykształcenia jest historykiem, natomiast z zawodu fotoedytorem w Agencji Kosycarz Foto Press. Jego pasją stało się bieganie, a duży udział w tym miał pies.

- Zacząłem biegać, kiedy w domu pojawił się pies. Nie chciałem, aby stał się kanapowcem. Po pewnym czasie biegania z różnymi grupami, stwierdziliśmy ze znajomymi, że trzeba zrobić jakąś imprezę biegową, w której można wziąć udział z czworonogiem. Biegają z nami głównie psy w typie Husky, ja sam mam Malamuta. Takie psy potrzebują ruchu, więc idea była jak najbardziej słuszna. Oczywiście mile widziane są psiaki wszystkich ras - wspomina Paweł.
Pierwsze Bieganie z Czołówkami i Wilkami odbyło się na przełomie października i listopada. Trzeba było pokonać trasę po zmroku, stąd wzięły się latarki. Spotkania odbywają się przez cały rok, co wtorek, początek o godz. 19:30. Późnią wiosną, czy latem oczywiście nie są potrzebne dodatkowe strumienie światła.

- Bieganie nocą wyczula zmysły. Trzeba podwójnie uważać gdzie się stawia nogi. W końcu prowadzi nas tylko strumień światła. A trasy nie są stałe, za każdym razem je modyfikujemy. Biegamy po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Co tydzień staramy się spotykać w innym miejscu. A jeżeli zaczynamy z tego samego punktu co kiedyś, to biegniemy nieco innymi ścieżkami - mówi Paweł.
Paweł Marcinko z Malamutem.
Paweł Marcinko z Malamutem. fot. Paweł Marcinko
Bazami są: Matemblewo koło pętli autobusowej, obok Dworu Oliwskiego, na końcu ul. Abrahama w Gdańsku, w Sopocie, na ulicy Reja. Czasami zdarzy się pobiec w Gdyni czy w Otominie.

Aby dołączyć do grupy, należy śledzić profil na portalu społecznościowym Facebook. Tam podawane są miejsca spotkań oraz ślad gpx trasy, który można wgrać do zegarka biegowego. Posiadanie psa nie jest konieczne. Czasami jest tak, że na spotkaniu nie ma ani jednego zwierzaka. Grupa liczy średnio 10-15 osób. Nocne Bieganie z Wilkami i Czołówkami to nie są to typowe treningi, ale wybiegania o charakterze towarzyskim, czyli biegamy, gadamy i śmiejemy się po drodze.

- Niedawno podzieliliśmy się na dwie grupy. W szybkiej znalazły się osoby, które startują w biegach ultra. Potrzebują dłuższego wybiegania, dlatego ich trasy mają około 15 kilometrów. Do tego poruszają się szybciej. Mamy także grupę, której nie nazywamy wolniejszą, ale dokładną. Biega ona około 10 kilometrów - opisuje Paweł.
Co do psów, to niektóre nadają tempo, ale są też takie, które ciągną się z tyłu grupy. Pies jest zawsze przypięty do właściciela. Uczestnicy nie puszczają ich luzem w lesie ze względów bezpieczeństwa. Jak pies biegnie na smyczy, to trzeba kontrolować czy komuś nie wpadnie pod nogi itp. To także sprawia, że człowiek jest bardziej skupiony.

Tak wygląda nocne bieganie z czołówkami.
Tak wygląda nocne bieganie z czołówkami. fot. Paweł Marcinko
Jeżeli decydujemy się na poruszanie z psem, najlepiej posiadać specjalny osprzęt - pas, szelki i amortyzowaną smycz. Taki zestaw o wiele lepiej sprawdzi się niż smycz i obroża, które krępują ręce i psa, poprawi komfort biegania i zdecydowanie bezpieczeństwo.

- Jest wiele marek takich uprzęży. Podstawowy pas biodrowy do canicrossu plus smycz to 100-200 zł w górę. Cena zależy także od wielkości psa - mówi Paweł.
- A co do światła, to najwygodniej jest, kiedy jego źródło daje czołówka. Dzięki niej mamy wolne ręce. Można kupić najprostszą czołówkę za 17 zł, która w zupełności wystarczy. Zakłada się ją na gumach na głowę i biegnie. Każda firma ma patent przy mocowaniu na głowę, ale są one zbliżone. Mamy także różne strumienie światła, są czołówki większe i mniejsze. Co do tych drugich, to niektóre z nich świecą świetnie, ale wtedy wiadomo, że cena jest wyższa, ponieważ mamy lekki, dobry sprzęt - dodaje.
Zaleca, aby na bieganie zabierać czołówki. Jeśli jednak nie mamy jej, to organizatorzy starają się, aby posiadać zapasowe i móc komuś pożyczyć. Paweł żartuje, że grupa wygląda czasami jak ognisty wąż przemierzający trasę w lesie.

Startuje on także w zawodach dogtrekkingowych, czyli bieganiu na orientacje z psem. Właśnie tam poznał sporo osób, które mają psy, a teraz spotykają się na cowtorkowych imprezach. Jest również pacemakerem, m.in. w biegowym Grand Prix Gdyni. Do tego koordynuje Parkrun Gdańsk - Południe.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (15)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.